sobota, 3 czerwca 2017

"Helisa" Marc Elsberg


Czasem wpadam w ciągi czytelnicze. Jak przeczytam książkę o apokalipsie, to zaraz się rozglądam za następną; jest faza na kryminały retro - czytam jeden za drugim. "Helisę" załadowałam do czytnika zaraz po przeczytaniu dwóch tomów trylogii "MaddAddam", w której poruszane są zagadnienia inżynierii genetycznej oraz jej wpływu na historię ludzkości. Byłam ciekawa, co przedstawi  mi Marc Elsberg.



Narracja w tej powieści rozbita jest na trzy wątki. Pierwszy to historia bezdzietnej pary, która decyduje się na zapłodnienie pozaustrojowe, widząc w tym ostatnią szansę na posiadanie potomka. Drugi wątek to tajemnicza śmierć bardzo ważnego amerykańskiego polityka i wszczęte w związku z tym śledztwo. Trzeci, z pozoru w ogóle niepowiązany z poprzednimi, to odkrycie w różnych rejonach świata genetycznie zmodyfikowanych roślin i zwierząt. Drugi wątek szybko łączy się z pierwszym, FBI, tropiąc zabójcę polityka, trafia do ekskluzywnego zamkniętego osiedla, które okazuje się miejscem, gdzie wytwarza się i wychowuje superdzieci. Nowoczesne, jak mówią lekarze i genetycy. Dochodzi do konfrontacji i szturmu na ośrodek, w którym oprócz kadry i dzieci jest też mnóstwo "zwiedzających", czyli przyszłych rodziców będących przed wyborem: mieć dziecko nowoczesne czy klasyczne.

Prowadząca rządowe  śledztwo Jessica Roberts początkowo myśli, że jej przeciwnikiem są naukowcy, w tajemnicy przed wszystkimi generujący pokolenia dzieciaków supermanów. Szybko się jednak okazuje, że naprawdę niebezpieczną stroną w tym konflikcie są dzieci.  Te podrasowane, wyjątkowo inteligentne, błyskotliwe i szybkie.

W tym właśnie momencie książka mi się rozwarstwiła. Część bardziej mnie interesująca, czyli kwestie socjologiczne, społeczne, filozoficzne, moralne i tym podobne zostały nieco zepchnięte na dalszy plan. Gdzieś tam jakaś rozmowa w tle między dzieckiem nowoczesnym a zwyczajnym rodzicem,  jakaś debata naukowców, z której nic nie wynika. Ech, jak w życiu, gadające głowy potrafią rozmydlić każdy problem i nie dojść do żadnego sensownego wniosku.
Zdecydowanie pierwsze skrzypce w książce gra motyw ucieczkowo-pościgowy. Jedni uciekają, drudzy ich gonią i trwa sobie ta ciuciubabka pomiędzy superinteligentnymi dzieciakami a wyszkolonymi siłami rządowymi. Dla nadania odpowiedniej dramaturgii pościgowej plącze się gdzieś fiolka z Nader Groźnym Wirusem (oczywiście szklana, bo przecież czytelnik musi wiedzieć, że jak to cholerstwo upadnie i się stłucze to będzie ogólnoświatowy kataklizm).
A Jessica co trochę wzdycha "to przecież tylko dzieci", co w kontekście tego, że te dzieci były w stanie porwać i uprowadzić helikopterem panią prezydent USA staje się wręcz śmieszne.

Jako książka sensacyjna "Helisa" sprawdza się świetnie, może nawet aż za bardzo. Podczas czytania nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że to niemal gotowy scenariusz filmu: te wszystkie sceny pościgu, zwroty akcji, ba, nawet przelotne prawie romanse -  to wszystko jest takie medialne, takie filmowe, takie na wskroś amerykańskie. Miałam jednak nadzieję na coś innego: pogłębioną analizę realnego zagrożenia, czyli manipulacji genetycznych na szeroką skalę. Trochę mi tego zabrakło, a może rozpuściła mnie pani Atwood pod tym względem?

Źródło: multitrack.pl
Lektor chyba też dołożył cegiełkę do mojego rozczarowania. Pan Jakub Wieczorek głosem nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia. Owszem, poprawna dykcja, ale czasem nadmiernie ściszał głos, przez co umykały mi niektóre kwestie. Poza tym głos ma nieco bezbarwny. Nie mam wątpliwości, że na ten odbiór miał wpływ wcześniej słuchany audiobook czytany przez Krzysztofa Gosztyłę, prawem kontrastu pan Wieczorek wypadł nieco gorzej. 

Za możliwość wysłuchania książki bardzo dziękuję Bibliotece Akustycznej.

"Helisa" Marc Elsberg, tłumaczyła Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, czyta Jakub Wieczorek, Biblioteka Akustyczna, Warszawa 2017.

4 komentarze:

  1. Dla mnie osobiście książka była mdła i przeszła trochę bez echa. Liczyłam na sensację, podekscytowanie, a poza przegadaniem nie było w książce nic co by mnie w jakiś sposób urzekło. Kolejne czytadło z kategorii "było minęło".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sensacji dla mnie było sporo... no właśnie, jednak mało głębi pod tym płaszczykiem sensacji.
      A podobno inna jego książka, czyli "Blackout" jest lepsza, czytałaś?

      Usuń
    2. Miałam zaczynać od "Blackout", ale jakoś pierwsze napatoczyła się "Helisa". Ale też słyszałam wiele dobrego o tej książce wiele dobrego i pewnie się w przyszłości skuszę. ;)

      Usuń
    3. Ja też, bo koleżanka wyrażała się bardzo entuzjastycznie i trochę mnie zaraziła. Ale, jak już, wybiorę wersję papierową, nie audio ;)

      Usuń