niedziela, 5 listopada 2017

"Olga i osty" Agnieszka Hałas


Często czytam książki "autorami", uznawszy, że gdy zapoznam się z dwiema czy trzema powieściami, to już wiem, czego się spodziewać. W przypadku Agnieszki Hałas to zupełnie nie działa. 

"Olga i osty" -  gdy rozmyślam o tej książce, przychodzi mi na myśl przeczytana niedawno powieść Anny Hrycyszyn "Zatopić Niezatapialną",  a dokładnie tytuł. Trudno jest bowiem zatopić coś niezatapialnego, i tak samo trudno jest opisać nieopisywalne. Taka właśnie jest powieść Agnieszki Hałas: doskonale czytalna (tak, wiem, że nie ma takiego słowa), ale mocno nieopisywalna.  Odwołuje się do pojęć i uczuć, które tak są ulotne i delikatne, że trudno je zdefiniować.  


Tak samo trudno zdefiniować Olgę. Kimże ona właściwie jest? Mieszkanką Lublina, korektorką, redaktorką, ledwie wiążącą koniec z końcem. Ma kompleksy i zadry w sercu. Tak, mogę o niej napisać kilka słów, ale tak naprawdę nie wiem, kim jest.  Jak więc podejść do Olgi? Może nie skupiać się na tym, kim jest, tylko na tym, co jej się przydarza. 

Otóż Olga znajduje drogę do Zaświata, gdzie żyją ludzie zajmujący się magią i alchemią, mają dom, krasnoludki pod piecem i nieporządek w kuchni. Tam Olga znajduje pracę jako gospodyni, tam też dowiaduje się o Królowej Ostów. Może żyć równolegle w dwóch światach (choć nie przywiązywałabym się nadmiernie do słowa "dwóch") czerpiąc, co jej potrzebne z obu rzeczywistości.
Oldze przytrafia się także Dominik Budrewicz, artysta grafik o rozchwierutanych emocjach po nieudanym małżeństwie; tyle że on przytrafia się jej na krótko i znika, pozostawiając po sobie dojmującą tęsknotę. I jemu, i jej przytrafia się jeszcze diabeł. Szatan zgodnie ze swoją naturą wodzi bohaterów na pokuszenie, oferując łatwe rozwiązanie trudnych spraw. Czasem mi się zdawało, że człowiek wobec jego propozycji nie ma możliwości wyboru, co oczywiście jest błędem.

Cała ta powieść jest o wyborach dokonywanych w życiu, o konsekwencjach, a także o tym, co może się dziać w głowie po dokonaniu tych wyborów. Odkryłam to dopiero po przeczytaniu i przemyśleniu powieści, wcześniej byłam mocno zajęta poszukiwaniem tego końca sznurka, za który trzeba pociągnąć, żeby się wszystko rozwiązało. Nie, nic z tych rzeczy. Nie ma sznurka, nie ma końca, nic się magicznie nie rozwiązuje.

Przepis na tę książkę jest prosty: należy czytać, delektując się wędrówką przez świat Olgi, gdzie sowy nie są tym, czym się wydają, literackim warsztatem, fragmentami, które nas poruszają. Całkowite zrozumienie przyjdzie z czasem.

Za książkę, i to z autografem, bardzo dziękuję autorce. Ciekawa jestem, w jaką stronę skręci Agnieszka Hałas w kolejnej książce. Bo tego, że będzie to coś zupełnie niepodobnego do poprzednich powieści, jestem prawie pewna. 

"Olga i osty" Agnieszka Hałas, W.A.B, Warszawa, 2016. 

2 komentarze:

  1. Koniecznie muszę sobie sprawić. Koniecznie. "Teatr węży" podoba mi się bardzo, więc chętnie sprawdzę i tę powieść. Zwłaszcza, że tak różna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź, bo znakomicie napisane, polecam z całą odpowiedzialnością.

      Usuń