Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyta:Anna Guzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czyta:Anna Guzik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2012

"Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości" Alfonso Signorini - czy rzeczywiście Marilyn umarła z miłości?


Zapewne istnieją jacyś ludzie, którzy nie słyszeli o Marilyn Monroe. Indianie w dorzeczu Amazonki, niemowlęta i małe dzieci, może jacyś mnisi...

Nie należę do takich, toteż z zaciekawieniem wysłuchałam audiobooka "Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości". Żadna to biografia i chwała Bogu (miałam kiedyś okazję zapoznać się z profesjonalną biografią pewnej aktorki i mnie przytłoczyła, ledwo wstałam), tylko fabularyzowana opowieść o życiu słynnej aktorki. Życiu od samego początku, od poczęcia niemalże.

Matka Marilyn (a właściwie Normy Jean), Gladys, to nieźle zwichrowana osóbka. Niestabilna emocjonalnie pracoholiczka, Normą prawie się nie zajmuje, zamyka w szafie na całe dnie, a w końcu oddaje rodzinie mieszkającej w sąsiedztwie. Taka rodzina zastępcza, dziś byśmy powiedzieli. Na szczęście żadna tam patologia, porządni ludzie, Norma ich pokochała. Za tę miłość dostaje baty od Gladys, bo ośmiela się zastępczą mamę nazywać mamą.

Potem dziewczynka trafia do sierocińca, kiedy Gladys musi iść do szpitala psychiatrycznego. Fiksuje ta kobieta, jest okropna, agresywna, jak niegdyś jej matka, a babcia Normy, która notabene malutką Normę próbowała udusić poduszką, twierdząc, że jest bękartem i pomiotem szatana.
Milusia rodzinka, nie ma co, aż można by sądzić, że w sierocińcu dziewczynce będzie lepiej. Ale nie było, bidul to bidul. Toteż Norma cieszy się, kiedy przyjaciółka Gladys, Gloria, ją stamtąd zabierze. Tylko że mąż Glorii to hmm... ma lepkie ręce.

W tym wszystkim Normie udało się wyrosnąć na piękną, pełną seksapilu i wdzięku dziewczynę. Udało się zostać modelką, udało wyjść za mąż za wyjątkowych facetów (baseballista numer jeden w Ameryce oraz intelektualista numer nie wiem który, ale wysoki, też w Ameryce). Udało jej się zostać aktorką, najbardziej znaną, rozpoznawaną i uwielbianą aktorką w Stanach Zjednoczonych, a pewnie i na świecie, symbolem piękna i pożądania. Udało jej się też tak zniszczyć się fizycznie i psychicznie, że nie mogła już dłużej żyć. I odeszła. Książka sugeruje, że z własnego wyboru, co wcale nie jest pewne, ale czy coś to zmienia?...

Słowo o lektorce: Anna Guzik znakomicie czyta, o rany, pięknie. Ekspresyjnie, wyraźnie, płynnie. Świetnie!

"Marilyn. Żyć i umrzeć z miłości" Alfonso Signorini, tłum.Natalia Mętrak, czyta Anna Guzik, Świat Książki 2012.

I tak jeszcze w temacie:
Marilyn , tu też Marilyn , tu świetne zdjęcia z młodości Marilyn, a tu okładki z Marilyn.

Marilyn [Alfonso Signorini]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 5 marca 2011

"Służące" Kathryn Stockett (o rany, jaka to dobra książka!)

Jedna decyzja podjęta niemalże w mgnieniu oka i oto miałam kilkanaście godzin słuchania świetnej, ciekawej, wyjątkowo wciągającej powieści.

Jak to się stało? Jakie sploty zdarzeń zdecydowały o tym, że w tym stosunkowo przecież młodym kraju, jakim są Stany Zjednoczone, tak bardzo normalne i akceptowane było niewolnictwo? Czy rzeczywiście to było jedyne rozwiązanie problemu siły roboczej na plantacjach bawełny czy trzciny cukrowej, czy też rozwiązanie po prostu najłatwiejsze? A potem - dlaczego po zniesieniu niewolnictwa pozostało tak silnie zakorzenione przekonanie o niższości kolorowych? Do teraz. I na całym świecie. Wystarczy się rozejrzeć.

No dobrze, ale nie czytałam o czasach współczesnych, a o latach sześćdziesiątych XX wieku w małym miasteczku w Missisipi. Bohaterkami są trzy kobiety, każda z nich opowiada swoją historię, każda ze swojego punktu widzenia. Pierwsza to Aibileen, czarnoskóra pomoc domowa, a przede wszystkim piastunka małych dzieci. Co kilka lat zmienia pracę, nie mogąc znieść tego, że dzieci, które kocha (z wzajemnością zresztą), zaczynają zauważać jej odmienny kolor skóry. Uśmiechnięta i pogodna, codziennie poświeca godzinę na pisanie modlitw, a głęboko w sercu skrywa ból i rozpacz po stracie syna.
Druga kobieta to przyjaciółka Aibileen, również pomoc domowa o imieniu Minnie. Znakomita kucharka, obdarzona liczną rodziną zmienia pracę równie często jak Aibileen, ale z innych powodów - jest wyjątkowo harda i pyskata.
Wreszcie trzecia kobieta to Skeeter, tym razem biała, młoda dziewczyna tuż po studiach, o literackich aspiracjach, zakompleksiona z powodu wzrostu i trochę niezdarna, jak młody źrebak na długich nogach.

Te trzy kobiety angażują się we wspólne przedsięwzięcie. Niebezpieczne, trudne i wyjątkowo ciekawe. Otóż Skeeter postanawia zebrać opowieści kolorowych pomocy domowych (ba, pewnie, że kolorowych, innych przecież nie ma), jak to jest pracować dla białych rodzin. Chce to opracować i wydać jako książkę. Czy im się to uda, jakie będą konsekwencje tego projektu - o tym przeczytacie sobie w książce, jak będziecie chcieli, a ja serdecznie polecam.

Bo powieść zachwyciła mnie właściwie z każdej strony. Opisem amerykańskiego południa, nabrzmiałego ciepłem i słońcem. Przedstawieniem głównych bohaterek tak, że słyszymy, jak mówią one same, własnym głosem (tak, ten zabieg literacki wprowadzający błędy w wymowie słów czy jakieś gwarowe wyrażenia uważam za słuszny i celowy). Opisami przemocy wobec czarnych i przemocy wobec białych, którzy w jakiś, jakikolwiek sposób popierają czarnych. Ale nie tylko - są i inne, przyjazne, pełne miłości relacje, choćby pomiędzy białymi dziećmi a ich kolorowymi piastunkami. Poruszono tu też temat "białej hołoty", kościoła i religii, a także obłudy i kąśliwości  białych dam z towarzystwa (znakomicie nakreślona postać panienki Hilly). Mowa o Martinie Lutherze Kingu i o wyborach, no o wszystkim chyba, co dotyczyło Ameryki tamtych czasów! Do tego jeszcze pieczołowicie skrywane tajemnice rozpalają ciekawość, wątek miłosny skrobie palcem po serduszku, domagając się uwagi, a wszechobecna, tkwiąca pod skórą powieści segregacja rasowa swędzi, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Nie mogę nie wspomnieć o formie książki - audiobook, czytany przez Annę Seniuk, Annę Guzik i Karolinę Gruszkę. Zacznę od malutkiego minusiku, żeby potem rozpłynąć się w superlatywach. Otóż, kiedy słuchałam kwestii Aibileen i Minnie, czyli czarnoskórych pomocy domowych, miałam przed oczami białe kobiety, aktorki, które znam doskonale i z twarzy i z głosu - toteż mimowolnie kojarzyłam sobie głos z twarzą, co ociupinę, na początku, gryzło mi się z treścią powieści. Na szczęście przy kwestiach Skeeter nie miałam takiego problemu, uff.
Poza tym niewielkim mankamentem wykonanie jest absolutnie rewelacyjne. Anna Seniuk jest znakomitą, wspaniałą, genialną aktorką: gdy narzeka na obolałe nogi, wręcz widziałam, jakie sa opuchnięte; gdy opowiada o małej dziewczynce, której jest piastunką, czułam opiekuńcze ramiona obejmujące malutką.
Anna Guzik również ma rolę dopasowaną do swojej osobowości i świetnie wykonaną.
Jednak absolutną faworytką jest dla mnie Karolina Gruszka. Zakochałam się w jej delikatnym, spokojnym głosie z nienaganną dykcją i starannym wymawianiem końcówek. Pewnie gdybym była facetem, zakochałabym się w samej Karolinie!

Ocena: 6/6.

Służące [Kathryn Stockett]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE