poniedziałek, 17 kwietnia 2017

"Idź i czekaj mrozów" Marta Krajewska


Dlaczego sięgnęłam po książkę Marty Krajewskiej? Właściwie tylko z jednego powodu. Patronowała tej książce i ją polecała Moreni z bloga "Z pamiętnika książkoholika". Zaufałam jej ocenie, ot co. 
"Idź i czekaj mrozów" to książka sięgająca mocno do słowiańskich wierzeń i mitologii. Otóż wymyśliła sobie autorka wioskę w Dolinie Wilków, czyli w środku lasu (skąd jest wszędzie daleko), której mieszkańcy są mocno zdani na siebie. Niebezpieczeństw wokół czyha co niemiara, ale — co na początku dziwi, a potem już nie — mieszkańcy osady nie umierają z przerażenia. Oni z tymi niebezpieczeństwami są oswajani od dziecka, żyją z nimi od urodzenia, a wiedzę o tym, jak ich unikać, wysysają z mlekiem matki.

Cóż to za strachy, zapytacie? Ach! Wąpierze, zmory, wilkołaki, upiory, demony, rodzanice, porońce, rusałki, strzygonie, chmurniki....  Wszystkie przedstawione tak udanie, ze swadą, barwnie, że na czas czytania książki uwierzyłam w nie wszystkie bez zastrzeżeń. A ile się dowiedziałam! Wiedzieliście o mamunach? To duchy samobójczyń i porzuconych, zamordowanych ciężarnych. Mają długie włosy, czarne oczy i długie piersi. O strzygach to chyba każdy wie dzięki wiedźmińskim opowiadaniom. O chmurnikach, a właściwie płanetnikach, uczyłam się w szkole, była kiedyś taka czytanka w elementarzu. Te wszystkie istoty żyjące na kartach powieści jakby nigdy nic sprawiają większe lub mniejsze kłopoty i są czymś, bez czego Doliny Wilków już nie jestem w stanie sobie wyobrazić.

Osią fabuły są losy młodej dziewczyny, Vendy, która jako wychowanka opiekuna wioski, po jego śmierci powoli przejmuje obowiązki zielarza i obrońcy — chociaż wcale tego nie chce. Powoli też na wierzch wypływa wątek miłosny pomiędzy Vendą a Da Wernem, człowiekiem wilkiem, czyli wilkorem (nie mylić z wilkołakiem). Oboje bronią się mocno przed tym uczuciem, ale wiadomo, serce nie sługa. Miłość ta jest tak silna, że przezwycięża nawet śmierć! Choć te okultystyczne, nekromanckie rytuały w ogóle mnie nie kręcą (wręcz odpychają), to rozumiem, że są potrzebne do pociągnięcia dalej fabuły.

Przyznam się, że wiele rzeczy w tej książce wydało mi się znajome, czy to z książek o Tiffany Obolałej, czy z cyklu o Babuni Jagódce. Wynika to jednak ze wspólnych inspiracji i jest całkiem zrozumiałe. Nigdy jednak jeszcze nie czytałam powieści fantasy tak na wskroś słowiańskiej! To jest super i za to należą się pani Krajewskiej wielkie brawa.

Jakieś wady? Oprócz wspomnianego już wskrzeszania to widzę tylko jedną: to pierwszy tom cyklu. A o tym, że jest to pierwszy tom, dowiedziałam się, kiedy książkę skończyłam czytać, z dopisku "Koniec tomu pierwszego".  Żadnej wzmianki wcześniej, na okładce, gdziekolwiek, że ta historia nie jest zakończona.  Trochę granda, co?

 "Idź i czekaj mrozów" Marta Krajewska, Genius Creations, Bydgoszcz 2016. 
Idź i czekaj mrozów [Marta  Krajewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz