czwartek, 11 sierpnia 2011

"Pozwólcie nam krzyczeć" Stanisława Fleszarowa-Muskat

Czytałam wiele książek, których tematyka krążyła wokół II wojny światowej: o walkach, o powstaniu w Warszawie, o obozach koncentracyjnych, o gettach. Ale o tym, jak wyglądało życie Polaków wywiezionych do Niemiec na roboty, czytałam chyba po raz pierwszy (piszę chyba, bo moja pamięć to jednak czasem zawodzi).

Magdalena, młodziutka dziewczyna, córka lekarza, trafia do transportu do Niemiec, tam pracuje najpierw na wsi, jako pomoc u gospodarza (u bauera, tak się mówiło), potem trafia do fabryki obuwia. Śledziłam jej losy od momentu złapania i wywiezienia, aż do dnia, kiedy decyduje się uciekać do Polski.

I tak się zastanawiam, co było najgorsze w tych wywózkach? Czy praca, ciężka, czasami ponad siły? Czy pogardliwe traktowanie przez Niemców? Czy odcięcie od bliskich, od wiadomości od nich?
Nic z powyższych. I wszystko z powyższych.
Bo Magdalena z początku pracuje ciężko na wsi, a potem przy linii w fabryce, ale następnie awansuje na sekretarkę, co już ciężką pracą fizyczną nie jest.
Co do traktowania - niektórzy Niemcy traktowali Polaków (i Belgów, Francuzów, czy jeszcze innych) z pogardą i nienawiścią; ale byli i tacy, którzy uważali, że cała ta wojna to jedna wielka pomyłka i robotników traktowali obojętnie; a jeszcze inni byli po prostu dobrzy i pomagali głodującym, niezależnie od ich narodowości (niby ukradkiem, ale wiadomo było, do kogo warto się zwrócić w nagłej potrzebie).
Rodzina w Polsce - Magdalena była w tej komfortowej sytuacji, że mogła korespondować z matką i ojcem. Ona im słała listy, a oni jej paczki z żywnością i ubraniami. Inni mieli gorzej, choćby Piotr, przyjaciel Magdaleny, który tak naprawdę nie miał na imię Piotr, nie mógł się przyznać do prawdziwej tożsamości, nie mówiąc nawet o kontakcie z rodziną.

Najgorsza dla Polaków była chyba bezradność. Są daleko od kraju, w którym toczą się walki, wróg okupuje miasta, a oni nie mogą zrobić nic, nawet od informacji są odcięci. Chyba z tego poczucia bezradności bierze się desperacja Magdaleny i innych pracownic fabryki, kiedy ogłaszają strajk. Krzyczą. Nie odmawiają pracy (za to grożą zbyt surowe kary), po prostu krzyczą, zamknięte w hotelu dla robotników krzyczą całymi nocami w proteście przeciwko władzom niemieckim i prawom niemieckim, odbierającym noworodki robotnicom i umieszczającym je w domach dziecka. Krzyczą w obronie młodziutkiej Marysi, która właśnie urodziła poczęte podczas gwałtu dziecko, wycieńczona ciążą, porodem, niedożywieniem i gruźlicą dogorywa w szpitalu i jej jedynym marzeniem jest zobaczyć przed śmiercią swoje dziecko...

Pozwólcie nam krzyczeć - mówi Magdalena - nie możemy zrobić nic więcej, a chcemy coś zrobić, cokolwiek.

To znakomita powieść, przedstawiająca życie Polaków pracujących w Niemczech podczas wojny, ale nie tylko. To również wycinek życia Niemców. Zwyczajnych gospodarzy, zwyczajnych piekarzy, aptekarzy. Zwyczajnych ludzi postawionych w niezwyczajnej sytuacji. Dobrze jest tak spojrzeć i książkę mocno polecam.

"Pozwólcie nam krzyczeć" Stanisława Fleszarowa-Muskat, wyd. MON, 1988

5 komentarzy:

  1. bardzo mnie zaciekawiłaś, książki wydaje mi się przynajmniej częściowo potrafią oddać tragedię tamtych strasznych czasów

    OdpowiedzUsuń
  2. Listy do rodziny mógł wysyłać każdy robotnik przymusowy,lecz były cenzurowane i należało pisać, jak to jest dobrze na robotach. Niektóre rodziny w to wierzyły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo moich wcześniejszych oporów przekonałaś mnie swą recenzją do tej książki i chętnie przyjże jej się bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam kiedyś, kiedyś... Trzeba przypominać. Też zanurzam się teraz w historiach polsko-niemieckich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam niedawno (recenzja na jednym z blogów, niedługo przeniosę do nowego) Bardzo mi się podobała. Bardzo lubię Fleszerową. pamiętam czytane lat temu....ileś tam- Milionerów i Kochankowie róży wiatrów. Chciałabym do nich wrócić. Niestety nie ma w bibliotece, ani w sprzedaży internetowej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń