
Dla mnie Dick jest pisarzem, którego powieści zapominam natychmiast po przeczytaniu. Nie wiem, jak będzie z "Okiem na niebie" - wydaje się, że ta akurat pozycja nie jest aż tak zakręcona i wydumana, ale i na kolana oryginalnością nie powala.
Kilkoro ludzi podczas zwiedzania wnętrza instytutu naukowego ulega wypadkowi. Wybucha coś o niezwykle skomplikowanej nazwie betatron (czy jakoś tak), część hali wali się w gruzy, a wycieczkowicze nie dość, że lecą ładnych parę pięter w dół, to jeszcze są potraktowani czymś w rodzaju wiązki elektromagnetycznej. Zanim dokopią się do nich ekipy ratownicze, leżą tak sobie nieprzytomni, pozornie bez świadomości - ale tak naprawdę przeżywają niesamowite przygody. Ich jaźnie znajdują się bowiem w innych światach - po kolei w światach wygenerowanych przez umysł każdego z nich. Światy te różnią się od siebie tak, jak różnią się od siebie ludzie. Lęki, obsesje, pragnienia. Umysł każdego z bohaterów - choć tak się od siebie różnią - przypomina w gruncie rzeczy pole kaktusów, przez które trzeba się przedrzeć.
Pierwszy, drugi świat - ok, było interesująco, ale potem to było już tylko przestawiania kolejnych wyobrażeń, co może znajdować się w głowie. Mało ciekawe. Z balonika zaczęło uchodzić powietrze, pssst i sklęsło. Doczytałam do końca wyłącznie z rozpędu.
![Oko na niebie [Philip K. Dick] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz