W tym miesiącu grupa ŚBK pisze o - cóż za zaskoczenie - książkach.
Ale uwaga - mamy napisać o przykurzątkach czyli wyrzutach sumienia patrzących z półki z książkami. Wiecie, kupione, dostane, wygrane, wymienione książki, które zawsze odsuwa się na bliżej nieokreśloną przyszłość, bo zawsze jest coś innego, bo od wydawnictwa, bo terminy w bibliotece gonią, bo pożyczone trzeba oddać. Własne zawsze są na szarym końcu kolejki, bo stoją na półce, jeść nie wołają, mogą poczekać.
Wypiszę tu kilka pozycji, które patrzą na mnie z największym wyrzutem.
Na pierwszym miejscu jest "Powstający Prometeusz" R. A. Wilsona (kojarzycie "Illuminatus"? to ten sam gość). Książka otrzymana od przyjaciela w dniu ślubu. Zapewne jest bardzo mądra, ale jeszcze tego nie sprawdziłam.
Drugie miejsce to "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk. Kupiłam na targach książki w Krakowie, jak tylko się ukazała, czyli w 2014 roku. Jeszcze jej nawet nie otworzyłam.
Trzecie miejsce "Portal zdobiony posagami" Huberatha zdobyłam na fincie i odkąd zdobyłam, tak leży. A przecież Huberatha bardzo, ale to bardzo cenię. No i czemu mi to leży, hę?
Kolejne pozycje, już nie będę numerować miejscami.
"Upał" Ciszewskiego wzięłam po przeczytaniu serii www i też nie tknęłam. "Rakietowe szlaki szósty tom" mam z wymiany książkowej ŚBK, jednej z pierwszych. Leżą. Wygrana u kogoś Uczta Wyobraźni czyli "Portret pani Charbuque; Asystentka pisarza fantasy" J, Forda leży. A komiks "Jesteś moją matką?" Alison Bechdel kupiony na Śląskich Targach Książki to nawet nie jest odpakowany z folii...
"Logikomiks" zaczęty i porzucony, matko kochana.
Z Powergraphu taki wielki stos kiedyś kupiłam: Kańtoch, Kosik, Zbierzchowski, Szostak. Teraz dopiero napoczynam, wzięłam antologię "Science fiction".
Trylogia VanderMeera ("Unicestwienie", "Ujarzmienie", "Ukojenie") zaczęta, tylko pierwszy tom przeczytałam, reszta stoi nietknięta. Szekspira dwa wielkie przepiękne tomy kupiłam sobie, bardzo zadowolona z ceny. Będę czytać, mówiłam sobie. Taaak.

Miało być kilka, no to jest. A, niech tam, policzyłam. Siedemdziesiąt książek bardzo szacunkowo licząc (w tym są te wymienione wyżej). Duuużo.
A wy macie takie książki, co już od dawna czekają na waszą uwagę?
Hah, w moim przypadku "Księgi Jakubowe" są jako wyrzut może nie namacalny, bo fizycznie książki nie posiadam, ale gdzieś tam uwiera mnie myśl, że jej nie czytałam, a bardzo chcę -_-
OdpowiedzUsuńO, to może ja Ci ją pożyczę? Będzie wtedy na Ciebie patrzeć, a nie na mnie? :D
UsuńTak mało masz wyrzutów? [tu liczę, że Cię pocieszyłam, mam na myśli 70] U mnie do przeczytania na półce czeka jak nic pół tysiąca. Bo faktycznie musiałam je mieć a teraz coś jest ważniejsze, ale dzięki kilku wyzwaniom dzielnie po nie sięgam i zaczęło ubywać w dziale nieprzeczytane :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia w czytaniu przykurzątek!
O żesz ty orzeszku. To naprawdę porobiłaś zapasy, aż mi się buzia otworzyła :) Ale dobrze, dobrze, masz zapasy, jakby co, na kilka zim stulecia :D
UsuńPięćset, no no.
Ja się przyznam, że szacowałam na około setkę, ale z drugiej strony liczyłam naprawdę zgrubnie i w ogóle nie doliczyłam audiobooków i ebooków.
