piątek, 24 maja 2019

"List Marii" Laurie R. King

Byłam zachwycona pierwszą częścią cyklu o Mary Russel i Sherlocku Holmesie, toteż zakupiłam czym prędzej kolejną część cyklu, czyli trzecią, drugiej bowiem Zysk nie wydał (niezbadane są wyroki wydawców i krętymi ścieżkami podążają ich myśli).

W "Liście Marii" Mary i Sherlock są małżeństwem, mieszkają w Sussex, Mary zajmuje się działalnością naukową (gwiazda teologii akademickiej), a Sherlock, cóż, zajmuje się tym, czym zajmował się dotychczas, czyli głównie myśleniem.


W to dość uporządkowane życie pary wdziera się przebojem Dorothy Ruskin, przywożąc z wykopalisk archeologicznych bardzo interesujący artefakt, czyli list Marii znanej z Biblii. Ruskin upiera się, że dokument jest autentyczny, ale nie zamierza tego nigdzie ogłaszać, tylko ofiaruje list Mary Russel, bez żadnych warunków. Po czym, po powrocie do Londynu, ginie pod kołami rozpędzonego automobilu.

Russel i Holmes, przekonani, że to nie był wypadek, rozpoczynają śledztwo w sprawie jej śmierci.

Tu mamy cały urok tej książki, to śledztwo prowadzone jednocześnie w wielu kierunkach, wymiana informacji, przebieranki i podstępy, tak charakterystyczne dla Holmesa, a teraz i Russel. Cieszę się, że autorka oparła się chęci uwypuklenia kontrowersyjnego wątku listu sprzed dwóch tysięcy lat (Dan Brown by się nie oparł), a nacisk położyła na pracę detektywistycznego duetu.

Czytało mi się to znakomicie, brak znajomości drugiego tomu nie przeszkadzał, tylko smucił. Postać Dorothy Ruskin tak bardzo przypominała mi Agathę Christie z jej książki "Opowiedz, jak tam żyjecie", że coś w tym musi być.

Lubię takie powieści.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Trójka e-pik", maj 2019.

"List Marii" Laurie R. King, tłumaczył Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka, Poznań, 2010.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza