poniedziałek, 17 lutego 2020

"Drzwi do lata" Robert A. Heinlein



"Drzwi do lata" to drzwi, przez które można wyjść prosto w rozsłoneczniony ogród, gdy wokoło śnieg i mróz. To furtka szczęścia, wyjście doskonałe. Coś, co znalazł bohater w sytuacji pozornie bez wyjścia. Ale od początku.

Daniel Boone Davis jest inżynierem, konstruktorem i wynalazcą. W dziedzinie konstruowania urządzeń przydatnych w gospodarstwie domowym nie ma sobie równych (samobieżne odkurzacze do dopiero początek!), wszystko, co tworzy, jest przydatne, funkcjonalne i nowatorskie. Ten facet mógłby opływać w dostatki, gdyby nie fakt, że wspólnicy koncertowo go wykiwali. Davis, przyparty do muru, decyduje się na mocno radykalny krok: sen trwający trzydzieści lat. Budzi się w dwudziestym pierwszym wieku, wciąż spłukany, a co gorsza, bez kota, z którym przyrzekał sobie się nie rozstawać.



Daniel bierze sprawę w swoje ręce i to, co wyprawia, przyprawia o zawrót głowy. Jest już nie tylko konstruktorem, ale i detektywem, a także podróżnikiem w czasie. Gotów jest naprawdę na wiele, by odzyskać kota, zdobyć ukochaną dziewczynę i zemścić się na nieuczciwych wspólnikach. Jazda bez trzymanki, ekwilibrystyka paradoksami czasowymi, praca śledcza na najwyższym poziomie. Szukanie drzwi do lata!

Ależ podobało mi się  to poszukiwanie, determinacja! Równowaga między elementami obyczajowymi a s-f - doskonała. Czyta się to jak marzenie.

"«Jakieś dobre bóstwo kształt nadaje naszym działaniom z gruba ociosanym».* Wolna wola i przeznaczenie w jednym zdaniu i obie koncepcje słuszne. Tak więc jest tylko jeden realny świat, z jedną przeszłością i przyszłością. «Jak było na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków, amen». Tylko jeden... ale wystarczająco duży i skomplikowany, aby zawierać wolną wolę, podróże w czasie oraz wszystko inne w swoich połączeniach, sprzężeniach zwrotnych i obwodach zabezpieczających. W ramach tych reguł możecie robić wszystko... ale i tak wrócicie pod własne drzwi". **

Bardzo ciekawy jest w tej książce wstęp autorstwa Williama H. Pattersona, przybliżający kulisy powstania tej powieści, a także kota. Prawdziwego kota, mieszkającego z Heinleinem i jego żoną, charakternego kocura imieniem Pixie. Nie omijajcie tego wstępu!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Rebis.

* "Hamlet" William Szekspir, akt 5, scena 2, przełożył Józef Paszkowski. 
** "Drzwi do lata" Robert A. Heinlein, przełożył Zbigniew A. Królicki, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 2020, s. 249-250.

8 komentarzy:

  1. Twoja recenzja jest o wiele ciekawsza niż opis książki,który znalazłam w sieci, gdy pisałaś o niej u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu sięgnąć po tę serię, bo kusi mnie od początku. Heinleina lubię, a ten zapowiada się wyjątkowo smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstęp świetnie uzupełnia całą książkę. Teraz nikt już nie pisze takiego sf - połączenia nauki i zwykłych, ludzkich marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mam wrażenie, że teraz autorzy idą w fajerwerki, które zasłaniają całą resztę.

      Usuń
  4. Jak przez mgłę widzę wspomnienia o tej książce bardzo pozytywne. Trzeb będzie sobie ją odświeżyć. Tylko kiedy, kiedy!

    OdpowiedzUsuń