Doczytałam do strony 42 i przysięgam, że kompletnie nie wiem, o czym czytałam.
Poza tym te kilkadziesiąt stron czytałam na raty, z trudem i bez przyjemności. Dlaczego? Przecież Pilch nie pisze jakoś odstręczająco czy dziwacznie. Ładne, okrągłe zdania, może nawet zbyt okrągłe:
"Czarniawy kanalarz wyjątkowo nikczemnego wzrostu śpi kamiennym snem na stojącym pod dyżurką łóżku, lucyferycznie smolisty zarost, monarchicznie zmierzwiona czupryna i imperialne zaniedbanie cielesne pozwalają na domysł, iż być może nie jest to zwykły szeregowy kanalarz, może to jest ktoś znaczny, ktoś wysoko w kanalarskiej hierarchii stojący, może nawet jest to - kto wie - sam król kanalarzy".*
Omatkozcórkąisynem. Pilch upaja się formą, rozmienia na drobne w gąszczu słów, a czytelnikowi, czyli mnie, nic w głowie nie zostaje.
Niech Pilch pisze na zdrowie, ja na szczęście nie muszę tego czytać.
P.S. Cytat z "Babuni" Deghelta:
"Dostrzegała, że niektórzy, celebrując swoje pisanie, nie zauważyli, że ich historie nikną za zimnym pięknem starannego, lecz pozbawionego duszy języka".He he.
![Bezpowrotnie utracona leworęczność [Jerzy Pilch] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
---
* - "Bezpowrotnie utracona leworęczność" Jerzy Pilch, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, s.14
