niedziela, 27 marca 2011

Och, przełamałam się w końcu.


Wczoraj wpisałam do kajeciku tytuł przeczytanego następnego "Kota, który..." i ze zdziwieniem popatrzyłam na wpis go poprzedzający: z pierwszego marca! Prawie cały miesiąc czytałam jedną książkę.

To wszystko przez "Kobietę z wydm", najcieńszą książkę z biblionetkowego stosiku, którą wzięłam do czytania i ugrzęzłam w niej jak w piasku. Czytałam stronę po stronie, z coraz większym trudem i w końcu, prawie już obezwładniona, odłożyłam na półkę. Ale złe już się stało. Wzięłam do ręki "Znak czterech" Doyle'a, przemęczyłam dwa rozdziały, odłożyłam. "Czytadła" Agnieszki Osieckiej przekartkowałam, szukając znanych sobie lektur, znalazłam dwie sztuki, odłożyłam. "Na południe od Brazos" McMurtry'ego - to powinno być ciekawe, pomyślałam, dwie strony mi wystarczyły, odłożyłam.
No dobrze, to może przejdę do swoich i popatrzę, co tam mam: świeżo kupiona "Galeria złamanych piór" Kresa, owszem, niby niezłe, ale to wciąż nie to!

Po audiobookach też tak macałam. "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" Veteranyi wzięłam skuszona Gruszką narratorką, ale smutek dziecięcych wspomnień powalił mnie na łopatki i żeby nie popaść w depresję, spróbowałam "Mojego drzewka pomarańczowego" Vasconcelosa, ale tam też dziecięca perspektywa, do której już się chyba trochę zraziłam (nie zawsze trafia się na takie "Życie przed sobą"). Z pomocą przyszedł stary dobry Kurt Wallander, pewniak czytelniczy.

Jeśli zaś chodzi o papier, to ratunkiem okazała się "Księga Diny" Wassmo. Z szybkością błyskawicy pochłonęłam 100 stron i chcę więcej.

6 komentarzy:

  1. Ja też tak wolno czytam ostatnio.... Może to ta wiosna?

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju, ale ze mnie panikara, to nie był pierwszy marca, tylko dziewiętnasty (nie wpisałam dziewiątki) :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się podobnie zabierałam ostatnio do Larssona;)Zaczynałam i odkładałam,dopóki na ok.40 stronie nie pojawiła się panna Salander,potem poszło gładko.A teraz biegam do biblioteki i poluję na kolejne części :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przełom wiosenny. Ja nawet sobie test na depresję robiłam. A ślizganie się po lekturach wskazane. Mamy prawo czytać to, na co mamy ochotę. Albo nie czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. widziałam tylko film, wstrząsająca historia, muszę gdzieś wyszukać tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  6. tez mi cos nic nie podchodzi, no chyba ze bardzo lekkostrawne. Z tego wszystkiego pogonilam kupic dzisiaj druga czesc idiotki :)

    OdpowiedzUsuń