Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maja Lidia Kossakowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maja Lidia Kossakowska. Pokaż wszystkie posty
sobota, 26 listopada 2016
"Takeshi. Cień śmierci" "Takeshi 2. Taniec Tygrysa" Maja Lidia Kossakowska
Film "Kill Bill" Tarantino oglądałam kilka razy, za każdym razem z niekłamaną przyjemnością. Dlaczego, można by zapytać, przecież tam sama walka: na pięści, na miecze, na noże i na kopniaki z półobrotu. Otóż, to nader dziwne, ale te walki są piękne.
Podobnie piękne są powieści Mai Lidii Kossakowskiej, w całości oparte na kulcie walki, na kulturze samurajskiej i ogólnie czerpiące garściami z Japonii to, co dla niej najbardziej charakterystyczne.
Akcja powieści dzieje się gdzieś na planecie, którą kilkaset lat temu skolonizowano, a potem, no cóż, zostawiono. Na tym polega rola kolonii, że ma sobie radzić sama. Na planecie liczą się dwa kontynenty, Wakuni i Wspólnota Korporacyjna Antilia. Nie są ze sobą w konflikcie, raczej w chwiejnym rozejmie.
czwartek, 2 lutego 2012
"Grillbar Galaktyka" Maja Lidia Kossakowska - karuzela!
Lubię programy kulinarne, Gesslerów, Makłowicza czy Okrasę. Lubię oglądać, jak kroją, siekają, mieszają i dobierają przyprawy. Sama gotuję całkiem zwyczajnie, ale czasem lubię zjeść coś ekstra wyjątkowego, nic więc dziwnego, że się na "Grillbar" oblizywałam od dawna, od momentu, kiedy usłyszałam o jej wydaniu. Po czym z prawdziwą radością kupiłam ją mężowi na urodziny i jak tylko było można, dopadłam i zawładnęłam. Przeczytałam migiem, jak błyskawica i świetnie się przy tym bawiłam.
Hermoso Madrid Iven to szef kuchni w restauracji "Płacząca Kometa". Najpierw mu towarzyszyłam, jak gotował - pff, akurat tylko gotował, szef kuchni ma na głowie wszystko, absolutnie wszystko, personel, zaopatrzenie, menu na dany dzień, kontrole sanepidu, inspekcje unijne, walkę ze szkodnikami i Bóg wie co jeszcze.
Potem mu towarzyszyłam, jak uciekał, oskarżony o zamordowanie pewnego VIP-a. Ucieka przez światy tak różne, że migają przed oczami jak na karuzeli czy w kalejdoskopie (tak to jest, jak się szybko czyta i na dodatek książka jest wciągająca). Hermoso tu i ówdzie gotuje, gdzieniegdzie pracuje w innym charakterze, ukrywa się, nawiązuje różnorakie kontakty, przyjaźnie, śmiga tu i tam w przestrzeni, ogólnie ruchliwy jest jak nie przymierzając rybik w łazience po zapaleniu światła.
Zaawansowane ADHD nie przeszkadza mu jednak w rozwiązaniu zagadki zielonej pożywki/odżywki/śmierdzącej papki, którą Unia Galaktyczna (czy coś w tym guście) chce wepchnąć ustawowo do restauracji i innych podobnych przybytków jako pełnowartościowe i zbilansowanie pożywienie.
Przejechała się rzetelnie Kossakowska po Unii, przy okazji zabierając czytelnika w fantastyczną podróż, czyli właśnie jak na karuzeli. Główny bohater zaś przypomina mi (bardzo bardzo) Jima di Griz, czyli Stalowego Szczura z książek Harrisona.
Dałam się porwać w podróż i bardzo jestem z tego zadowolona.
"Grillbar Galaktyka" Maja Lidia Kossakowska, ilustracje Daniel Grzeszkowicz, Fabryka Słów, Lublin 2011.
piątek, 1 lipca 2011
"Zbieracz burz" Maja Lidia Kossakowska
Kto sieje wiatr, zbiera burzę. Nic więc dziwnego, że jeśli powstał "Siewca wiatru", to pojawił się również "Zbieracz burz". Słabo pamiętam "Siewcę", bo czytałam dawno temu; na szczęście to, co działo się wcześniej, czyli odejście Pana i nadejście Cienia, jest na tyle znacząco zasygnalizowane, że nie trzeba było sobie na gwałt przypominać poprzedniego tomu.
W "Zbieraczu" zresztą chodzi o coś zupełnie nowego. Myślałam, że Antykreator to najgorsze, co mogło spotkać Ziemię (w konwencji powieści M.L.K.), ale okazało się, że nie, że moja wyobraźnia do pięt nie sięga autorce (no, inna rzecz, że raczej się nad sposobami zdołowania ludzkości nie zastanawiałam). Można wymyślić coś jeszcze gorszego - zniszczenie Ziemi. Wcale nie przez siły Zła i Ciemności, a przez Anioła Zagłady - Daimona Freya, Abaddona, i to na wyraźny rozkaz Jasności, a więc Pana (którego co prawda w dalszym ciągu nie ma, ale wiadomości przesyłać może jak najbardziej). Dla Daimona to szok, bo jak można kazać zniszczyć ukochane miejsce Pana, Ziemię pełną ludzi; szok także dla pozostałych archaniołów: Gabriela, Michała, Razjela, Rafała. Lucyfera też to nie cieszy.
