wtorek, 8 maja 2018

"To, co najlepsze: Tom 1" Harlan Ellison


Na dzień dobry muszę pochwalić wydawnictwo Prószyński i S-ka za wydawanie tych olbrzymich cegieł omnibusów. Trzytomowa Urszula Le Guin wygląda tak, że dałabym się za nią pokroić, a pierwszy tom opowiadań Ellisona urodą jej nie ustępuje. Znacie w ogóle Ellisona? Przed czytaniem zajrzałam sobie do biblionetki, żeby sprawdzić, czy przewinął mi się przez ręce. Owszem, przewinął. W antologii "Piekło jest miejscem bardzo intymnym" (źle ją wspominam), a także "Droga do science fiction: Tom 3: Od Heinleina do dzisiaj" i "Arcydzieła: Najlepsze opowiadania science fiction stulecia". To wszystko jednak było dawno, słabo je pamiętam, a Ellison jakoś nie zapisał się w mojej pamięci. Trzeba było takiego mocnego uderzenia, jakim jest tom opowiadań tego autora. 



Opowiadania zebrane w tym tomie są pogrupowane w działach ciekawie zatytułowanych, np. "Nowa przebrzmiała religia", "Na noże z demonami" czy "Technologia rokoko". No dobra, są i tytuły mniej fikuśne: "Światy strachu", "Strachy miłości" bądź "Dźgnięcie wesołości".
Najpierw jednak trzeba przebrnąć przez teksty bardzo młodego autora, nieporadne, ale niepozbawione wdzięku. Dalej już mamy wszystko: opowiadania grozy, science-fiction, autobiograficzne.

Powiem szczerze, że największe wrażenie zrobiły na mnie teksty, w których Ellison odsłania samego siebie. Opowiadanie gdzie opisuje swoje uwięzienie i przeżycia z tym związane("Katakumby: fragment Memos from Purgatory"), inne, o pogrzebie matki ("Moja matka"), czy kolejne, o przyjęciu, na którym rozmawiał tak szczerze, jak jeszcze nigdy w życiu, z nieistniejącym człowiekiem ("Zmęczony starszy pan"), wywarły na mnie olbrzymie wrażenie. Och, wiem, to jakie to trywialne zdanie, takie okrąglutkie, blogowe, używane i nadużywane: "coś wywarło na mnie olbrzymie wrażenie". Tylko jak inaczej oddać stan ducha podczas czytania, kiedy to otwierałam szeroko oczy (czasem opadała mi szczęka), marszczyłam brwi, mamrotałam pod nosem "to niemożliwe" albo "to przecież straszne, okropne!", no jak? Naprawdę zwykle tego nie robię. Bezceremonialny, czasami obcesowy, czasami szokująco szczery Ellison potrafi celnym kopem wysadzić z ciepłego gniazdka szczęśliwego życia.
Co za siła bije z tych opowiadań! Nie wszystkich, oczywiście, na szczęście. Gdyby wszystkie były takie, czytelnik by padł pod naporem tej prozy i długo się nie podniósł.

No dobrze, a co z opowiadaniami fantastycznymi? Są, jakby tak im się uważnie przyjrzeć, mało fantastyczne. Odniosłam wrażenie, jakby autor używał tylko scenografii s-f w celu pokazania tego, co siedzi w człowieku, w środku. A czyż to właśnie nie jest definicją dobrej fantastyki? Sam autor z całą mocą pisze:
"Powtórzę: jedynym tematem, o jakim warto pisać, są ludzie. Ludzie. Istoty ludzkie. Mężczyźni i kobiety, których tożsamość należy stworzyć wers po wersie, pomysł po pomyśle. Jeśli tego nie zrobicie, tekst będzie nieudany". [*]

Wiecie, co jest najlepsze? Ano to, że przeczytałam cały ten ogromny, gruby, kilkusetstronicowy tom od deski do deski - i mam niedosyt. Chciałabym więcej tekstów tego zadziornego, niepokornego, uważnego i bardzo wrażliwego faceta. 
Tom pierwszy "To, co najlepsze" Ellisona jest absolutnie wart przeczytania, a ja już niecierpliwie czekam na tom drugi. 


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Wydawnictwo Prószyński i S-ka.



 "To, co najlepsze: Tom 1" Harlan Ellison, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2018. 
[*] Jw, "Wymowne drżenia i tiki", s. 435 
To, co najlepsze. Tom 1 [Harlan Ellison]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

1 komentarz:

  1. Strasznie niejednoznaczny autor, nieprawdaż? Też czekam na resztę.

    OdpowiedzUsuń