piątek, 9 października 2015

"Kroniki Atopii" Matthew Mather


Wrażenia na początku, jeszcze przed otwarciem książki: o matko, jakie to grube. Trochę dalej: całkiem nieźle się zaczyna. Jeszcze dalej: to jest przerażające! Pod koniec: niech to się już wreszcie skończy...

Autor opowiada, jak to będzie, gdy już rozgościmy się na dobre w cyberświecie i nie będziemy występować w jednej osobie, ale w dwóch, trzech albo dziewięciu, albo w dwóch ważnych i ośmiu mniej znaczących... Poszedł więc daleko dalej niż Gibson - ten pogrążał ciała swoich bohaterów w letargu, podczas gdy ich umysły harcowały w cyberprzestrzeni. Mather pozwala postaciom jednocześnie sterować swoim ciałem i kilkoma cyfrowymi osobowościami.  Jak to jest możliwe? Autor wyjaśnia, wychodząc od czegoś, co jest nam znane, mianowicie protez rąk czy nóg sterowanych umysłem.

"Psis - polisyntetyczny interfejs sensoryczny - powstał podczas badań nad poruszaniem sztucznymi kończynami przy wykorzystaniu sprytocytów w skali nano, wbudowanych w układ nerwowy i kontrolujących przepływające przez ten układ sygnały. Bardzo szybko poznano sztuczkę modyfikowania sygnałów docierających do naszych oczu, uszu i innych zmysłów, co umożliwiło ich doskonałą stymulację. Stworzenie zupełnie sztucznych światów było kolejnym krokiem".[1]

"Mózg ma niemal niewyczerpane możliwości neuroplastycznego przekształcania się. Jeśli nauczysz się grać na fortepianie, mózg poświęci więcej kory motorycznej twoim palcom. Jeśli natomiast odetniesz sobie rękę, mózg nauczy się adaptacyjnie przekierowywać kontrolę do sztucznego ramienia, zmieniając sposób, w jaki wykorzystywał rozmaite wiązki neuronów. Fantomy było tego rozwinięciem".[2]

To tylko wierzchołek góry lodowej, autor idzie daleko dalej, pozwalając nie tylko na rozszczepienie osobowości, ale i wysyłanie swoich przeżyć, udostępnianie innym odbierania świata swoimi zmysłami, nakładki na rzeczywistość i wiele, wiele innych. Ten świat imponuje cyfryzacją, przeniesieniem dosłownie wszystkiego w wirtualne rejony. Właściwie to imponuje tylko na początku. Potem przeraża. "Dokąd to wszystko zmierza? Opamiętajcie się!" - chciałoby się krzyknąć. Tak, serio, takie właśnie myśli miałam podczas czytania.

Bo wiecie, postęp technologiczny to jedno, ale postępujący rozkład  więzi międzyludzkim to drugie. Małżeństwa żyją w swoich światach, można mieć dziecko nie mając dzieci - chodzi o symulaki, próbne dzieci...
" - Kochanie - odpowiedziałem spokojnie. - Nawet małżeństwa, które są razem od lat, nie dzielą się w stu procentach swoją rzeczywistością. 
W tej chwili dzieliliśmy się wspólnym pobytem w Wenecji i to było wspaniałe, ale Brigitte domagała się pełnego współdzielenia wszystkich skórek rzeczywistości, wszystkich dużych i małych sposobów filtrowania i modyfikowania światów realnych oraz wirtualnych".[3]


Niestety, autor nieco przedobrzył z dostarczaniem emocji czytelnikowi, wtykając wątek bardzo przemocowy (molestowanie seksualne, przemoc psychiczna), zaginięcie, walkę mocarstw i jeszcze coś i jeszcze...
Z jednej strony dobrze, że tak dużo tego, bo życie w mieście przyszłości jest ukazane z dosłownie każdej strony. Jednak poczułam się nieco znużona, gdy byłam już na pięćsetnej stronie i wciąż byłam bombardowana kolejnymi zdarzeniami, wątkami, zawirowaniami akcji. Przebodźcowanie - znacie taki stan? U dzieci niepełnosprawnych dość często używany termin, stąd go znam. Poczułam się przebodźcowana, zmęczona i zniechęcona. Trochę do książki, jednak głównie do wizji przyszłości, którą pokazał mi autor.

Jednak polecam. Mimo tego zmęczenia, wszelkich dłużyzn, przegadania - polecam. Zastanówmy się, jacy będziemy za sto czy dwieście lat. Czy będziemy tak dalece uzależnieni od sieci i wirtualnych rzeczywistości, jak to sugeruje Mather? Brrr... Ale pocieszające - jedno się nie zmieniło. Chociaż, czy ja wiem, czy pocieszające?... No i mimo poniższego cytatu świat próbuje sobie z tą nieuchronnością śmierci poradzić.


"Mogliśmy teraz umierać setki, tysiące, a nawet miliony razy w rozszerzonych światach, przez które podróżowaliśmy, choć w świecie naszej tożsamości - rzeczywistym świecie - śmierć nadal pozostawała śmiercią. W tym jedynym miejscu spośród milionów nic się nie zmieniło i może dlatego było tak uparcie ważne?".[4]


Olbrzymi ukłon dla tłumacza, pana Jędrzeja Polaka, bo tyle w tej książce fachowego slangu, neologizmów i odjechanych pojęć, że przełożenie tego na strawny dla Polaka język to wyjątkowy wyczyn.



Bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za egzemplarz książki.
---
[1]  "Kroniki Atopii" Matthew Mather, przełożył Jędrzej Polak, Czwarta Strona, 2015. s. 84
[2] Tamże, s. 219
[3] Tamże, s. 334
[4] Tamże, s. 290
Kroniki Atopii [Matthew Mather]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Czytelny zamysł autora dał rezultaty.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. A miałam pytać, bo na półce (zdjęcie na wydarzeniu na FB to Twoje, nie?) widziałam, że leży.

      Usuń