Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Hołownia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Hołownia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 lutego 2011

"Ludzie na walizkach" Szymon Hołownia

Mam niejasne wrażenie, że nie odebrałam właściwie tej książki - i chyba mam z tego powodu lekkie wyrzuty sumienia. "Ludzie na walizkach" bowiem naładowane są emocjami po brzegi, a mnie się te emocje jakoś nie chciały udzielić.
Owszem, przeczytałam. Owszem, z zainteresowaniem. Historie o ludzkim cierpieniu, bólu, nadziei, dylematach moralnych, o życiu i śmierci, o Bogu i o braku Boga  - wszystko to pięknie napisane.
Ze smutkiem przeczytałam wywiad z Krzysztofem Kolbergerem. Z ciekawością rozmowę z profesorem z kliniki leczenia bólu. Inne też przeczytałam, uważnie.

Nie jestem pewna, czy fragment, w którym Szymon Hołownia pisze o własnym płaczu podczas przeprowadzania jednej z rozmów, nie zablokował mnie jakoś. Poczułam się gorsza, że ja nie płaczę, bo nie mam na to najmniejszej ochoty? Gorsza, bo mniej wrażliwa? Bo powinnam się przejąć i zapłakać, a nie zrobiłam tego? Czy to byłby właściwy odbiór tej książki?
Problem tkwi chyba w tym, że wyobrażam sobie, że tak, właściwe byłoby to głębokie wzruszenie, westchnienie i  łza w oku, a ja temu nie sprostałam.

A może wcale nie? Może powinnam właśnie przeczytać tę książkę i odebrać ją tak, jak odebrałam - z zadowoleniem, że to nie mnie spotykają takie nieszczęścia. I z zadowoleniem, bo na tych kartkach jest olbrzymi ładunek nadziei.
Precz, wyrzuty sumienia.