Myślałam, że to będzie po prostu kryminał, tyle że w nieco nietypowych okolicznościach przyrody, bo na dnie Morza Północnego. Myślałam, że to będzie klasyczna zagadka zamkniętego pokoju, zamkniętego idealnie, bo pod ciśnieniem. Jakże się myliłam!
Sześcioro nurków głębinowych zabiera się do pracy na dnie morza i nagle jeden z nich umiera w niewyjaśnionych okolicznościach. O pracy nie ma mowy, procedura przewiduje wynurzenie, dekompresję i zbadanie sprawy przez odpowiednie służby. Tyle, że to trwa kilka dni, a podczas tych kilku dni życie tracą kolejni nurkowie, a ci, którzy patrzą na śmierć kolegów, coraz gorzej znoszą przymusowe uwięzienie z ciałami współpracowników.
I tu się zorientowałam, że nici z klasycznego kryminału. To thriller podwodny. Duszny, klaustrofobiczny, sugestywny.
Narratorką w "W głębinie" jest Ellen Brooke, jedyna kobieta wśród nurków głębinowych. Próbując otworzyć ten nieco hermetyczny świat na przedstawicielki swojej płci, kręci film amatorską kamerą, objaśniając wszystko, co dzieje się w ciasnym pomieszczeniu komory ciśnieniowej i na dnie morza. Myślałam, że nagrania z kamery będą istotne przy rozwiązywaniu zagadki tajemniczych śmierci, ale nie, są istotne dla czytelnika, niech się wciągnie, niech zejdzie mentalnie pod wodę, niech poczuje napór ciśnienia i ciasność pomieszczeń. Myślałam, że obecność - co prawda tylko za iluminatorem - inspektora policji przybliży nieco kulisy prowadzenia śledztwa (które przecież toczy się pełną parą), ale nie. Śledztwo może i się toczy, ale nurków w trakcie dekompresji o niczym się nie informuje, a więc i czytelnik nic nie wie.
Czytelnik siedzi tam na dole z resztą nurków, czeka na koniec procesu dekompresji, obraca w głowie śmierć pierwszego z nurków, zgony kolejnych, słucha opowieści snutych przez tych, którzy zostali (a są to opowieści o katastrofach, wrakach, pożarach, wszystkie prawdziwe, sprawdziłam) i powoli wariuje.
Atmosfera zagrożenia, strachu, podejrzliwości wobec wszystkich i wszystkiego zagęszcza się powoli, ale nieubłaganie. Odcięcie i izolacja od zewnętrznego świata potęgują ten stan. Brak tchu! Tak miałam, brakowało mi tchu przy czytaniu, musiałam odkładać książkę, żeby dojść do siebie! To drugi raz w życiu, żeby tak działała na mnie książka, poprzednio prawie się udusiłam przy czytaniu "Kobiety z wydm".
Tak się jakość stało, że niedługo po przeczytaniu "W głębinie" miałam okazję obejrzeć reżyserską wersję filmu "Wielki błękit" Luca Bessona. W tej wersji jest scena, gdzie bohaterowie, Enzo i Jacques, mają pracę na platformie wiertniczej i schodzą na dno na głębokość 140 metrów (dla porównania: Ellen Brooke z kolegami są na głębokości ok 100 metrów). Mogłam sobie lepiej wyobrazić, jak to jest, tam na dole.
Reasumując: nie dajcie sobie wmówić, że to kryminał, nawet nie dostajemy porządnego rozwiązania zagadki! To duszne, sugestywne studium popadania w paranoję i szaleństwo. To książka, przy której trzeba uważać, by nie wstrzymywać oddechu.
Pamiętajcie, ostrzegałam.
Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję wydawnictwu Rebis.
"W głębinie" Will Dean, przełożył Radosław Kot, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2025.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz