niedziela, 25 października 2009

"Festung Breslau" Marek Krajewski


Opis z Merlina:
Wrocław, wiosna 1945 roku. Sześćdziesięciodwuletni, zawieszony w obowiązkach oficer Eberhard Mock prowadzi prywatne śledztwo w sprawie zabójstwa pasierbicy znanej antyfaszystki. [...] Festung Breslau to mistrzowsko skonstruowany kryminał, czerpiący z najlepszych tradycji gatunku, niebanalny i zaskakujący. Znakomity język współtworzy zagadkowy nastrój, trzymająca w napięciu intryga powoli odsłania przed czytelnikami swoje tajemnice, postacie są interesujące i niejednoznaczne. [...] Stali czytelnicy odnajdą w czwartej części cyklu to, co w nim najlepsze, dla nowych stanie się ona z pewnością początkiem lekturowej przygody. 

Jak widać z powyższego, zaczęłam od ostatniej części cyklu. Cóż, to do mnie podobne, nie sugerować się kolejnością. Wnioskując jednak z opisów na Merlinie - trafiłam źle. To znaczy - źle, bo ostatnia książka z cyklu, wcześniejsze może są lepsze. Może. Chyba tego nie sprawdzę, bo to, co właśnie przeczytałam, nie podobało mi się. W zasadzie dokończyłam czytać tylko dlatego, żeby wiedzieć "kto zabił". Wątek kryminalny to jest jedyna rzecz, jakiej krytykować nie mam prawa, bo faktycznie, dobrze zarysowany, dobrze poprowadzony - nie ma co, klasycznie, pięknie.

Ale reszta... Cóż, główny bohater wyraźnie pretenduje do miana chandlerowskiego detektywa, zmęczonego życiem, cynicznego. Tylko na jaki piernik autor z sześćdziesięciodwulatka robi jurnego faceta, regularnie odwiedzającego panienki lekkich obyczajów? Żeby poczytność wzrosła? No cóż, to tylko margines książki, na szczęście.

Dalej - postacie, niby wyraźnie zarysowane, ale i przerysowane. Na siłę udziwnione, może żeby stały się bardziej interesujące? Niejednoznaczne, hehe... jakby autor nie mógł się zdecydować, czy mają być takie, czy siakie. No nie wiem. Mnie nie pasowało.

Język, styl. Och, to było najgorsze. Drętwy, chropawy, zgrzytał mi w uszach, jak czytałam, choć wcale nie czytałam na głos! Od jeszcze w miarę zgrabnych opisów wojennego Wrocławia autor przechodzi do opisów wewnętrznych przeżyć bohaterów (głównie głównego), tak niespójnych, tak cudacznych, tak dziwnych, że aż się gęba krzywi.

Ogólnie - całość mi nie podpasowała. Aż sobie przypomniałam powieść "Maruta" Kazimierza Korkozowicza - też kryminał, też akcja toczy się podczas wojny, a jaka różnica! Niebo i ziemia, naprawdę. I jak "Marutę" polecam wszystkim miłośnikom kryminałów, tak "Festung Breslau" jest chyba tylko dla zapaleńców.


Festung Breslau [Marek Krajewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

2 komentarze:

  1. Można , można być jurnym w wieku sześćdziesięciu lat będąc mężczyzną. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, wyszło w tekście, jak wyszło, a mi chodziło o to, że w książce jest to jakieś obleśne.

    OdpowiedzUsuń