Jedna
decyzja podjęta niemalże w mgnieniu oka i oto miałam kilkanaście godzin słuchania świetnej, ciekawej, wyjątkowo wciągającej powieści.
Jak to się stało? Jakie sploty zdarzeń zdecydowały o tym, że w tym stosunkowo przecież młodym kraju, jakim są Stany Zjednoczone, tak bardzo normalne i akceptowane było niewolnictwo? Czy rzeczywiście to było jedyne rozwiązanie problemu siły roboczej na plantacjach bawełny czy trzciny cukrowej, czy też rozwiązanie po prostu najłatwiejsze? A potem - dlaczego po zniesieniu niewolnictwa pozostało tak silnie zakorzenione przekonanie o niższości kolorowych? Do teraz. I na całym świecie. Wystarczy się rozejrzeć.
No dobrze, ale nie czytałam o czasach współczesnych, a o latach sześćdziesiątych XX wieku w małym miasteczku w Missisipi. Bohaterkami są trzy kobiety, każda z nich opowiada swoją historię, każda ze swojego punktu widzenia. Pierwsza to Aibileen, czarnoskóra pomoc domowa, a przede wszystkim piastunka małych dzieci. Co kilka lat zmienia pracę, nie mogąc znieść tego, że dzieci, które kocha (z wzajemnością zresztą), zaczynają zauważać jej odmienny kolor skóry. Uśmiechnięta i pogodna, codziennie poświeca godzinę na pisanie modlitw, a głęboko w sercu skrywa ból i rozpacz po stracie syna.
Druga kobieta to przyjaciółka Aibileen, również pomoc domowa o imieniu Minnie. Znakomita kucharka, obdarzona liczną rodziną zmienia pracę równie często jak Aibileen, ale z innych powodów - jest wyjątkowo harda i pyskata.
Wreszcie trzecia kobieta to Skeeter, tym razem biała, młoda dziewczyna tuż po studiach, o literackich aspiracjach, zakompleksiona z powodu wzrostu i trochę niezdarna, jak młody źrebak na długich nogach.
Te trzy kobiety angażują się we wspólne przedsięwzięcie. Niebezpieczne, trudne i wyjątkowo ciekawe. Otóż Skeeter postanawia zebrać opowieści kolorowych pomocy domowych (ba, pewnie, że kolorowych, innych przecież nie ma), jak to jest pracować dla białych rodzin. Chce to opracować i wydać jako książkę. Czy im się to uda, jakie będą konsekwencje tego projektu - o tym przeczytacie sobie w książce, jak będziecie chcieli, a ja serdecznie polecam.
Bo powieść zachwyciła mnie właściwie z każdej strony. Opisem amerykańskiego południa, nabrzmiałego ciepłem i słońcem. Przedstawieniem głównych bohaterek tak, że słyszymy, jak mówią one same, własnym głosem (tak, ten zabieg literacki wprowadzający błędy w wymowie słów czy jakieś gwarowe wyrażenia uważam za słuszny i celowy). Opisami przemocy wobec czarnych i przemocy wobec białych, którzy w jakiś, jakikolwiek sposób popierają czarnych. Ale nie tylko - są i inne, przyjazne, pełne miłości relacje, choćby pomiędzy białymi dziećmi a ich kolorowymi piastunkami. Poruszono tu też temat "białej hołoty", kościoła i religii, a także obłudy i kąśliwości białych dam z towarzystwa (znakomicie nakreślona postać panienki Hilly). Mowa o Martinie Lutherze Kingu i o wyborach, no o wszystkim chyba, co dotyczyło Ameryki tamtych czasów! Do tego jeszcze pieczołowicie skrywane tajemnice rozpalają ciekawość, wątek miłosny skrobie palcem po serduszku, domagając się uwagi, a wszechobecna, tkwiąca pod skórą powieści segregacja rasowa swędzi, nie pozwalając o sobie zapomnieć.
Nie mogę nie wspomnieć o formie książki - audiobook, czytany przez Annę Seniuk, Annę Guzik i Karolinę Gruszkę. Zacznę od malutkiego minusiku, żeby potem rozpłynąć się w superlatywach. Otóż, kiedy słuchałam kwestii Aibileen i Minnie, czyli czarnoskórych pomocy domowych, miałam przed oczami białe kobiety, aktorki, które znam doskonale i z twarzy i z głosu - toteż mimowolnie kojarzyłam sobie głos z twarzą, co ociupinę, na początku, gryzło mi się z treścią powieści. Na szczęście przy kwestiach Skeeter nie miałam takiego problemu, uff.
Poza tym niewielkim mankamentem wykonanie jest absolutnie rewelacyjne. Anna Seniuk jest znakomitą, wspaniałą, genialną aktorką: gdy narzeka na obolałe nogi, wręcz widziałam, jakie sa opuchnięte; gdy opowiada o małej dziewczynce, której jest piastunką, czułam opiekuńcze ramiona obejmujące malutką.
Anna Guzik również ma rolę dopasowaną do swojej osobowości i świetnie wykonaną.
Jednak absolutną faworytką jest dla mnie Karolina Gruszka. Zakochałam się w jej delikatnym, spokojnym głosie z nienaganną dykcją i starannym wymawianiem końcówek. Pewnie gdybym była facetem, zakochałabym się w samej Karolinie!
Ocena: 6/6.