Magdalena, młodziutka dziewczyna, córka lekarza, trafia do transportu do Niemiec, tam pracuje najpierw na wsi, jako pomoc u gospodarza (u bauera, tak się mówiło), potem trafia do fabryki obuwia. Śledziłam jej losy od momentu złapania i wywiezienia, aż do dnia, kiedy decyduje się uciekać do Polski.
I tak się zastanawiam, co było najgorsze w tych wywózkach? Czy praca, ciężka, czasami ponad siły? Czy pogardliwe traktowanie przez Niemców? Czy odcięcie od bliskich, od wiadomości od nich?
Nic z powyższych. I wszystko z powyższych.
Bo Magdalena z początku pracuje ciężko na wsi, a potem przy linii w fabryce, ale następnie awansuje na sekretarkę, co już ciężką pracą fizyczną nie jest.
Co do traktowania - niektórzy Niemcy traktowali Polaków (i Belgów, Francuzów, czy jeszcze innych) z pogardą i nienawiścią; ale byli i tacy, którzy uważali, że cała ta wojna to jedna wielka pomyłka i robotników traktowali obojętnie; a jeszcze inni byli po prostu dobrzy i pomagali głodującym, niezależnie od ich narodowości (niby ukradkiem, ale wiadomo było, do kogo warto się zwrócić w nagłej potrzebie).
Rodzina w Polsce - Magdalena była w tej komfortowej sytuacji, że mogła korespondować z matką i ojcem. Ona im słała listy, a oni jej paczki z żywnością i ubraniami. Inni mieli gorzej, choćby Piotr, przyjaciel Magdaleny, który tak naprawdę nie miał na imię Piotr, nie mógł się przyznać do prawdziwej tożsamości, nie mówiąc nawet o kontakcie z rodziną.
Najgorsza dla Polaków była chyba bezradność. Są daleko od kraju, w którym toczą się walki, wróg okupuje miasta, a oni nie mogą zrobić nic, nawet od informacji są odcięci. Chyba z tego poczucia bezradności bierze się desperacja Magdaleny i innych pracownic fabryki, kiedy ogłaszają strajk. Krzyczą. Nie odmawiają pracy (za to grożą zbyt surowe kary), po prostu krzyczą, zamknięte w hotelu dla robotników krzyczą całymi nocami w proteście przeciwko władzom niemieckim i prawom niemieckim, odbierającym noworodki robotnicom i umieszczającym je w domach dziecka. Krzyczą w obronie młodziutkiej Marysi, która właśnie urodziła poczęte podczas gwałtu dziecko, wycieńczona ciążą, porodem, niedożywieniem i gruźlicą dogorywa w szpitalu i jej jedynym marzeniem jest zobaczyć przed śmiercią swoje dziecko...
Pozwólcie nam krzyczeć - mówi Magdalena - nie możemy zrobić nic więcej, a chcemy coś zrobić, cokolwiek.
To znakomita powieść, przedstawiająca życie Polaków pracujących w Niemczech podczas wojny, ale nie tylko. To również wycinek życia Niemców. Zwyczajnych gospodarzy, zwyczajnych piekarzy, aptekarzy. Zwyczajnych ludzi postawionych w niezwyczajnej sytuacji. Dobrze jest tak spojrzeć i książkę mocno polecam.
"Pozwólcie nam krzyczeć" Stanisława Fleszarowa-Muskat, wyd. MON, 1988
![Pozwólcie nam krzyczeć [Stanisława Fleszarowa-Muskat] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
bardzo mnie zaciekawiłaś, książki wydaje mi się przynajmniej częściowo potrafią oddać tragedię tamtych strasznych czasów
OdpowiedzUsuńListy do rodziny mógł wysyłać każdy robotnik przymusowy,lecz były cenzurowane i należało pisać, jak to jest dobrze na robotach. Niektóre rodziny w to wierzyły.
OdpowiedzUsuńMimo moich wcześniejszych oporów przekonałaś mnie swą recenzją do tej książki i chętnie przyjże jej się bliżej.
OdpowiedzUsuńCzytałam kiedyś, kiedyś... Trzeba przypominać. Też zanurzam się teraz w historiach polsko-niemieckich.
OdpowiedzUsuńCzytałam niedawno (recenzja na jednym z blogów, niedługo przeniosę do nowego) Bardzo mi się podobała. Bardzo lubię Fleszerową. pamiętam czytane lat temu....ileś tam- Milionerów i Kochankowie róży wiatrów. Chciałabym do nich wrócić. Niestety nie ma w bibliotece, ani w sprzedaży internetowej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam