środa, 22 maja 2019

"Lista Lucyfera" Krzysztof Bochus

"Lista Lucyfera" to czwarta książka w dorobku Krzysztofa Bochusa. Pierwsze trzy powieści to kryminały retro, najnowsza jest kryminałem na wskroś współczesnym.

Fabuła książki opiera się na następującym pomyśle: w mieście Gdańsk ginie człowiek, a zabójca kontaktuje się z dziennikarzem popularnego czasopisma i informuje, że to nie ostatnie morderstwo. Redaktor Adam Berg nie poprzestaje na przyjęciu komunikatu, ale podejmuje polemikę z mordercą i próbuje mu przeszkodzić.


 Akcja rozwija się w dość typowy sposób: Morderca zabija, policja szuka, dziennikarz prowadzi własne śledztwo. Jest moment, gdy czytelnik oddycha z ulgą; i moment, gdy znów wstrzymuje oddech. Wszystko według reguł gatunku. Są też osobiste konfrontacje, tortury, krew (zakrwawiona brzytwa na okładce książki nie jest randomowym obrazkiem), gdzieś w tle mały romansik i drobne cyberśledztwo. Interesujące, że sposób "aranżacji" (to niedobre słowo, ale nie umiem znaleźć innego) morderstw wskazuje na związki ze sztuką, a tak się składa, że Berg trochę się nią interesuje.

Słowem, zdawałoby się, że powieść ma wszelkie elementy, które są znane, sprawdzone, gwarantują poczytność i popularność. I gdy zerkam na nagłówki i fragmenty recenzji tej książki w internecie - chyba to się sprawdziło.

Napiszę może nieco pod prąd, ale do mnie ta kompozycja złożona z przewidywalnych elementów w ogóle nie przemówiła.
Dziennikarz szukający zabójcy częściowo na własną rękę, policja mało energiczna, pełen pychy zabójca wytrwale "korespondujący" z widzami, dziewczyna hakerka (oj, wprowadzenie tej postaci było słabe) - wszystko to wywoływało we mnie myśl "ale to już było".

Chciałam być zaskakiwana, chciałam dowiadywać się nowych rzeczy, czy to związanych ze śledztwem, czy ogólnych, a tu jakoś średnio. Owszem, wątek malarski jest rewelacyjny, a związek sztuki pewnego artysty ze śmierciami jest bardzo widowiskowy i intrygujący. Do tego informacje dotyczące dzieł sztuki - to prawdziwa wizytówka autora, niestety mocno (zbyt mocno jak dla mnie) unurzane we krwi.  Muszę tu jeszcze wymienić postać policjanta borykającego się ze zdrowiem, a nie alkoholizmem - to także udany motyw.
Cała reszta na tle tych perełek jest jakby przysypana kurzem, spod którego oczywiście przebija krew.
Miło, że autor łączy swoje poprzednie utwory z obecnym (Adam Berg i Christian Abell są spokrewnieni), ale właściwie nic z tego nie wynika poza sympatycznym mrugnięciem do czytelnika. 

Po namyśle doszłam do wniosku, że pan Bochus nie napisał słabej powieści, tylko ja nie odnajduję się w świecie tych nowoczesnych, współczesnych, krwawych i brutalnych kryminałów.

Nie wiem, jakie są plany autora, czy pociągnie historię Berga, czy wróci do Abella, wiem za to, że szczerze mu sekunduję ze względu na niewątpliwy talent literacki. Jednak z osobistych powodów życzyłabym sobie powrót do starego, dobrego kryminału retro. W świecie Berga jest mi nieswojo.

Wydawnictwo Skarpa Warszawska - dziękuję za możliwość zapoznania się z książką.

"Lista Lucyfera" Krzysztof Bochus, Skarpa Warszawska, Warszawa 2019.

3 komentarze: