czwartek, 30 maja 2013

"Małżeństwo niedoskonałe" Krystyna Nepomucka - niedoskonałe? Kompletny niewypał!

Obłędne!

Czytam sobie o życiu, a właściwie początku dorosłego życia młodej dziewczyny z warszawskiego Powiśla i wczuwam się, że hoho. Że tak się bezpardonowo wyrażę, to życie nieźle kopie dziewczę po dupie. Ojciec pijak i hulajdusza, wieczna bieda w domu, wiecznie dziurawe buty i nicowane sukienki, brrr. Kiedy zaś dziewczyna dorośnie do oszałamiającego wieku szesnastu lat, zakocha się w takim bucu i patafianie, że proszę siadać.  Ona go kocha, on się z nią żeni, ale pomiata jak ścierką. Ale ona go kocha, więc łyka łzy i gotuje pyszne obiadki. Obłęd jakiś.

Oprócz wątku tego związku, na który zżymałam się co sił w mojej czytelniczej duszy, Krystyna Nepomucka fantastycznie opisała, jak się żyje w Warszawie i poza nią. Rodzice: wspaniała mama i tata utracjusz. Ciotki i wujkowie. Śluby i pogrzeby. Wyjazdy i powroty. Rany, to się czyta tak, że w żyły włazi i tak sobie krąży po organizmie.

Miło wiedzieć, że to pierwsza część większego cyklu, książkę pożyczyłam od koleżanki i zapytam, czy ma pozostałe części, bo chętnie przeczytam. I mam nadzieję, że główna bohaterka kopnie porządnie w zadek swojego niewydarzonego męża.

"Nie cierpiałam cerowania, jak zresztą żadnej pracy wymagającej siedzenia. Aby sobie umilić jakoś to zajęcie, wyszywałam na skarpetkach Busia obok wielkich cer rokokowe różyczki w pastelowych kolorach. [...] Liczyłam także na to, że Busio, wzruszony takim dowodem miłości, prędzej się ze mną ożeni. Wkrótce przekonałam się, że był całkowicie pozbawiony romantyzmu. Świadczył o tym dopisek na jednym z listów: »Nie wyszywaj, smarkata, dureńskich kwiatków na skarpetkach, bo uwierają w odciski«".*

Małżeństwo niedoskonałe [Krystyna Niepomucka]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

---
* "Małżeństwo niedoskonałe" Krystyna Nepomucka, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1980, s. 171.

wtorek, 28 maja 2013

"Paddington w opałach" Michael Bond


Szósty tom cyklu. Znów zima. Paddington pomaga sąsiadowi, panu Curry, w kłopotach z zamarzniętymi rurami.
 Jak tu zresztą się nie dziwić, skoro londyńczycy mają dziwny zwyczaj ciągnięcia rur na zewnątrz budynku, lekki mróz i już to wszystko ścina się lodem. Musiałam to uwiecznić na fotografii, bo wydało mi się to niepraktyczne. Do czasu, kiedy kolega przybliżył mi klimat panujący na wyspach :)

Potem jedzie do fabryki marmolady jako specjalny gość specjalnej uroczystości otwarcia nowego skrzydła fabryki i zostawia odciski swoich łap w betonie. Wiosną pomaga pani Brown gruntownych porządkach, właściwie to tylko czyści komin, ale za to całym sobą. Po porządkach zasługuje na odrobinę rozrywki, więc zaprasza pana Grubera na wycieczkę autokarową po Londynie, w jej trakcie miś wywołuje takie zamieszanie w Muzeum Madame Tussaud, że po powrocie do domu może przeczytać o sobie w gazecie. BTW - nie odwiedziłam tego Muzeum, gdy byłam w Londynie, kolejka oraz drogie bilety zadecydowały, woleliśmy ze znajomymi rozłożyć się na trawie i gapić na Tamizę.


Co jeszcze? Bierze udział w meczu krykieta w szkole Jonatana i robi furorę. Jedzie z rodziną Brownów nad morze i pomaga w ujęciu pary oszustów.  Na koniec zaś państwo Brown wydają specjalne przyjęcie z okazji 3 lat Paddingtona w Londynie i w prezencie dają mu bilet do Peru, aby mógł odwiedzić ciotkę Lucy. 

Tym razem przełożyła Małgorzata Tkaczyk.

niedziela, 26 maja 2013

"Maria Pawlikowska-Jasnorzewska czyli Lilka Kossak: Biografia poetki" Anna Nasiłowska


Swego czasu czytywałam troszkę o Kossakach, głównie o Lilce, głównie autorstwa jej siostry.

Ta biografia jest inna, bardziej obiektywna, bez "zasłony" siostrzanego uczucia. Ot, dość wspomnieć o bracie słynnych sióstr, Juliuszu. Dotarłam do niego i zakrzyknęłam w duchu - do licha, to one miały brata? To czemu Magdalena o nim milczała? A może ja przeoczyłam?
Tym niemniej, mimo sympatii do utalentowanej poetki, odczułam pewien przesyt. Już nie chcę o niej czytać, już wystarczy Kossaków, raczej na długo.

"Maria Pawlikowska-Jasnorzewska czyli Lilka Kossak: Biografia poetki" Anna Nasiłowska, Algo, Toruń 2010.

piątek, 24 maja 2013

"Handlarze kosmosem" Frederik Pohl, Cyril M. Kornbluth - proroczy rozbuchany konsumpcjonizm


Jedziemy przez zapadłą wieś, a tam tablice na płotach czy słupach "Auto-naprawa", "Nagrobki" czy "Biuro rachunkowe". Wyjeżdżamy na główniejszą drogę, a tam już bilboardy na polach: "Skuteczne odszkodowania", "Sprzedam działkę inwestycyjną", "Usługi ogólnobudowlane" czy "Odtrucia poalkoholowe, psychoterapia". To nie dziwi, jest normalne, wrosło w krajobraz. Do tego stopnia, że kiedy jakiś artysta zrobił zdjęcia współczesnej Warszawy i komputerowo wyciął reklamy, oglądało się to jak krajobraz księżycowy.

Bez reklamy niczego się dziś nie sprzeda. Reklamy są wszędzie. W radio, telewizji, gazetach, internecie, na polach i płotach, budynkach i słupach. Skąd wiedzieli panowie Pohl i Kornbluth już w latach 50, że tak to się rozwinie?
Nie wiem, ale przewidzieli całkiem trafnie tak gwałtowny rozwój reklamy. Oprócz tego przewidzieli ogromne megaprzedsiębiorstwa konkurujące, ba, walczące ze sobą bezpardonowo o każdy, każdziutki kawałek konsumenckiego tortu - aż ciarki człowieka przechodzą.

Jeśli do tego dojdzie jeszcze obraz zmasakrowanej, wyjałowionej, rabunkowo spustoszonej Ziemi - to ciarki przechodzą po dwakroć. Nie można wyjść na ulicę bez zatyczek przeciwsadzowych w nosie, taksówki z braku paliwa zostały zastąpione rykszami, mięso hoduje się w wielkich kadziach,  a do mycia używa słonej wody. Ciarki po trzykroć.

No ale co z tą reklamą? Czytał ktoś "Generation P" Wiktora Pielewina? Kiedyś mi wpadło w ręce, a po lekturze zapisałam sobie zdanie: "Reklama dźwignią handlu? Nie, reklama dźwignią gospodarki, życia, wszystkiego". Tu jest to samo. Korporacje używają wszelkich chwytów (kodowanie podprogowe, przekupstwa, morderstwa, zatajanie), żeby tylko zwiększyć obroty. A kiedy już nie ma niczego do sprzedania na Ziemi, to sięgają po Wenus. Miliony kolonistów chcących osiedlić się na tej planecie to miliony zysku. No ok, firma sponsoruje badania naukowe, żeby tę planetę jakoś przystosować do życia, ale i tak tnie koszty.

Na tym nieprzyjemnym i okropnie proroczo namalowanym tle (napisanym w latach 50.!) rozgrywa się sensacyjna historia. Jeden z bossów korporacyjnych zostaje porwany przez tajemnicze siły i ze zmienioną tożsamością zepchnięty na sam dół drabiny społecznej. To przez Wenus, łakomy kąsek. Żeby ten kąsek odzyskać, bohater książki musiałby się jakoś wyplątać z wielce niekorzystnej dla siebie sytuacji. No, jest wystarczająco zdeterminowany, żeby mu się to udało, ale po drodze coś się zdarza. Właściwie nie coś, tylko ktoś. Organizacja zwana Consies - dziś nazwalibyśmy ich ekoterrorystami.

Jak to się skończy? Dobrze. I ciekawie. Warto było przeczytać, choćby dla takich smaczków:
"Podczas gdy on pożerał wytarty egzemplarz czegoś zwanego »Moby Dick«, ja przejrzałem z pół tuzina starych czasopism [...] Ale nie mogłem zrelaksować się w obecności tylu książek, z których żadna nie zawierała nawet jednego słowa reklamy. Nie jestem pruderyjny, jeśli chodzi o nietypowe przyjemności służące użytecznemu celowi, ale moja tolerancja ma swoje granice".

Aaaaa!

Za inspirację bardzo dziękuję Tomkowi, natchnął mnie i przeczytałam.

środa, 22 maja 2013

"Paddington za granicą" Michael Bond - czwarty tom serii


Życie tego niedźwiadka jest pełne przygód.

Wyjeżdża z  państwem Brown i panią Bird na wakacje do Francji. Wcześniej podejmuje z banku swoje oszczędności, oczywiście wywołując przy tym spore zamieszanie. Przechodzi pomyślnie odprawę paszportową na lotnisku. We Francji zaś nawiązuje przyjazne stosunki z ludnością miasteczka St Castille, co niewątpliwie pomaga znieść drobne niedogodności życiowe (jak zgubienie drogi w obcym kraju i przebicie opony w samochodzie). Uczestniczy w festynie grając na bębnie. Pływa jachtem, rozkłada namiot na wyspie i pije marynarskie kakao. Wygrywa wyścig kolarski.

I wraca do domu.

P.S. Niebieski flanelowy płaszcz zmienia się niebieski bajowy płaszcz, to sprawka tłumaczki, Anny Pajek. Wolałam flanelę z przekładu Kazimierza Piotrowskiego.

P.P.S Tak sobie streszczam, bo to się potem przydaje w konkursach biblionetkowych.

poniedziałek, 20 maja 2013

"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz - wojna jest do d...


Wojna.

Bitwy, strzały, rozerwane ciała, mnóstwo krwi, wszy, brud, błoto, głód, mróz, obcięte włosy, męska bielizna, za duże buty, spalone ciała, spodnie sztywne od miesięcznej krwi, lęk o bliskich, lęk o siebie, tortury, sen podczas marszu, odmrożone nogi i policzki, wieczne wydawanie prowiantu, wieczne pranie, wieczne pieczenie chleba, budowanie mostów, grzebanie poległych, przenoszenie ulotek w pieluchach dziecka, stanie na warcie, rozminowywanie pól, picie wódki, ciąże, skrobanki i NKWD. Oto wojna kobiety.

Niech się w zadek ugryzą ci wszyscy, którym wojna się podoba. Tym kobietom zrujnowała życie. Tyle cierpienia na kartach jednej książki mocno mną potrząsnęło. Odetchnęłam z ulgą, że wojna (wiem, wiem, wciąż są jakieś konflikty na świecie) mnie bezpośrednio nie dotyczy.

Oddam im głos.
"Była z nami radiotelegrafistka, która niedawno urodziła. Dziecko głodne, chce piersi... Ale matka sama jest głodna, mleka nie ma, dziecko płacze. Niemcy są tuż obok... Z psami... Jak psy usłyszą, to zginiemy wszyscy. Cała grupa, trzydzieści osób... Rozumie pani?
Zapada decyzja.
Nikt nie umie przekazać rozkazu dowódcy, ale matka sama się domyśliła. Zanurza zawiniątko z dzieckiem w wodzie i długo trzyma... Dziecko już nie krzyczy. Nic nie słychać...
A  my nie możemy podnieść wzroku. Ani na matkę, ani na siebie nawzajem..."[1]

"Pytasz, co na wojnie jest najstraszniejsze. [...] Dla mnie najstraszniejsze na wojnie było... noszenie męskich gaci. To właśnie było straszne. [...] Dlaczego się nie śmiejesz? Płaczesz... Eee, dlaczego?"[2]

"Późną jesienią przelatują ptaki... Długie, bardzo długie klucze. Wali artyleria, nasza i niemiecka, a one lecą. Jak do nich krzyknąć? Jak je uprzedzić: »Tu nie wolno! Tutaj strzelają!« Jak?! Ptaki padają, spadają na ziemię..."[3]

"Pod ogniem to do mnie wołali: »Siostrzyczko! Siostrzyczko!«, a po walce każdy na mnie dybał... Nocą z ziemianki nie dawało się wyleźć... Mówiły to pani inne dziewczyny, czy się nie przyznały? Myślę, że się wstydziły... Nie powiedziały. Takie dumne! A to jednak było..."[4]

"Wie pani, o czym wszyscy myśleliśmy w czasie wojny? Marzyliśmy: »Żeby tak dożyć... Po wojnie - jacy to będą szczęśliwi ludzie! Jakie zacznie się szczęśliwe, piękne życie! Ludzie, którzy tyle przeżyli, będą się nawzajem żałować. Kochać. To będą inni ludzie.« Co do tego, nie mieliśmy wątpliwości. Najmniejszych.
Moja ty brylantowa... Ludzie jak dawniej nienawidzą się nawzajem. Znowu się zabijają. To właśnie jest dla mnie niepojęte... I kto to? My... My to..."[5]

---
[1] "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz, przełożył Jerzy Czech, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010, s. 26-27
[2] Tamże, s. 95
[3] Tamże, s. 156-157
[4] Tamże, s. 260
[5] Tamże, s. 349

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety [Swietłana Aleksijewicz]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

sobota, 18 maja 2013

"Jeszcze o Paddingtonie" Michael Bond


Drugi tom cyklu o Paddingtonie. Co tym razem mu się przytrafia?

Robi zdjęcie swoim aparatem (kupionym za oszałamiającą kwotę trzech i pół szylinga) całej rodzinie Brown. Remontuje swój pokój. Zostaje tajnym detektywem i tropi złodziei konkursowej dyni. Uczestniczy w obchodach stracenia Guya Fawkesa (5 listopada, wcześniej nie wiedziałam o takim święcie). Bawi się w świeżym śniegu (pierwszym w jego życiu) i przeziębia się niemal na śmierć. Robi świąteczne zakupy. Obchodzi Boże Narodzenie, dostaje mnóstwo prezentów, sam też daje mnóstwo prezentów, obchodzi jednocześnie swoje drugie urodziny w roku.

 Jednym słowem, w Londynie, na 32 Windsor Garden, mieszka bardzo zajęty i bardzo szczęśliwy niedźwiadek, Paddington Brown.

piątek, 17 maja 2013

Kindle - pokrowiec. Bez światełka.

Kiedy prezentowałam czytnik, obiecałam, że pokażę pokrowiec. Próbowałam uszyć coś, co ma usztywnienie ze strony ekranu, ale tylko pokłułam sobie palce i zniszczyłam trochę materiału. Potem postanowiłam ułatwić sobie życie, wyciągnęłam z szafy dziecięce spodnie (niepotrzebne, żadne z moich dzieci nie jest takie szczupłe) i obcięłam kawałek nogawki. I proszę!


Niedługo potem musiałam obciąć i drugą nogawkę, bo dzieci uznały, że pokrowiec znakomicie się nadaje do chowania czegokolwiek. I dobrze, jest zapasowy.


Jednakowoż myślę intensywnie nad światełkiem, czyli o takiej okładce. Ma ktoś taką? Jakieś opinie?

"Miś zwany Paddington" Michael Bond - że też nie znałam tego wcześniej!


Zapoznałam się z Paddingtonem. Uroczy miś. Przyjechał do Londynu, bo w Peru, skąd pochodził, nie miał się kto nim zaopiekować - jego jedyna krewna, ciotka Lucy, musiała zamieszkać w domu dla emerytowanych niedźwiedzi. Miś miał to szczęście, że zajęła się nim wspaniała rodzina, państwo Brown, czyli Mary i Henryk, ich dzieci Jonatan i Judyta oraz ich gosposia, pani Bird.

Paddington jest prostolinijny, dobroduszny, czasem naiwny (trochę przypominał mi Misia o Bardzo Małym Rozumku), przepada za marmoladą i wciąż przytrafiają mu się komiczne przygody. A to o mało nie topi się w wannie (choć akurat to wcale nie jest komiczne), a to zatrzymuje ruchome schody w metrze (w książce to kolej podziemna, staroświecko). Kiedy zaś wybiera się z panią Brown na zakupy, kończy się to tym, że miś rujnuje ekspozycję na wystawie. Ale misie, jak koty, spadają na cztery łapy, za rujnację Paddington otrzymał słój marmolady (sama bym nie pogardziła).

Zresztą, jeśli chodzi o jedzenie, Paddington ma nosa do interesów. Dzięki żyłce do handlu dostaje honorowy etat dostawcy żywności dla rodziny Brown. Na targu nie tylko kupuje, ale i nawiązuje znajomości, jego najlepszym przyjacielem jest pan Gruber, właściciel sklepu z antykami. Dzięki niemu miś próbuje swych sił w dziedzinie renowacji obrazów, a następnie w malarstwie, co ma nieoczekiwane, ale i miłe następstwa.

Kultura. O, to też miś lubi. Państwo Brown zabierają misia do teatru, wspaniale się tam odnajduje, nawiązuje kontakt z aktorami i dostaje pracę, na króciutko, ale zawsze. Po pracy konieczny jest odpoczynek, toteż cała rodzina wybiera się nad morze. Kąpiele, plażowanie, budowanie zamków z piasku, ech, zazdroszczę, sama bym tak poodpoczywała. Miś tradycyjnie coś wywinie, tym razem pływa w morzu w kubełku plażowym, wiosłując łopatką.

Po dwóch miesiącach od przybycia misia do Londynu państwo Brown urządzają przyjęcie urodzinowe (pierwsze z dwóch w roku, bowiem niedźwiedzie obchodzą urodziny dwa razy w roku, jak królowa angielska). Przyjęcie jest wspaniałe, zwłaszcza że miś uświetnia je magicznymi sztuczkami prosto z książki. Sztuczki takie jak tajemnicze zniknięcie jajka czy rozbijanie zegarka są rewelacyjne, nawet jeśli nie wyglądają jak w książce.

Państwo Brown stwierdzają, że miło jest mieć w domu niedźwiadka, a ja stwierdzam, że miło jest o nim czytać.

Miś zwany Paddington [Michael Bond]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

wtorek, 14 maja 2013

"Hyperion" i "Zagłada Hyperiona" - cytaty

"Przede wszystkim rozumiem teraz potrzebę wiary - czystej, ślepej, nic sobie nie robiącej z rozumnych argumentów - gdyż wiem, że tylko ona pozwala przetrwać w nieskończonym, dzikim oceanie wszechświata, rządzonym nieczułymi prawami i całkowicie obojętnym na los małych, myślących istotek, które go zamieszkują". Z opowieści Księdza.
Świetne. I znakomicie mi korespondowało z przeczytaną niedługo przed Hyperionem "Kantyczką dla Leibowitza". Wierzę w Boga, więc przetrwam we wszechświecie.


"Najwięcej radości sprawiało mi korzystanie z datasfery - niemal bez przerwy żądałem jakichś informacji, ani na chwilę nie przerywając połączenia. Stałem się tak samo uzależniony od dopływu danych, jak Stado Karibu od narkotyków i stymulatorów. Bez trudu mogłem sobie wyobrazić starego don Baltazara, jak przewraca się w grobie widząc, że zarzuciłem przyjemność powolnego zapamiętywania na rzecz przelotnej rozkoszy natychmiastowego dostępu do implantowanej wszechwiedzy". Z opowieści Poety.
To z kolei przywiodło mi na myśl opowiadanie Lema z tomu "Opowieści o pilocie Pirxie" pod tytułem "Ananke" - tam też autor opisał zachłyśnięcie się danymi, zadławienie informacjami, uzależnienie od ciągłęgo napływu nowych liczb, cyfr, słów. To było s-f, a przecież już wchodzi w życie. Kto to, zaraz, chyba Dukaj pisał o tym, że długich tekstów nikt nie czyta. Pokolenie Google'a wyławia informacje jak rybki, komu by się chciało zgłębiać jakieś zagadnienie, od czego jest Internet?...

"Instynktownie zawsze wyczuwała, iż sens ludzkiego istnienia nie zawiera się w jego punktach kulminacyjnych, utrwalonych w pamięci niczym daty obwiedzione w kalendarzu czerwoną obwódką, lecz w jednostajnym, nie mającym początku ani końca przepływie drobnych zdarzeń, takich jak spokojne weekendowe wieczory, które każdy z członków rodziny spędzał w ulubiony przez siebie sposób, i zwyczajne rozmowy, o których natychmiast zapominano - jednak suma tych niezliczonych godzin tworzyła całość nie tylko niezmiernie ważną, ale wręcz wieczną". Z opowieści Uczonego.
To bardzo optymistyczny fragment

"- Słyszałem legendę, według której zrobił to Kowboj Gibson, jeszcze przed odłączeniem się Centrum - wymamrotał". Z opowieści. Detektywa.
Hej, czyż to nie jest bardzo czytelne i oczywiste nawiązanie do "Neuromancera" Williama Gibsona? Zresztą Simmons czerpie garściami z cyberpunku, więc właściwie to nic dziwnego.

"Początkowo moja rola polegała na tym, żeby przekonać kolonistów, iż Hegemonia naprawdę pragnie im pomóc w tym, co najlepiej potrafią, to znaczy w niszczeniu miejscowych form życia". Z opowieści Konsula.
To z kolei jest charakterystyczny rys wielu powieści s-f. Ludzkość bardzo lubi psuć i niszczyć, beztrosko rabuje, co tylko może - więc jak już zrabuje, idzie dalej, w Kosmos.

"[...] moim zdaniem Intruzi osiągnęli to, o czym ludzkość od kilkuset lat może tylko marzyć: rozwój. Podczas gdy my wegetujemy w ciasnych granicach archaicznych kultur, wzorowanych na kulturze Starej Ziemi, oni odkryli zupełnie nowe wymiary estetyki, etyki, nauk biologicznych, sztuki oraz wszystkiego, co musi zmieniać się i rosnąć, by obrazować przemiany zachodzące w ludzkiej duszy.
Nazywamy ich barbarzyńcami, podczas gdy to my trzymamy się kurczowo Sieci niczym Wizygoci, którzy przycupnęli nieśmiało w ruinach Rzymu i uznali się za w pełni ucywilizowanych".
Z opowieści Konsula.
Oto wizja Obcych.

"- Najwyższy Intelekt... - powtórzyłam, wydmuchując dym. - Aha. Więc TechnoCentrum stara się zbudować Boga?
- Tak."

TechnoCentrum nazywa to Najwyższym Intelektem. To tak, jak Adams budował Superkomputer, żeby uzyskać Odpowiedź Ostateczną. Czy SI zazdroszczą ludziom wiary?




"Centrum bez względu na to gdzie się znajduje
pasożytuje na rodzaju ludzkim/
wykorzystuje neurony każdego delikatnego umysłu
w dążeniu do Najwyższego Intelektu/
konstruowaliśmy więc waszą cywilizację ostrożnie
tak aby/
jak chomiki w klatce/
jak młynki modlitewne buddystów/
wasze małe mózgi myląc
służyły naszym celom"

Przerażające.



"Spojrzałem na niego z ukosa. W innych czasach, na Starej Ziemi, można by wziąć go za opata jakiegoś klasztoru, którego członkowie poświęcają się ocaleniu resztek tradycyjnej przeszłości. Popatrzyłem jeszcze na potężne gmaszysko archiwum i stwierdziłem, że moje skojarzenie nie odbiega wiele od rzeczywistości."
Proszę, znów nawiązanie do "Kantyczki..."


"Z jasnością, która stłumiła w nim ból i smutek, nagle zrozumiał, dlaczego Abraham zgodził się poświęcić Izaaka, gdy Bóg rozkazał mu to zrobić.
To nie był wcale przejaw posłuszeństwa.
Nie chodziło nawet o przedłożenie miłości do Boga ponad miłość ojcowską.
To Abraham sprawdzał Boga.
W ostatniej chwili rezygnując z ofiary i wstrzymując nóż, Bóg zasłużył w oczach Abrahama i jego potomstwa na stanie się ich Bogiem.
Sol aż zadrżał na myśl, że gdyby Abraham podjął jakiekolwiek próby oszukania Boga, mógł zburzyć przymierze tej potężnej siły z rodzajem ludzkim. Abraham musiał w głębi serca postanowić, że zabije chłopca".



niedziela, 12 maja 2013

"Zagłada Hyperiona" Dan Simmons - brawo dla autora


Zważywszy na to, że "Hyperion" kończy się, jak się kończy (patrz poprzednia notka), trzeba było złapać się za "Zagładę Hyperiona", żeby się dowiedzieć, co dalej. Przeczytałam i dowiedziałam się.

"Zagłada..." jest bardziej militarna i upływa pod znakiem wojny z Intruzami oraz z SIecią. Hegemonia została zaatakowana Rojem czy też raczej Rojami Intruzów. Mimo rozbudowanego systemu obserwacyjnego oraz szalonych odległości pomiędzy planetami - ludzie są totalnie zaskoczeni.

Przywódczyni Senatu, Meina Gladstone, próbuje wygrać te wojnę dla trzydziestu miliardów ludzi. A Joseph Severn jej towarzyszy. Jest cyfrową osobowością, repliką postaci poety Johna Keatsa, już drugą. Pierwsza wciąż tkwi w głowie pani detektyw poznanej przeze mnie w pierwszym tomie. Istnieje pewne połączenie między tymi świadomościami, raczej jednostronne. Gdy Severn śpi, śni o Keatsie i o pielgrzymach na Hyperionie, dlatego Meina trzyma go przy sobie. Informacja to cenna rzecz. TechnoCentrum też to wie i z upodobaniem faszeruje Senat fałszywkami, głównie dotyczącymi Intruzów.

Tymczasem na Hyperionie pielgrzymi zmagają się z okolicznościami przyrody, własnymi bólami  i lękami oraz oczywiście Chyżwarem, który okazuje się... a nie, nie powiem. Zmagają się indywidualnie i grupowo w konfiguracjach dość przypadkowych. To próby, które można zdać lub nie. Umrzeć lub nie. Lub zmartwychwstać. Cóż za bogactwo możliwości.

I tak to sobie leci dwutorowo, aż w końcu wątki się połączą, a pielgrzymi odniosą zwycięstwo lub porażkę. Podobało mi się. Wyobraźnię autor ma sporą, a co więcej, potrafi ją przelać na papier i urzec czytelnika. Potrafi pisać różnymi stylami (to akurat a propos tych sześciu opowieści z poprzedniego tomu). Potrafi poruszać ciekawe zagadnienia. Słowem - brawo!


sobota, 11 maja 2013

"Hyperion" Dan Simmons - czyli motyw pielgrzymki wciąż żywy


Przeczytałam na początku marca, teraz jest początek maja, upłynęły dwa miesiące, jakże mam teraz pisać recenzję, skoro tyle wrażeń mi uciekło z pamięci?

Ech. Po kolei.
Książka jest zapisem pielgrzymki. Zbiera się grupka siedmioro pielgrzymów, wsiadają na drzewostatek (żywa, roślinna struktura zdolna wędrować przez kosmos) i lecą na planetę Hyperion, żeby dotrzeć do świątyni Chyżwara. Tam każdy z pielgrzymów przedstawi swoją prośbę z nadzieję, że zostanie spełniona. Po drodze każdy opowiada swoją historię, rzekomo po to, żeby znaleźć jakiś wspólny mianownik, opracować jakiś plan i zwiększyć swoje szanse. Bo ten Chyżwar to żadna tam stalkerowska Złota Kula. To bóstwo, maszyna, poduszka nabijana sztyletami. To coś. Nieprzyjemnego. Kto i kiedy wpadł na to, że on spełnia jakieś życzenia i że tych życzących sobie coś musi być dokładnie siedmioro, nie wiem. A nie, już wiem, autor tak sobie wymyślił i tak ma być. No bo tak samo Baum wykoncypował sobie, że mała dziewuszka przez całą książkę ma dreptać do czarodzieja, a Tolkien, że jakąś tam obrączkę trzeba wrzucić do wulkanu.

Przy czytaniu streszczałam sobie historie pielgrzymów.
1. Opowieść Księdza.
Ksiądz kiedyś eskortował na planetę Hyperion drugiego księdza, banitę. Wygnaniec przedarł się przez groźne lasy ogniste, by zbadać małą społeczność z niegdyś rozbitego tam kosmolotu. Społeczność jest zdominowana i zmieniana przez pasożytnicze, wrośnięte w ciało krzyżokształty. Ksiądz banita też dostaje swój krzyżokształt, po czym umiera na ognistym drzewie przez siedem lat (wrost nie pozwala umrzeć nosicielowi), a młody ksiądz go znajduje i dorabia się własnego pasożyta.
2. Opowieść Żołnierza
Żołnierz spotyka kobietę na symulowanym polu bitwy i przeżywa z nią wyjątkowo rozkoszne chwile. Powtarza się to, gdy żołnierz osiąga spektakularny sukces w walce lub jest wyjątkowo okrutny. W końcu żołnierz trafia na planetę Hyperion, gdzie znów spotyka się z kobietą, a w kulminacyjnym momencie kobietę zastępuje Chyżwar.
3. Opowieść Poety
Bogaty młodzieniec upada na samo dno. Potem pisze "Pieśni" i osiąga sukces, osiada na laurach i traci wenę. By ją odnaleźć, przyłącza się do króla Billa i przenosi na Hyperiona. Wena odnajduje się w postaci morderczego Chyżwara; póki giną z jego rąk ludzie, póty poeta pisze. Dopiero kiedy ginie król, poeta ucieka z planety.
4 Opowieść Uczonego
Córka uczonego, Rachela, jako archeolog wpada w zawirowania czasu na Hyperionie w grobowcach czasu i zaczyna żyć do tyłu (codziennie jest o jeden dzień młodsza). Gdy już tylko kilka miesięcy dzieli ja od zniknięcia/narodzin, ojciec przywozi ją na Hyperiona, by szukać tam pomocy.
5. Opowieść Detektywa
Do pani detektyw zgłasza się człowiek-nieczłowiek, aby znalazła jego mordercę, zginął bowiem na jakąś minutę. Zakochują się w sobie, uciekają przez światy, w końcu on ginie, a ona jedzie na Hyperiona z pamięcią czy też jego świadomością w głowie, w specjalnym dysku. Jest w ciąży.
6. Opowieść Konsula
Tej opowieści nie streściłam na bieżąco, teraz już nie potrafię. Dość, że było tam o dyplomacji, o Hegemonii obejmującej swoim zasięgiem coraz to nowe planety, o Intruzach zagrażających ludziom, o sztucznych inteligencjach, o spisku, zdradzie, a nawet dwóch zdradach.
7. Siódmej opowieści nie ma, bo siódmy pielgrzym niespodziewanie zniknął i nikt nie wie, co się z nim stało.

Pielgrzmi wędrują więc do Chyżwara licząc na cudy. O, przepraszam, pisałam o zabobonie, ale okazało się, że i SI, czyli TechnoCentrum potwierdza, iż to miejsce, ta planeta, te świątynie - wprowadzają pewien chaos, pewnien niepoliczalny i nieobliczalny czynnik do ich ściśle cyfrowego i uporządkowanego świata zer i jedynek. Można by powiedzieć - wielkość urojoną. Czy to dlatego, że grobowce czasu cofają się w czasie? A co z cudami? Co z Intruzami? Co z pielgrzymami? Co z Chyżwarem? Co z SI, siecią, Technocentrum, datasferą? Co z transmiterami, na których opiera się łączność w Hegemonii? Co z Hegemonią? Co z Bogiem?

Z Bogiem to jest tak, że ludzie go mają i w niego wierzą. A SI im zazdroszczą i też chcą mieć takiego. Przedziwne. Boga potrzebują, a ludzi nie potrzebują, ups, czy nie za dużo zdradzam? A gdzieżby tam, motam, ile tylko się da. Sama to ledwo ogarniam.

Chciałam jeszcze napisać o drugim tomie, bo zabrałam się do niego natychmiast po skończeniu pierwszego (jak się nie zabrać, skoro tom pierwszy kończy się tak: "Zamiast jeden za drugim, sześcioro ludzi szło szeroką ławą.[...] Wciąż śpiewając głośno i nie oglądając się za siebie, maszerowali równym krokiem, wchodząc coraz głębiej w dolinę"), ale to może zostawię sobie na następny raz. I parę smakowitych cytatów, co to mi się podobają, też zamieszczę. Mniam, mniam.

Hyperion [Dan Simmons, Wojciech Szypuła]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 9 maja 2013

"Taniec ze smokami" G.R.R. Martin - uwaga, znów streszczenie

Tak samo jak w "Sieci spisków" zrobiłam sobie notatki dotyczące poszczególnych postaci. Nie ma co tu szukać opinii czy recenzji, to tylko streszczenie.


UWAGA- SPOILERY!


TYRION - Zabija ojca, a Jaime pomagał mu uciec i wsadza na statek  do Pentos. Dociera do magistra Illyrio (tego, który dał Daenerys smocze jaja). Z Pentos udaje się do Volantis. Wciąż wspomina Tyshę, swoją pierwszą żonę (ale po co?). Dołącza do kompanii Gryfa prowadzącej dokądś młodego chłopca, bratanka Daenerys, czyli kolejnego pretendenta do Żelaznego Tronu. W jednym z miast porywa go rycerz Jorah Mormont (wygnany przez Daenerys za zdradę), żeby dać go w prezencie smoczej królowej i znów wkupić się w jej łaski. Spotyka karlicę Grosik. Razem płyną do Meeren. Statek pada ofiarą sztormu, a pasażerowie wpadają w łapy handlarzy niewolników. Tyrion, Grosik i Mormont zostają sprzedani grubemu wielmoży z Yunkai. Niedługo potem grubas umiera na dyzenterię, a Tyrion sam ucieka z Grosik i Jorahem do kompanii najemników. Zaciąga się do niej. I wynajmuje jednocześnie. Na kredyt.

DAENERYS - Włada w Meeren i ma same kłopoty. Handlarze niewolników, okoliczne miasta, krwiożercze smoki, które nie chcą jej słuchać, zaraza i takie tam. W końcu musi wyjść za mąż za jednego z miejscowych arystokratów oraz otworzyć areny do barbarzyńskich walk gladiatorów. Na arenie występuje Tyrion z Grosik, królowa ratuje im życie nie pozwalając na zeżarcie przez lwy. Na arenie ląduje zaginiony smok, wcina padłego dzika i padłą gladiatorkę oraz sieje popłoch. Dany próbuje go poskromić, wskakuje mu na grzbiet i odlatuje w siną dal. Nie ginie, jak myślą prawie wszyscy, dociera do legowiska smoka, Smoczej Skały. Drogon poluje, Dany z nim mieszka. W końcu rusza w drogę przez morze traw, głoduje, marznie, truje się jagodami. Aż znajduje ją khal Jhago.

JON - jest dowódcą na Murze, pomaga Stannisowi i próbuje uratować jak najwięcej dzikich przed Innymi. Odsyła Sama z Goździk etc. Wypuszcza Val, księżniczkę dzikich, siostrę Dalii zmarłej przy porodzie, aby ta znalazła Tormunda Zabójcę Olbrzymów, a on sprowadził dzikch za Mur. Posyła też ludzi do Hardhome, gdzie koczują tysiące dzikich. Melisandre przepowiada mu przybycie na Mur siostry, czyli Aryi. Zamiast niej przybywa Alys Kastark (kuzynka Starków) ścigana przez stryja. Na Murze Alys bierze ślub z Sigomem, magnarem Thennu, dzikim. Tormund Zabójca Olbrzyma płaci Jonowi za otwarcie bram i pozwolenie na schronienie się za Murem. Królowa Selyse (żona Stannisa) nie jest zadowolona  z tego, że dzicy nie chcą przyjąć wiary w boga ognia. Val uznaje, że księżniczka Shireen jest nieczysta i właściwie już martwa, bo choruje na szarą łuszczycę (coś w rodzaju trądu). Lord Dowódca dostaje list od Ramsaya Boltona, że zabił króla Stannisa i uwięził Mance'a Rydera. Odda go za żonę (Aryę-Jeyne), królową Selyse, księżniczkę Shireen, Melisandre, Val, małego Potwora (dziecko Dalii) i Fetora. Jon zwołuje naradę i oznajmia, że wysyła wsparcie do Hardhome, a sam udaje się do Winterfall. To znaczy udałby się, gdyby nie potraktowano go jak Juliusza Cezara.

BRAN, Hodor, Meera Reed, Jojen Reed, Zimnoręki (chyba Inny), wędrują skądś dokądś. Trafiają do podziemnego świata leśnych ludzi, Bram spotyka człowieka-drzewo i uczy się od niego magii Pożyczania, jak by to ujęła niania Ogg.

QUENTYN Martell z Dorne wędruje do Meeren, by ofiarować swoją rękę księżniczce Daenerys. Właściwie to ofiarować Dorne, za pomocą którego można zdobyć Żelazny Tron. W zamian Dorne chce smoki. Po tym jak Dany odlatuje na smoku, nie ma już komu ofiarować ręki, więc wynajmuje najemników, żeby porwać chociaż te pozostałe, uwięzione smoki. Smoki mu uciekają, poparzywszy wpierw śmiertelnie. Umiera w męczarniach.

DAVOS, cebulowy rycerz, namiestnik króla Stannisa, szuka mu sojuszników. W Białym Porcie zostaje uwięziony przez Wymana Manderly'ego. I zabity. Oficjalnie.

FETOR, Theon Greyjoy, syn żelaznych ludzi, wychowywany przez Starków w Winterfall, podstępem zdobył ten zamek (w poprzednich tomach oczywiście) i został przez to przezwany Theonem Sprzedawczykiem. Uwięziony przez okrutnego Ramsaya Boltona, złamany przez tortury. Uczestniczy w ceremonii zaślubin Ramsaya z fałszywą Aryą Stark (czyli Jeyne, bękarcią córką zarządcy), aby uprawdopodobnić mistyfikację. Po ślubie uwięziony wraz z innymi w zamku, gdzie Bolton czeka na Stannisa. Stannis wytrwale maszeruje z Muru do zamku, ale po drodze grzęźnie w śniegu. Theon wchodzi w spisek z bandą śpiewaka i uprowadza Jeyne z Winterfall.

ASHA Greyjoy chciała władać żelaznymi ludźmi, ale jej nie wyszło. Pojmana w niewolę przez Stannisa. Grzęźnie w śniegach razem z nim. Do ich obozu przybywa grupa jej żelaznych ludzi. I bankier braavoski. A także Theon z Jeyne.

KSIĄŻĘ DORAN z Dorne odbiera przysięgę od swoich bratanic, Żmijowych  Bękarcic, na posłuszeństwo. Myrcella oszpecona.

ARYA, wciąż w Świątyni Boga o Wielu Twarzach, uczy się pilnie, jak zostać zabójcą. W końcu zostaje dopuszczona do testu - musi zabić. Zdaje.

JAIME - zdobywa nowe zamki, niekoniecznie oblężeniem. Spotyka Brienne, a ona prowadzi go na spotkanie z Sansą.

CERSEI w celi świątynnej zostaje złamana i wyznaje grzech cudzołóstwa przed Wielkim Septonem. Musi odpokutować grzechy maszerując naga i ostrzyżona przez całe miasto. Maszeruje z dumą, potyka się pod sam koniec drogi

BARRISTAN SELMY, sędziwy gwardzista Daenerys (jeden zamiast siedmiu) organizuje rebelię przeciwko królowi Hizdahrowi po zniknięciu Dany. Musi sie zmagać z wewnętrznym wrogiem (Harpie) i zewnętrznym (handlarze niewolników Yunkai i najemnicy).

VICTARION Greyjoy płynie po smoczą królową, ale flota mu się nieco przerzedza podczas drogi (o 50%). Z morza wyławia czerwonego kapłana Moqorro (płynął na statku z Tyrionem przed sztormem), a ten ratuje mu gnijącą rękę.

GRYF, Jon Connington, rycerz, co uczył bratanka Dany, Aegona Targaryena, walki i historii, zdobywa Gniazdo Gryfów i planuje zdobyć kolejne zamki.

W epilogu Varys zabija Kevina Lannistera.

----
Czytało się świetnie, Kindle życie ratuje, jak się siedzi w szpitalu z dzieckiem. Brakowało mi jedynie jakiegoś światełka do niego (zwłaszcza wieczorami, jak dziecię już spało). Kiedy następne części, ktoś wie?

Pieśń Lodu i Ognia. V Taniec ze smokami cz.2 [George R.R. Martin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 7 maja 2013

"Gogol w czasach Google'a" Wacław Radziwinowicz - książka dobra, ale całkiem nie dla mnie


Po internecie przewala się (o ile byłam to w stanie zaobserwować) fala zachwytów nad książką Radziwinowicza. Że inteligentna, że wnikliwa, uważna, dobrze napisana. Adam Michnik we wstępie pisze:
 "Wacław Radziwinowicz zna Rosję. Kocha ją miłością Polaka rozumnego: bez serwilizmu i bez złudzeń. [...] Ta opowieść pełna ironii, sarkazmu i drwiny jest też nasycona podziwem i szacunkiem dla ludzi dzielnych i szlachetnych"[1].

 Zapewne tak jest. Czemu piszę "zapewne"?
Bo mnie ta książka nie lubi. Nie, że mnie odrzuca, jak to się czasem mówi "ta książka mnie odrzuca, jest okropna, nie mogę jej czytać" - nie, ona mnie delikatnie odsuwa od siebie, paluszkiem odpycha.

Biorę i czytam jakiś rodział o polityce i zaczynam się nudzić, wyglądam końca. Te dłuższe rozdziały kartkuję, przelatując szybko wzrokiem. Rozdziały o życiu w Rosji, o absurdach czy ciekawostkach, czytam bez omijania, po czym natychmiast zapominam. Wylatują z pamięci grubi urzędnicy, samochody z kogutami, rozkradane grube miliony czy wszechobecna wódka.

Mówi do mnie ta książka: "Przeczytałaś? Już? To odsuń się. Odłóż mnie. Zapomnij. Nie jestem dla ciebie".
No ale dlaczego? Nie lubię Rosji? Wcale nie. I przecież to nie powinno przeszkadzać w czytaniu. Nie rozumiem. Przedziwne. Czuję się odepchnięta. Albo jakaś klapka w mózgu mi się zastrzasnęła.
Oceniam na 3,5 - no bo tak.

Dzięki Marininej wydłubałam sobie tylko jeden cytat, bo mi się od razu Pączek przypomniał, a także sytuacja, kiede Denisow zaprosił na kolację Anastazję Kamieńską i podejmował ją niczym król.
 "Naszych urzędników gubi stary rosyjski zwyczaj, zgodnie z którym obywatele złożone problemy z władzą załatwiają nie tylko za pomocą łapówek, ale i przy suto zastawionym stole. Moi milicjanci mówią, że dostają codziennie po kilka zaproszeń na kolacje"[2].

Książka przeczytana w ramach akcji "podaj książkę dalej".

---

[1] "Gogol w czasach Google'a" Wacław Radziwinowicz, Agora, Warszawa 2013, s. 5
[2] Tamże, s. 177

niedziela, 5 maja 2013

"Uczta dla wron. Sieć spisków" G.R.R Martin - uwaga, to tylko streszczenie, jak ktoś nie czytał, to nie zapraszam

To naprawdę tylko streszczenie, nic innego. Przecież pogubić się można, jak mam czekać jeszcze nie wiadomo ile na następne tomy, to zapomnę, co było wcześniej, toteż spisałam sobie.

----------------------------


SAMWELL jest z Goździkiem, dzieckiem Dalii i maestrem Aemonem. Kieruje się do Starego Miasta. W Braavos był z nimi Daeron, były Nocny Brat, teraz minstrel, ale Arya go zabiła.Sam dociera do celu i nawiązuje kontakt z arcymaestrem Marwynem.

CERSEI: Wredna. Knuje. Boi się. I słusznie, bo jest uwięziona za... całokształt. Oskarża Margaery, żonę Tommena, o cudzołóstwo.

BRIENNE szuka Ogara i Sansy. Towarzyszy jej septon Meribald, giermek Podrick Payne i ser Hyle Hunt. Zaatakowali ją Krwawi Komedianci (czy ktoś podobny, bandyci i tyle), a jeden z nich wygryzł jej pół policzka. Wylizała się z ran i spotkała lady Catelyn, ożywionego trupa. Nie chciała przysiąc, że zabije Jaime'a, więc Catelyn kazała ją powiesić.

JAIME oblega Riverrun. Nienawidzi siostry za zdrady. Ćwiczy lewą rękę z potyczkach z byłym katem bez języka Ilynem. Na prawym kikucie nosi złotą protezę.

ARYA teraz nazywa się Cat, sprzedaje ostrygi, co kilka dni jest służką w świątyni Boga Umarłych.

VICTARION Greyjoy łupi jak pirat, zagryzając zęby, że jego brat Euron jest królem zwanym Wronie Oko. Ma popłynąć do Zatoki Niewolniczej, żeby przywieźć smoczą królową bratu, ale postanawia zagarnąć ją dla siebie.

ARIANNE, księżniczka Dorne jest uwięziona w wieży za spisek.

ALAYNE, czyli Sansa ciągle udaje nieprawą córkę lorda Petyra Baelisha. Opuszcza Orle Gniazdo razem z synem lady Lysy, Robertem, a jej przybrany ojciec ofiaruje jej kontrakt małżeński z Harrym