poniedziałek, 10 sierpnia 2026

"Jeremi" #1, #2 Jerry Scott, James Borgman


 Dawno, dawno temu zaczytywałam się w komiksach "Calvin i Hobbes", zauroczona zarówno Calvinem, jak i Hobbesem. Krótkie, komiksowe paski (3-4 kadry) ujmowały zwięzłością i humorem.

"Jeremi" jest podobny, chociaż już nie tak ujmujący. Pewnie dlatego, że trudno porównywać rezolutnego kilkulatka z pająkowatym i zblazowanym nastolatkiem. Ten drugi niepokojąco przypomina znanych mi nastolatków, o bogowie, jednego takiego mam w domu!


Jeremi ma rodziców,  którzy rzadko kiedy go rozumieją, ale uparcie kochają i wspierają. Ma też idealnego brata, dzięki któremu samoocena Jeremiego spada do poziomu minus dziesięć. Na szczęście ma też kumpla, który po prostu jest oraz dziewczynę, która nie wiadomo, czy jest jego dziewczyną (status związku: "to skomplikowane"), ale jest.

To paski pełne domowego, szkolnego, ulicznego humoru, czerpanego garściami z życia. Autorzy dbają, żeby nie było za gorzko, żeby było z uśmiechem, żeby było bardzo prawdopodobnie - i to wszystko w jednym pasku (3-4 kadry)! Czasem było zbyt zwięźle, a czasem za prawdziwie. A czasem zżymałam się na usilne spolszczanie niuansów, żeby polski czytelnik pojął jeden czy drugi żarcik amerykański. Teraz już się tak nie robi,  polski czytelnik stał się światowym czytelnikiem.

Przeczytałam dwa zeszyty i stop, więcej nie chcę. Wolę jednak Calvina.

"Jeremi" #1, #2 Jerry Scott, James Borgman, tłumacz Marcin Szeloch, Egmont, 2003.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz