Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Kowalewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanna Kowalewska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 listopada 2010

"Tego lata, w Zawrociu" Hanna Kowalewska (chcę ten dom w Zawrociu!)

Czytam "Tego lata, w Zawrociu" i coś mi nie pasuje. Przerzucam kartki i szukam, a tu tylko wspomnienia o babce, wyrzuty, wspomnienia o matce i ojcu, nostalgia, niesmak, wspomnienia o tym i owym, wspomnienia.

Bohaterka, Matylda, dostaje w spadku dom z ogrodem w Zawrociu. Obejmuje go w posiadanie jakby od niechcenia, bardziej przechadzając się po ogrodzie i rozmyślając o babci niż ciesząc się szczerze z własnego miejsca (chyba mam jej to za złe).
Bo tak naprawdę to nie jest jej miejsce, to wciąż miejsce babki Aleksandry, którą poznajemy bardziej niż Matyldę. Poprzed dom w Zawrociu, poprzez dziennik, który prowadziła, a który czyta Matylda, poprzez listy, poprzez historie przechowywane w pamięciu innych członków rodziny... I dlatego mam taki kłopot z tą powieścią, bo reflektor jest skierowany silnie do tyłu, w przeszłość. Na Aleksandrę. A ja nie potrafię jej polubić, ani nawet zrozumieć. Nie czuję więzi z tą bohaterką. A co dopiero mówić o Matyldzie, o której wiem jeszcze mniej.

Polubiłam za to dom w Zawrociu. Piękny, ze sadem, ogrodem, na uboczu, z szumiącymi brzozami i ze strychem. Do tego cudowna okolica, leśna, polna, z piaszczystymi drogami.
Zabierzcie sobie Matyldę i Aleksandrę z ich problemami i rozterkami, z ich tajemnicami i bólem. Zostawcie mi dom w Zawrociu, a postawię szóstkę.

Ocena: 3/6.

P.S. A motyw odziedziczenia starej willi cudnie i komicznie był opisany w opowiadaniu "Dożywocie" Marty Kisiel w antologii "Kochali się że strach" - i to opowiadanie polecam mocno.

Tego lata, w Zawrociu [Hanna Kowalewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 9 listopada 2009

"Julita i huśtawki" Hanna Kowalewska


To nie jest książka o moim pokoleniu, tylko o pokoleniu ciut starszym niż ja, ale nie przeszkodziło mi to pochłonąć ją w mgnieniu oka. Coś jest w niej takiego, że trudno się oderwać od czytania. Zabieg literacki, polegający na złożeniu w jedną całość mnóstwa małych opowieści, czyli epizodów z życia kilku głównych bohaterów, sprawdził się znakomicie. Chciałam porównać to do puzzli, albo do witrażu, ale w tym porównaniu traci się gdzieś czynnik czasu, następstwo zdarzeń. Lepsze jest przyrównanie do gry w domino, gdzie kostki kładzie się jedną po drugiej i nie można ani skoczyć w bok, ani pominąć jakiegoś etapu w układaniu.

Opowieść o Julicie, Metce, Medyku, Bazylim, Róży, Bąku toczy się zgrabnie od ich narodzin aż do wieku średniego - nie wszyscy doczekają co prawda tego wieku. Opowiada zaś Kola - jeden z nich, tylko że o sobie on milczy, albo napomyka bardzo skąpo (głównie o swojej miłości do Metki).

 Urzekły mnie dwie rzeczy w tej książce: jedna to te zwyczajne wydarzenia, urodziny, szkoła, młodzieńcze miłości, problemy w domu, w szkole... czy ja wiem zresztą, czy tak do końca zwyczajną jest anoreksja czy kazirodztwo, a zdarza się przecież, wcale nie tak rzadko. Drugim promyczkiem w powieści jest magia. Słodka magia dwóch aniołów Julity, dziewczyny, która wyczuwa cudze cierpienie i potrafi pomóc, pocieszyć, wysłuchać. Magiczna Julita nawet po śmierci posyła swoje anioły na ziemię, do swoich bliskich.

Pozazdrościłam jej tych aniołów, ale z drugiej strony, czyż nie mam własnego anioła? Na pewno mam. Pomijając już tego, który właśnie śpi w łóżeczku w pokoju obok, bo ten na pewno ma swojego małego aniołka stróża.

Julita i huśtawki [Hanna Kowalewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE