poniedziałek, 11 września 2017

"Zbrodnia nad urwiskiem" Marta Matyszczak - przedpremierowo!


Pierwsza książka Marty Matyszczak była świetna! Pamiętam, że gdzieś w odmętach Facebooka dyskutowałam z innymi czytelnikami "Tajemniczej śmierci Marianny Biel" na temat miejsca akcji kolejnego "kryminału pod psem". Chorzów już był, padła propozycja Bytomia, a  ja rzuciłam Piekary Śląskie, bo tam mieszkam. Autorka jednak wywinęła się nam wszystkim i wysłała bohatera do Irlandii.

Dlaczego aż tak daleko? Ot, praca! Zlecenie jest zlecenie, a jeszcze, gdy jest dobrze płatne... Szymon Solański jedzie więc do Irlandii, aby znaleźć wnuczkę zleceniodawcy. Detektyw bierze starą Skodę, bierze Gucia pod pachę i bierze się do roboty. Odnosi sukces właściwie już na początku wyprawy, bo znajduje dziewczynę od razu, tylko że, niestety, martwą. Szkoda wielka, że nie poznaliśmy Kasi, ale z drugiej strony: nie byłoby kryminału bez trupa. O czym by tu napisać, żeby nie zdradzić za dużo?... Napiszę może o tym, jak bardzo autorka zawęziła Szymonowi rejon poszukiwań mordercy.


Irlandia jest wyspą, ale nie jedną. Szymon trafił na maleńką wysepkę Inishmore, gdzie mieści się kilkanaście domów, pensjonat, pub, sklep, bank i to było z grubsza tyle. Istotne jest także to, że detektyw trafia na wysepkę podczas sztormu, który kompletnie odcina wyspę od świata (rozumiecie, klasyczny zamknięty pokój). Toteż wiadomo, że morderca jest w zasięgu ręki. 

I kto go szuka? Oczywiście Gucio! Tak, to on ma najlepszy węch w tym całym towarzystwie. Gucia w  tym tomie jest jakby więcej, chyba to dobrze, bo dzięki temu więcej faktów początkowo utajonych zostaje wyciągniętych na światło dzienne. Za to Szymon, zdaje mi się, mniej się przykłada do śledztwa, tak jakby warunki zastane na miejscu mocno go oszołomiły. Warunki są takie: wyspa odcięta od świata, ulewy i wichury, prąd z generatorów wyłączany wieczorem, a jakby tego było mało, jest jeszcze Róża. Tak! Ogromny zbieg okoliczności i pomieszanie z poplątaniem, bo [tu następuje długie zdanie o tym, czego dowiecie się po przeczytaniu książki, ja chyba z ekscytacji chciałam zdradzić za dużo].

Odrobinę jestem rozczarowana prowadzeniem intrygi kryminalnej w "Zbrodni...", bo albo ja za nią nie nadążałam, albo ona za mną (za szybko czytam, a za wolno dedukuję). Albo też po prostu jest bardziej chaotyczna i skokowa. Na szczęście akurat w przypadku tej książki nie bardzo mi to przeszkadzało. Z trzech powodów.

Powód pierwszy to Gucio, który wyrabia się jako detektyw, więcej zauważa i kojarzy. Byłam coraz ciekawsza, co odkryje. Drugim powodem jest wyspa. Wyrzućcie z umysłów obraz zielonej Irlandii, pełnej przyjaznych, uśmiechniętych ludzi. Tu jest zimno, mokro i wieje. Jednym słowem, a właściwie dwoma: pizga złem. Do tego wyspiarze: Polak pijaczek, właścicielka pensjonatu kombinatorka, policjant (mimo że rudy) tchórzliwy i leniwy. Każdy ma coś za uszami, każdemu więc przyglądałam się z uwagą, próbując wpasować go w rolę mordercy. Trzecia rzecz to listy. Och jak ja lubię, ubóstwiam wręcz, takie rzeczy w powieściach! Listy, pamiętniki, testamenty, rękopisy pisane dawno lub bardzo dawno temu, zagubione, odnalezione, pieczołowicie przechowywane, czytane i oglądane. Sama bym chętnie takie odnalazła, czytała i oglądała, po czym pieczołowicie przechowywała. 

Podsumowując, zdałam sobie właśnie sprawę, że książkę Marty Matyszczak czytałam nie dla intrygi kryminalnej, ale dla tego kawałka świata w niej przedstawionego. Wyspiarski klimat, świetne scenki z życia, obserwacje na gorąco. Nie dość, że uchwycone w najlepszym możliwym momencie, to jeszcze opisane ze sporą dozę humoru, a humor taki jak lubię, nienachalny i wyważony (żadnego tam wskazywania palcem "tu się masz zaśmiać, czytelniku").

Nie ma chyba na polskim rynku takich kryminałów, pisanych ze
swadą i bez nadęcia, to znaczy może i są, ale ja na takie nie trafiłam. Cieszę się więc, że trafiłam na Gucia i będę wypatrywać kolejnych "kryminałów pod psem". Najbardziej ciekawi mnie, gdzie też los (to znaczy autorka) rzuci Szymona kolejnym razem, bo jak widać "nie zna granic ni kordonów pieśni zew".

Dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu za udostępnienie książki do recenzji, a autorce za piękną dedykację.


"Zbrodnia nad urwiskiem" Marta Matyszczak, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, 2017.

2 komentarze: