poniedziałek, 18 stycznia 2016

[Notes] Samodzielnie wykonany notes Tomoe River - dużo zdjęć!

Opowiem dziś o tym jak to po raz pierwszy w życiu zrobiłam sobie notes.
Zaczęło się... hm, jak to się zaczęło? Dawno temu, na którymś spotkaniu pióromaniaków w Katowicach, kolega uczęstował mnie kartką papieru Tomoe River, żebym zobaczyła, jak się na nim pisze. Pisało się znakomicie (właściwie powinnam zamieścić tu opis tego papieru, żeby było wiadomo, czemu taki dobry, ale to może następnym razem), jakość obłędnie dobra. Niestety, w Polsce papier ten był nieosiągalny. Do niedawna, bo teraz sprowadza go sklep Escribo. Zamówiłam i dostałam. Plik luźnych kartek A4, czystych, o delikatnym kremowym kolorze, w dotyku jak jedwab.



Inspiracja

Luźne kartki są fajne, ale ja wolę notesy. Pomyślałam więc, że zrobię sobie notes. Inspiracją stał się dla mnie notes Bindwerk, kupiony w TK-Maxx.


Szycie, płótno na grzbiecie, tekturowe okładki, gumka - pomyślałam, że dam radę taki zrobić. A nie, najpierw pomyślałam, żeby wykorzystać okładki z innego notesu, zapisanego już. Ale było mi szkoda wydzierać, więc stanęło na robieniu całości.

Na tym etapie mocno pomógł mi And z forumopiorach.net, podrzucając linki do tutoriali na yt, pokazujących sposób szycia i klejenia.

Szycie i klejenie

Zaczęłam od składania kartek na pół,  i grupowania po pięć takich poskładanych kartek.
Kartka złożona na pół

Miejsce zgięcia dociskałam tępą stroną noża

Pięć poskładanych razem kartek tworzyło pakiecik

Potem ułożyłam pakieciki w stos, zaznaczyłam ołówkiem miejsca szycia, przedziurkowałam igłą do maszyny i zszyłam mocną nitką.

Wszystkie pakieciki poskładane w stos

Całość zszyta igłą i nitką

Szycie okazało się najprostszą rzeczą
Po zszyciu ujęłam całość w deseczki i skręciłam ściskami stolarskimi. I tu pierwszy błąd, nie podłożyłam pod deseczki nic grubszego i jedna z nich odbiła się na papierze.

Dobrze, że szafka męża pełna jest różnych narzędzi

Grzbiet skleiłam wikolem, dwie warstwy wystarczyły. Aha, pierwszą stronę dopasowałam sobie z kartki z opisem papieru (była na wierzchu zakupionej ryzy), tylko musiałam dociąć do A5.

Okładki sklejał mi mąż z kilku warstw sztywnej tekturki (Pigol, to ta od ciebie), na przemian, czarna i złota. Wymyśliłam sobie, że tak będzie fajnie. Hm, nie bardzo. Lepiej było skleić oddzielnie czarną i oddzielnie złotą.
Okładka z przodu została jeszcze zaopatrzona w okienko w pierwszej warstwie, wkleiłam tam pozostały mi jeszcze z wierzchniej, tytułowej kartki, kawałek papieru z nazwą "Tomoe River". Do okładki z tyłu mąż wkleił czarną gumkę do zamykania notesu.

Okładka  z wklejoną gumką
Potem zrobiło się nieco trudniej, ale znów sięgnęłam do czarnego notesu, obejrzałam dokładnie i wykoncypowałam, co dalej. Dwie kartki A4 z notesu Zapp Book (od Kasi z TwojegoPióra) złożyłam na pół, wąskim paseczkiem kleju doczepiłam do pierwszej (i ostatniej) strony notatnika.  To się chyba nazywa fachowo wyklejka.

Wyklejka z przodu
Wyklejka z tyłu

Następnie na grzbiet i wyklejkę nakleiłam kremowe płótno.
Notes z wyklejką i płócienny grzbiet

Po tym notes i okładki zaniosłam do drukarni, żeby mi obcięli brzegi. Zapłaciłam kilka złotych i miałam ślicznie wyrównane brzegi kartek oraz równie ślicznie odbitą, właściwie odciśniętą gumkę na przodzie okładki (pani mnie potem przepraszała, mówiąc, że nie zauważyła...)

 Ostatni etap to klejenie okładek. Trzeba tylko posmarować klejem i docisnąć do wyklejki. Do tylnej dodatkowo dołączyłam wstążeczkową czarną zakładkę. Ten etap, czyli klejenia okładek, czyniłam w pośpiechu, w piątkowy wieczór, chcąc już posklejany notes zabrać na sobotnie spotkanie pióromaniaków w Katowicach. No i wyszło, że pośpiech jest BARDZO złym doradcą, bo przykleiłam okładki odwrotnie, tył na przód. Do tego nie pomyślałam zupełnie, że klej introligatorski zawiera sporo wody i nie dałam żadnych przekładek. Przycisnęłam tylko całość i zostawiłam na noc. Rano okazało się, że kartki od nadmiaru wody pofalowały się malowniczo i brzydko. Głupia, głupia, głupia ja. Ech. Notes zabrałam, choć o mało się nad nim nie popłakałam, a na spotkaniu pokazałam chyba tylko Andowi, który pocieszył mnie, że to przecież da się naprawić.

Istotnie, dało się. Trudno było te okładki odkleić (porządnie to robiłam, a co!), ale jak już się udało, to zrobiłam to jeszcze raz, pilnując tym razem tyłów i przodów. Ponownie wkleiłam zakładkę. Pofalowane kartki prasowałam żelazkiem.

Skończony notes.

I oto mogę cieszyć się gotowym notesem!

Przód

Pierwsza strona

Grzbiet


Nie jest idealny. Grzbiet jest zdecydowanie nieładny - baaardzo daleko mu do wzoru, który pokazałam na początku. Notes nie jest też zaopatrzony w szlufkę na pióro, chyba kupię sobie gotową. No i liniuszek też będzie potrzebny. Kieszonki z tyłu na luźne kartki też nie ma, a lubię, jak jest.

Mogę jednak powiedzieć, że notes ma zarąbisty papier, jeden z najlepszych na świecie do pisania wiecznym piórem i dlatego jest świetnym notesem. Do tego jest fajnie sklejony, pięknie się rozkłada na płasko. No i jest mój.  Czad.

Garść technikalii:
- Format A4
- 130 gładkich kartek
- Twarda oprawa
- Gramatura papieru 52g/m2 (!)

Dziękuję Elmirze, Andowi, Pigolowi i Kasi. No i mężowi. Męża pomoc nie do przecenienia!

19 komentarzy:

  1. Na pewno jest wyjątkowy - bo własnoręcznie zrobiony. Poza tym prezentuje się niesamowicie elegancko, w ten schludny sposób, który teraz rzadko się spotyka.
    Piękny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Właśnie! Teraz sobie pomyślałam, że mam unikat na skalę światową :)

      Usuń
  2. No dla mnie bomba! Ty bys widziała, jakie ja straszydła kiedyś robiłam, to byś się przewróciła: miałam taki papier z makulatury (jeszcze mam, ale źle się pisze piórem, bo rozlewa - btw kupiłam parkera naboje brąz!) i wkleiłam we własnoręcznie wykonaną okładkę obszytą (dratwą jakąś straszną) materiałem w kratkę. Drugi mój kajecik był w "elektrotechnice", tylko podkleiłam te zszyte kartki. A wszystko koślawe...
    Ale Twój notes wyszedł prześlicznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Wcześniej nie robiłam nic z notesami (oprócz kupowania i pisania), to był mój pierwszy raz. Przykładałam się bardzo, ale jak widać, nie ustrzegłam się błędów. A Ty chyba też miałaś coś robić, dobrze pamiętam? Okładkę...

      Usuń
  3. Wow! Gratuluję kreatywności! Ja na pewno nie wpadłabym na stworzenie takiego notesu ! ;)

    Pozdrawiam serdecznie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wpadłam, bo w luźnej formie kartki na pewno by mi się nie przydały tak, jak w notesie. Dziękuję za odwiedziny!

      Usuń
  4. Gratuluję! To jest coś pięknego:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję! To jest coś pięknego:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wymiatasz :-) Też kupiłem Tomoe i też mi nie w smak luźne kartki, ale takich zdolności nie mam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Szacun! Tym bardziej, że jestem antytalentem manualnym :) Teraz czekam na jakiś konkurs z notesem, bo dostałem dziś od żony parkerka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie! Konkurs zrobię, jak pokażesz, czy ładnie piszesz. ;)

      Usuń
    2. Przecież piszę, że nie mam notesu :D
      PS. No to był sobie konkurs :P

      Usuń
    3. Hehehe. Na razie nie planowałam, bo nie mam zbędnych notesów. Osiągnęłam stan posiadana taki, że na półce się mieszczą. Jednak gdyby tylko to się zmieniło - będzie konkurs!

      Usuń
    4. Ale znalazłam Ci konkurs z notesem
      http://z-nosem-w-ksiazce.blogspot.com/2016/01/piate-urodziny-bloga-i-rozdanie.html
      :)

      Usuń
    5. Eee, nie wypada tak na obcym blogu :)

      Usuń
  8. Gratulacje! Jestem pełna podziwu dla Twoich zdolności i wyobraźni! Notes wygląda przepięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A teraz jeszcze mam wpis na pierwszej stronie, wpis wyszedł spod ręki mistrzyni kaligrafii, Ewy Landowskiej.

      Usuń