Przyszłość. Maszyny zastępują ludzi, także w dziedzinach wcześniej dla nich niedostępnych, jak pisanie książek. Są jednakże jeszcze ludzie, których nie da się zastąpić, jak tytułowy "Ostatni pisarz". Jego stylu podrobić się nie da. Dlatego, kiedy przychodzi czas na odpalenie rakiety (ok, statku kosmicznego) lecącej w kierunku Saturna, w środku znajdzie się właśnie pisarz. Któż inny bowiem bardziej zasługuje na ten widok? Któż inny mógłby pod jego wpływem stworzyć arcydzieło literackie?
To powyżej to w zasadzie rozbudowana notka z czwartej strony okładki, wstęp do wydarzeń. Co dzieje się w samym komiksie? Otóż podróż kosmiczna się dzieje. Jeśli chodzi o dynamikę wydarzeń, to jest szaleńcza, porównywalna z "Solaris" Tarkowskiego czy z filmem "Moon" Duncana Jonesa. Podróż jakby pod okiem Pirxa (ale bez muchy). Długo, monotonnie, egzystencjalnie - i właściwie nic nie wiemy, bo wszystko siedzi w głowie pisarza, a on pary z gęby nie puszcza. Dobrze, że jest Hal (nie Hal, ale SI sterująca statkiem to dla mnie na zawsze Hal), który próbuje zagadywać pisarza, pytać o plany, a w przypadku niespodziewanych komplikacji żądać podjęcia decyzji.

