"Wyżej niż kondory" Wiktora Ostrowskiego czytałam szesnaście lat temu i bardzo ze mną współgrała (nie to, że pamiętam po takim czasie, po prostu zajrzałam do notki), dlatego zwróciłam uwagę na komiks.
Juliusz Cezar wysyła do galijskiej wioski nikczemnika imieniem Tuliusz Destrukcjusz.
"Zobaczysz sam, o Cezarze, co to za ohydna kreatura. Ale jaka skuteczna w działaniu! Gdzie się tylko pojawi, rozrzuca kości niezgody i wszystko wokół zielenieje ze złości. To prawdziwy wybryk... Nie! Cud natury!"
Narratorką w powieści jest Georgie, matka Sama, świeżo upieczonego męża. Sam i Lauren pobrali się całkiem niedawno, po wieloletniej znajomości (poznali się w przedszkolu, no coś takiego). Georgie jest happy, młodzi są happy, rodzice młodej mężatki są happy, sama radość. Do momentu tragicznego zgonu Lauren.