No wiesz, jak będzie zima stulecia to żaden listonosz ani kurier nie dotrze z zapasami :P
UsuńTak sobie teraz pomyślałam, że może z tym 500 to przesadziłam, ale jakiś czas temu jak liczyłam tak pobieżnie to było ponad 400... a przecież cały czas przybywa... No i nie wzięłam pod uwagę ebooków.
Także myślę, że i u Ciebie będzie więcej :)
Ja mam około trzystu wyrzutów sumienia:) Po trochu zaczynam je na szczęście odkurzać.
OdpowiedzUsuńTo życzę powodzenia. A nie masz tak, że co sobie trochę poczytasz, to przybywają zaraz nowe?
UsuńTokarczuk sobie obiecuję, bo głośna a ja nie znam nic, ale ciągle się odwleka, a moje ciekawość co do niej chyba zaczyna powoli wygasać.
OdpowiedzUsuńMoże to i lepiej? Jak się coś czyta na fali aktualnych zachwytów, to ma się ciut wygórowane oczekiwania. Książka nie do końca spełnia te oczekiwania i jest żal.
UsuńJa mam całkiem sporo. Wyrzutów sumienia nie mam, ale mam plan, żeby zmniejszać stosiki, jak zmniejszę kolejki książek pożyczonych. :)
OdpowiedzUsuńPożyczonych też mam sporo i wcale ich tutaj nie ujęłam. :)
UsuńSwoich na oko mam więcej niż pożyczonych. ;)
Usuń"Księgi Jakubowe" to jedna z pozycji na mojej liście: bardzo, ale to bardzo chcę przeczytać. Powstrzymuje mnie tylko rozmiar, bo aktualnie czytam w biegu, w komunikacji, w wannie i w łóżku trzy minuty przed snem. A mam wrażenie, że przy tej książce potrzeba czasu, spokoju i odpowiedniego nastroju.
OdpowiedzUsuńNa pewno nie nadaje się do czytania w tramwaju, bo za duże. :)
UsuńCo do reszty nie wiem, nie wypowiem się, bo nie zerknęłam. Ale czasem jest tak, że książka zagarnia mnie do swojego świata nie bacząc na to, ile mam czasu i nie zwracając uwagi na moje skupienie. Jakoś sobie z tym radzi. Ale to musi być naprawdę dobra książka :)
Ba! Co najmniej 1/4 mojej biblioteki to książki, które od dawna czekają na swoją kolej;) Ale nie traktuję je jako wyrzuty sumienia, bo i po co? Wiem, że przyjdzie czas, to po nie sięgnę, tak się dzieje od zeszłego roku - "odkurzam" zalegające na moich półkach książki, które czekały kilka lat, jak np. "Nakręcana dziewczyna", "Tajemniczy ogród".
OdpowiedzUsuńO, no patrz, co za zbieg okoliczności, "Nakręcaną dziewczynę" właśnie przeczytałam.
UsuńPrezentujesz zdrowy punkt widzenia :)
O, widzę, że Księgi Jakubowe to powszechny przykurzątek ;-) Ja ich nie mam, ale egzemplarz biblioteczny i pokurzył, pokurzył i odszedł...
OdpowiedzUsuńTa książka wywołała swego czasu spore zainteresowanie. :)
UsuńWszystkie tzw. poważne książki. Bo ciągle człowiek rozkojarzony, zmęczony, za mało skupiony i sięga po pulpę i sięga. A tu Zimbardo leży, Runciman trzy razy zaczynany, pierwszy tom dzienników Mrożka odłogiem, Bobkowski dojechany tylko do momentu jak porzucił rower. I tak dalej i w ten deseń :(
OdpowiedzUsuńNo właśnie, na poważne trzeba skupienia, więcej oddechu, przestrzeni mentalnej.
UsuńŻe tak to trywialnie ujmę - nie pasuje mi czytanie "Ksiąg Jakubowuch" w kibelku. ;)
Jeśli nie przeczytasz Alison Bechdel, to Ci ją ukradnę. Taka dobra komiksowa autorka i czeka! Czytałam "Funhome. Tragikomiks rodzinny" i jestem zachwycona. Chętnie poznałabym i tę kontynuację. Jeśli magicznie zniknie Ci z półki, to moja sprawka ;).
OdpowiedzUsuńNie kradnij, nie kradnij, obiecuję, że przeczytam :)
Usuń