czwartek, 25 maja 2017

"Bielszy odcień śmierci" Bernard Minier


W górskiej dolinie leży sobie małe miasteczko, obok elektrownia wodna (trochę już przestarzała), niżej instytut psychiatryczny pełen niereformowalnych przypadków, jeszcze niżej opuszczony ośrodek kolonijny. Jest zima, wszystko tonie w śniegu, zimno aż bucha z kart powieści. Nagle zamieszanie: wysoko w górach znaleziono makabrycznie okaleczonego bezgłowego konia. Potem w miasteczku ginie aptekarz, a następnie jego przyjaciel. Wypływają na wierzch grzechy przeszłości. Na śledztwo wpływa obecność w instytucie wielokrotnego mordercy, bezwzględnego i piekielnie przebiegłego, a do tego zamkniętego na cztery spusty. 



Komendant policji Servaz, który prowadzi śledztwo, ma błyskotliwy umysł i chociaż zdarza mu się popełniać błędy, to ostatecznie potrafi wyłuskać prawdę z dostarczonych mu informacji. Niestety, jednocześnie jest tak nudnym i sztampowym policjantem, że ojeju. Rozwiedziony, zapracowany, łypiący okiem na współpracowniczkę, bo na życie towarzyskie poza pracą już nie starcza mu czasu. 

Czego autorowi zabrakło w opisach postaci, to nadrobił scenerią górskiego miasteczka: zmrożone, oblodzone, zasypane lawinami. Biała, biała, biała dolina. Śmierć w takiej dolinie też jest biała i to w odcieniu bardzo białym. Bielszym... ale od czego? Nie podoba mi się ten tytuł. Oryginalny to "Glacé", nic tam nie ma o śmierci.


Uprzedzono mnie, że ten autor umie operować słowem po mistrzowsku,  tworząc klimat zagrożenia taki, że ciarki latają po plecach. Zgadza się! Nie mogłam się oderwać od czytania.
Jednak kiedy zamknęłam już książkę i zaczęłam o niej myśleć, doszłam do wniosku, że autor bardzo zręcznie skleja w jedną całość motywy znane i wcale nie odkrywcze: seryjni mordercy, traumy z przeszłości, zemsta, przestępstwa seksualne, machlojki finansowe. Zgarnął to wszystko autor do jednego worka,  jak klocki rozsypane po dywanie, a następnie powyciągał, poustawiał jak lubi, tworząc stabilną konstrukcję, a potem oplótł siecią słów ze zręcznością sztukmistrza.  Znakomicie mi się to czytało, nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że pisał to bardzo sprawny rzemieślnik, nie artysta. Co nie zmienia faktu, że to świetny debiut. Świetny! 

No i ta zima. Lubię zimę w literaturze, ot co.

"Bielszy odcień śmierci" Bernard Minier, przełożyła Monika Szewc-Osiecka, Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2014.
Bielszy odcień śmierci [Bernard Minier]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE 

1 komentarz:

  1. Zachwyciła mnie ta książka, choć kolejne już nie tak bardzo. A ostatni tom to już ani trochę.

    OdpowiedzUsuń