Oooo, Tolkien! Nie ma chyba osoby w literackim światku, która by nie słyszała tego nazwiska. Klasyka! Hm, ta popularność to także za sprawą spektakularnych filmów, nie da się ukryć. Powiem Wam, że pisząc te słowa mam przed oczami półkę z trylogią "Władca pierścieni" i "Hobbitem" w wersji książkowej, a za sobą półkę z trylogią w wersji filmowej (rozszerzonej!). Lubię Tolkiena, jak widać. Jednocześnie jednak nie przebrnęłam nigdy przez "Silmarillion", mimo prób.
Jaki jest więc "Upadek Gondolinu"? Bardziej podobny do "Władcy pierścieni" czy do "Silmarillionu"?