Teraz właśnie ostatkiem sił powstrzymałam się od opisania, co było dalej, jak Anioł Zagłady próbuje wypełnić wolę Pana, jak inni próbują go powstrzymać, jak ciągle biedak dostaje baty z różnych stron, jak tłucze innych, jak zdobywa nowych przyjaciół, jak ich traci, na szczęście nie na zawsze...
Niezwykłą mam siłę woli, bo nic nie napisałam, nic nie zdradziłam!
A to, co spotyka Ziemię, jest wyjątkowe i niezwykłe. Jak przeczytacie, to przyznacie mi rację.
Pani Kossakowska umie budować napięcie, zawiązać sprawnie akcję, wodzić trochę za nos czytelnika (ale w sympatyczny sposób), do tego tworzyć krwawe opisy magicznych rytuałów (brrr). Umie też przestawiać świat z powieści oczyma wielu z jej bohaterów. Tak, książka ma wielu narratorów, a każdy z nich przedstawia nam swoje emocje i myśli. Ciekawy zabieg, ale ma plusy i minusy. Plusem oczywiście jest pełny obraz, a minus, przynajmniej dla mnie, to to, że żaden z narratorów nie przedstawia się na początku swojej relacji, a że wszyscy mają myśli rozbiegane i chaotyczne, ciężko mi tak od pierwszego strzała ustalić, kto akurat się włączył. Tak, tak - jak zwolnię tempo czytania, jest mi łatwiej skojarzyć, ale fabuła jest tak wciągająca, że lecę do przodu galopem.
Ociupinkę mi też nie pasował główny bohater, Daimon Frey, skądinąd całkiem sympatyczny, ale nieco schematyczny - Brudny Harry, obowiązkowy, o złotym sercu, brutal, ciągle zbierający cięgi, jak Bruce Willis w szklanych pułapkach. Schematyczny, ale czyż nie kochamy właśnie schematów?
piątek, 9 października 2009
"Zakon Krańca Świata" tom 2 Maja Lidia Kossakowska
To nie jest recenzja w ścisłym tego słowa znaczeniu, nie dowiecie się z poniższych paru linijek niczego na temat bohaterów, treści, wątków. To tylko moje krótkie przemyślenia na temat po skończonej lekturze.
Tom pierwszy czytałam dawno temu, ale z okazji pożyczenia do przeczytania tomu drugiego pozwoliłam też sobie pożyczyć tom pierwszy do przypomnienia. I bardzo dobrze, bo raz: więcej czytania, a czyta się naprawdę dobrze, dwa: ponowne czytanie przypomniało mi bohatera (Lars Bergerson, przydomek Berg), a nie jest on tak charakterystyczny i zapadający w pamięć jak Draco z PLO.
Wiecie, co mi się nasunęło na myśl po zakończeniu książki? Oczywiście to, że trzeba czekać na następny to, by dowiedzieć się, jak ta historia się skończy. Ale nie tylko. Przede wszystkim to, że tak wiele książek przypomniało mi się, gdy już zamknęłam Zakon Krańca Świata.
Przypomniał mi się „Piknik na skraju drogi” Strugackich. Toż Berg to stalker, nikt inny! Wyprawia się do strefy, czyli świata w innym wymiarze, przynosząc stamtąd cuda techniki, pryzy, aby je potem spieniężyć. Grabieżca to stalker.
Przypomniał mi się „Neuromancer” Gibsona. Bo wchodzenie Berga w inną rzeczywistość przypomina surfowanie w cyberprzestrzeni. O, oprócz Gibsona jeszcze „Gamedec” Przybyłka. To samo.
Przypomniały mi się „Kroniki Thomasa Covenanta Niedowiarka”. Bo tak samo jak Niedowiarek Bergerson jest wiecznie zły, skrzywiony, przepełniony gniewem na siebie, a jednocześnie tak wiele od niego zależy. Co prawda u Donaldsona los całej Krainy, a u Kossakowskiej życie jednej dziewczyny, ale i tu i tu - to jest bardzo wiele.
Przypomniał mi się „Inny świat” Tada Wiliamsa. Bo w ZKŚ występują siły natury, zapomniane, szamańskie, potężne.
I co z tego, że przytaczam te książki? Ha, moglibyście sobie pomyśleć, że zarzucam spore zapożyczenia Kossakowskiej, że jej książka jest zlepkiem znanych i już ogranych pomysłów. Wcale nie. To jest to, co mi się odcisnęło z książki we mnie. A skoro odcisnęło się, przywołując to, co mi się podobało (bo wszystkie w/w książki stoją w moim prywatnym rankingu bardzo wysoko), znak, że całość mi się podobała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


