wtorek, 13 czerwca 2017

"Tajemnicza śmierć Marianny Biel" Marta Matyszczak - przedpremierowo!


Wiecie, dlaczego zapragnęłam przeczytać tę książkę? Bo ma w tytule imię mojej córki! Co prawda w nieco negatywnym kontekście, ale nie szkodzi, Marianna to Marianna. Jakby tego było mało, w powieści odnalazłam też imię Róża -  a tak moja Marianna ma na drugie imię. Co za zbieg okoliczności! Zaciekawiło mnie też to, że akcja toczy się w Chorzowie, czyli dwa rzuty beretem od Piekar Śląskich. Co prawda nie urodziłam się na Śląsku, mieszkam tu jednak na tyle długo, że zżyłam się z tym miejscem i nawet trochę rozumiem gwarę, choć mówić nie potrafię.
Tego wszystkiego, co wyżej wymieniłam, jest w książce dużo. Dużo Marianny, dużo Róży (Róży to nawet bardzo dużo), dużo Chorzowa. Do tego dużo zagadek kryminalnych, dużo Gucia i dużo retrospekcji.


W Chorzowie na ulicy 11 Listopada stoi kamienica, w której jest sześć mieszkań. Do jednego z nich właśnie wprowadza się Szymon Solański, były policjant, obecnie prywatny detektyw, facet po przejściach, szorstki i oschły, ale z sercem po właściwej stronie. Razem z nim sprowadza się Gucio, czystej rasy kundel trójnogi, właśnie wzięty ze schroniska. Zaraz po zajęciu mieszkania Szymon zwiedza piwnicę i odkrywa tam mocno już "zleżałe" zwłoki. To Marianna Biel, była aktorka i mieszkanka tej kamienicy. Policja oczywiście podejmuje czynności śledcze, jednak jak szybko je podejmuje, tak szybko je kończy, orzekając, że był to nieszczęśliwy wypadek.

Szymon nie zgadza się z tym orzeczeniem i zaczyna na własną rękę szperać i szukać winnego. Pomaga mu sąsiadka z dołu, Róża oraz oczywiście Gucio, na którego węchu można polegać. Muszę stwierdzić z uznaniem, że to prywatne śledztwo to prawdziwy rollercoaster. Ileż tam się dzieje! Tajemnicze postacie uciekające w ciemnościach, szperanie w archiwach, wizyty w piwnicy, burzliwe rozmowy z lokatorami kamienicy. Wszystko to jest napakowane humorem w wydaniu, który bardzo lubię: dyskretnym, sytuacyjnym, z rzadka rubasznym. Wyjątkową rolę odgrywa w powieści gwara śląska, nadając niepowtarzalnego klimatu pewnym dialogom. Nie ma ich za dużo, bo tylko jedna mieszkanka kamienicy potrafi "godać", ale to nic nie szkodzi. Liczę na to,  że w kolejnej powieści pani Marty będzie tego ciut więcej.

Wspomnę jeszcze o dwóch aspektach, które sprawiają, że ta książka nie naśladuje żadnej i jest oryginalna i wyjątkowa. 
Po pierwsze: narratorem jest Gucio. Tak, ten sponiewierany nieco życiem pies nadaje tempo, relacjonując wydarzenia z niewątpliwie ciekawej perspektywy psiego nosa.
Po drugie: osoba Szymona sama w sobie nie jest jakoś specjalnie oryginalna, bo takich smutasów, byłych czy obecnych policjantów, złamanych życiem czy pracą jest w literaturze kryminalnej na pęczki. Jednak ku mojemu zaskoczeniu autorka postanowiła pogłębić portret Szymona, pokazując jego relacje z rodzicami. To raczej rzadkie w kryminałach, wiecznie tylko te żony przeważnie byłe, czy dzieci z pretensjami, a tu proszę, rodzice (z  rodzimej literatury to tylko mamusię Karbolka pamiętam). To oni mają problemy, ojciec Szymona jest alkoholikiem w stadium takim, że wymagana jest zdecydowana interwencja. Dobrze, że autorka porusza ten temat, bo to bardzo ważny temat. Wiecie, ile rodzin cierpi z powodu alkoholizmu? Mnóstwo (tu miała być jeszcze mała osobista dygresja, ale wyleciała, piszę o książce w końcu, nie o sobie). 

Jak się kończy książka, zdradzić nie mogę, chyba tylko to, że Szymonowi udało się dowieść, iż śmierć Marianny Biel nie była przypadkowa. Udało mu się też wskazać sprawcę, choć nie było łatwo ze względu na mnogość tropów i poszlak.

Marta Matyszczak napisała książkę bardzo dobrą. Brawurowo poprowadzona fabuła, wyraziści bohaterowie i oryginalny narrator. Język i styl bez zarzutu, to się naprawdę świetnie czyta! Znakomity debiut, mówię wam!

Jedynie w dwie rzeczy ciężko mi uwierzyć, bo zdają się zbyt naciągane. Podziemne tunele pod Chorzowem i znicze grające melodię "Wstań, powiedz, nie jesteś sam". Nie, to nie może być prawda. 


PS. Mówi Gucio, gdy Szymon i Róża kłócą się o książki:
"Gdyby dali mi do przeżucia jedną czy drugą książkę, tobym im zaraz powiedział, która lepsza. Już nie musieliby się biedzić z tymi swoimi recenzjami godnymi blogerek z gimnazjum, piszących zarówno o książkach, jak i o tajnikach makijażu".[*]
He he.

 
 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu, a autorce za przemiłą dedykację.
---
"Tajemnicza śmierć Marianny Biel"  Marta Matyszczak, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017, s. 186.

6 komentarzy:

  1. Zachęciłaś mnie, będę się rozglądać za tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro są monetowo-wrzutowe automaty ze zniczami, to i taka grająca anomalia by mnie nie zdziwiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie z taką melodią! Zresztą, w ogóle nie! To niemożliwe. :)

      Usuń