sobota, 20 maja 2017

"Zgubna trucizna" Katarzyna Kwiatkowska


Istnieją tacy bohaterowie książkowi, którzy mocno zapadają mi w pamięć i sprawiają, że każdą kolejną książkę z ich udziałem witam z niekłamanym zadowoleniem. Tak mam z Alfredem Bendelinem, Cormoranem Strike, a z Janem Morawskim to ja tak mam bardzo.

Jan Morawski, dobrze urodzony młody człowiek, dzięki talentowi do rozwiązywania zagadek kryminalnych zyskuje uznanie w kręgach w których uczciwość jest w cenie: czyli bankowych. Na zlecenie jednego z banków Morawski próbuje rozwiązać sprawę fałszerstwa banknotów. Sprawa ta staje się nagląca dla niemieckich banków, gdyż okazuje się, że fałszerz może podrobić banknoty, których jeszcze nie ma w obiegu! Cóż to byłby za blamaż, gdyby na rynek równocześnie z oryginałami trafiły fałszywki!



Tropy prowadzą Jana do Poznania, stolicy Wielkopolski, a gdy już tam dociera, pada pierwszy trup. Morawski staje się głównym podejrzanym, co trochę utrudnia mu poszukiwania. Być na celowniku Schliemanna (szefa policji politycznej) to nie przelewki. Wcale nie jestem jednak przekonana, czy Morawski za większą niedogodność nie uważa sezonu, w środek którego właśnie się wpakował. Karnawał, kiedy to trzeba bywać na balach, tańczyć z odpowiednimi osobami, konwersować ściśle według ustalonych ram, ubierać się zgodnie z obowiązującą modą... W skrócie: bierze się człowieka i kolanem upycha w sztywne pudełko konwenansów, żeby tylko nie wystawał z żadnej strony.

Janowi nie, ale mnie szalenie się podobała ta sceneria. Odzywa się we mnie wewnętrzna strojnisia i kokietka, która śledzi uważnie stroje i uczesanie innych pań, która chętnie wymienia się drobnymi ploteczkami. Jednocześnie z fascynacją odnotowywałam te wszystkie zakazy i nakazy towarzyskie, stwierdzając, że przyszło mi jednak żyć w lepszych czasach.

Przyznam się, że obserwacja tej właśnie strony belle epoque wciągnęła mnie do tego stopnia, że straciłam z oczu wątek kryminalny! Mylili mi się podejrzani, tropy i wątki, dobrze że głównemu bohaterowi nic się nie pomyliło i pomyślnie doprowadził sprawę do końca. Rozwiązanie zagadki było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Chapeau bas, autorko!

Nie mogę nie wspomnieć o kobietach obecnych w powieści. Jest ich sporo i każda jest wyraźnie zarysowana.  Izabela Boratyńska - kobieta niezależna, pracująca na swoje utrzymanie (i brata przy okazji) inteligentna i sympatyczna. Kolejna dama, Anastazja Nowacka, także inteligentna, ale bardzo przy tym złośliwa i egotyczna. Typowy produkt wychowania w cieplarnianych arystokratycznych warunkach. Zdarzają się dziewczyny bezdennie głupie jak Cecylia Walewska, która jest absolutną gąską, przyznaję, jeszcze takiej nie spotkałem na żywo (pewnie dlatego z takim zainteresowaniem czytam opisy dziewczątek w literaturze) Wreszcie Jadwiga i Henryka Terleckie (matka i córka), kobiety zimne, wyrachowane, skąpe i bardzo przebiegłe. Nastawione w życiu na jeden cel: znaleźć bogatego męża i opleść się na nim jak bluszcz. 
Takie kobiety znane mi są już z lektury rozmaitych powieści Jane Austen, ale Katarzyna Kwiatkowska opisała je na swój sposób, osadzony w polskich warunkach. Dla mnie czytanie o tych kobietach było niewątpliwie pouczające, ale i smutne. Taka to była epoka, że kobiecie było niezwykle trudno stanowić o sobie samej. 

Bardzo cenię powieści Katarzyny Kwiatkowskiej za te właśnie wartości dodane. Kryminał kryminałem, ale ileż tam jeszcze jest oprócz tego niuansów z epoki!  Zwyczaje, stroje, etykieta, poznańskie ulice i budynki, nastroje społeczne -  cała masa szczegółów, które tworzą ten szczególny klimat  książki. Seria o Janie Morawskim ( Konstancji też, choć jej tutaj nie ma) to jedna z moich najulubieńszych serii kryminalnych.

Źródło: parkerpens.net/luckycurve

I jeszcze coś dla pióromaniaków:
"[...] złapał się na tym, że rysuje własne pióro: wiernie oddał zgrabny kształt stalówki z drobnym napisem "Parker Lucky Curve", ale nie był zadowolony ze spiralnego reliefu otaczającego ebonitowy korpus".[s. 83]





I notesomaniaków:
Może taki notes?
"Jan ledwie słuchał. W oszołomieniu patrzył na kartkę: niewielką, kremową, delikatnie liniowaną, z zaokrąglonymi narożnikami. Znał ten papier doskonale, bo od lat notował wszystko w kieszonkowych notesach z takimi właśnie kartkami. [...]
- To chyba z jednego z tych małych czarnych notesów spinanych gumką."[s.310 ]

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak za możliwość przeczytania książki!

"Zgubna trucizna" Katarzyna Kwiatkowska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.

4 komentarze:

  1. Co prawda kokietka ze mnie żadna, ale za to miejsce akcji interesuje mnie zdecydowanie. Zwłaszcza, że recenzja aż kipi od Twoich zachwytów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie książki pani Kwiatkowskiej to mistrzostwo w przygotowaniu do pisania. Aż żałuję, że nie znam bliżej Poznania i nie mogę sobie tych czy innych miejsc "umocować" w przestrzeni.

      Usuń
  2. Tej jeszcze nie czytalam. Ale przeczytam😀

    OdpowiedzUsuń