Jakoś tak w naszym kraju wykiełkowała i bujnie się rozwinęła moda na kolorowanki dla dorosłych. Nazywają je antystresowe, czy słusznie? O tym potem.
Uległam modzie i postanowiłam spróbować swoich sił w kolorowaniu. Na pierwszy ogień poszedł "Tajemny ogród" pani Basford. 96 stron, a na każdej mnóstwo kwiatów, liści, ozdobnie wygiętych gałązek, motyli, sów i innych fidrygałków. Można ograniczyć się do wypełniania kolorem już zaznaczonych konturów, można też dać ujście kreatywności, bo autorka zamieściła strony, gdzie można dorysowywać elementy wedle własnego uznania.
Nie dorysowywałam, nie umiem. Za to kolorowałam, ile chciałam. Kwiatki i konewki, liście i pawie, drzewka i labirynty. Nawet moje dziecko kolorowało!
Ładna ta książka kolorowanka. Czy się wciągnę w kolorowanie? Jeszcze nie wiem. To jest fajne, ale raczej nie antystresowe. Zauważyłam, że oczy mi się męczą przy drobnych elementach. Mam co prawda okulary, ale jeszcze nie przyzwyczaiłam się do nich na tyle, żeby komfortowo siedziały na nosie. Do tego (ach, nieszczęsne uzależnienie od czytania), cały czas mam wrażenie, że marnuję czas, który mogłabym poświęcić na lekturę. Wiem, że to nie jest marnowanie czasu, ale moja podświadomość tego nie wie. Zapewne rozwiązaniem byłby audiobook na uszach.
Jeszcze jedno. Tak drobne elementy występują w tych kolorowankach, że bez porządnej kredki i temperówki nie ma co podchodzić. Ja akurat podebrałam kredki dzieciom i miałam dobrze, bo mają porządne. Do tego bardzo dobrą, elektryczną temperówkę kupił mi mąż. Boska! Muszę chować przed dziećmi, bo by mi zatemperowały kredki do zera.
Ok, ja tu gadu gadu, a może tak jakaś fotka?
Strona tytułowa |
To malowała 3,5 letnia Marianka |
Uczyłam się cieniowania |
Mój pierwszy pokolorowany obrazek |
Stosowałam losowy dobór kolorów |
To malowałam dla mamy |
Polubiłam ten słonecznik |
A te drobne listki wymagają ostrej kredki |
P.S. Bardzo lubię podglądać, jak ktoś inny koloruje, z filmików zamieszczonych na #SztukaKolorowania nauczyłam się np. cieniować. Polecam.
Dziękuję Naszej Księgarni za książkę!
"Tajemny ogród" Johanna Basford, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Obserwuję ten fenomen manii kolorowania i widzę, że coraz więcej znajomych daje się złapać na kolorowanki. Mnie to nie rusza jakoś, moja podświadomość, podobnie jak Twoja, mówi mi: Kolorujesz, a tu tyyyle książek na półce czeka na swoją kolej.
OdpowiedzUsuńPodobno to rzeczywiście odpręża, bo myśli skupiają się na perfekcyjnym wypełnianiu drobnych elementów, ale mnie odpręża czytanie. Nie łapię tego bakcyla. Już jedną pasję mam. Wystarczy :). Ale podglądam u Taterki jej piękne arcydzieła i cieszę nimi oko. Ładne to. A Twój słonecznik tez uroczy :)
Jeszcze muszę wypróbować z audiobookiem, coś mi mówi, że to może być całkiem dobre połączenie :)
UsuńKupiłam kilka dni temu starszej córce (M. jeszcze nie wie o jej istnieniu), bo ostatnio ma etap intensywnego kolorowania. Ciekawa jestem czy się M. spodoba.
OdpowiedzUsuńJeśli ma taki etap, to sądzę, że się spodoba. Rysunki cieszą oko, te kwiaty takie uśmiechnięte wręcz :)
UsuńMiałam, oddałam. I chyba ktoś się ucieszył. Zbyt wiele drobnych elementów, zbyt kiepski papier, zbyt nijako mi to wychodziło. Lubię kolorować, ale chyba bardziej lubię wykonywać sam ruch malowania, niż realizować się artystycznie. Poszukam kolorowanki mniej ozdobnej :)
OdpowiedzUsuńMam jeszcze jedną kolorowankę, napiszę o niej, jest ZUPEŁNIE inna, jeszcze prawie nic w niej nie kolorowałam, a już mi się podoba :) Niebawem wpis.
UsuńBede czekac :) a ja dostałam wczoraj kolorowankę kreatywność i mindfulness zieloną i mi się mega podoba, o taką mi chodzilo :)))))
UsuńOgromnie mi się podoba feeria barw na Twoich kolorowankach, zwłaszcza nr 4 i 5 - cudo! Mnie jakoś żadna z oglądanych w księgarniach kolorowanek nie podpasowała, wydrukowałam więc sobie kilka z sieci na próbę, ale chyba się nie wciągnę. Za mało czasu, a za dużo innych antystresowych pokus ;-)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, pierwsze przykazanie kolorowania brzmi - odrzuć inne pokusy :)
UsuńNo właśnie, wątpisz w antystresowość kolorowanek - ośmielę się przytaknąć. Te drobne elementy chyba doprowadziłyby mnie do szału i również miałabym świadomość, że mogę robić coś bardziej pożytecznego. Czytanie, pisanie, bieganie... Wszystko to również wspaniale relaksuje.
OdpowiedzUsuńElektryczna temperówka? Burżua! :P
Zaraz tam burżua! Prezent od kochającego męża! :)
UsuńJednak kolorowanki coś w sobie mają, bo już mam drugą, zupełnie inną. :)
Pięknie Ci to wyszło :) Ja bez kolorowanki nie wyobrażam sobie teraz dnia :)
OdpowiedzUsuńhttp://zyciepelnekoloru.blogspot.com/
Bardzo dziękuję!
UsuńPrzepięknie pokolorowałaś te obrazki, ja też coraz bardziej się przekonuje do malowani tych kolorowanek.
OdpowiedzUsuń