sobota, 25 września 2010

"Trudna operacja" James White

Trzecia część cyklu o doktorze Conway'u trąci Solarisem. Ale nie ma co się bać, żaden plagiat, to tylko moje luźne skojarzenie. Doktora już znacie, pisałam o nim wcześniej, po przeczytaniu "Gwiezdnego chirurga" - nawiasem mówiąc, tytuł książki nic a nic nie mówi o jej treści, zważywszy na fakt, że cały cykl jest o gwiezdnym chirurgu, to już pod tym względem "Trudna operacja" jest lepsza. Bo to naprawdę trudna operacja, gdy pacjent jest wielkości mniej więcej kontynentu, pokrywa powierzchnię globu grubą, mięsistą masą, ma jamy gębowe jak kratery wulkanu i do tego wszystkiego jest nieprzyjaźnie nastawiony do obcych. I choruje. Jeśli choruje, jest pacjentem i kropka. I nieważne, że do jego leczenia zaangażowane są całe oddziały sił zbrojnych, mnóstwo lekarzy, statki kosmiczne, pojazdy naziemne, masa narzędzi, materiałów, wszystkiego! Należy go wyleczyć za wszelką cenę, nawet gdy podczas tego leczenia giną ludzie. Tu mi się trochę zastopowało czytanie, bo priorytety mi się nie zgadzały: jakże to, władowywać się komuś na planetę z buciorami i leczyć na siłę? A gdzie idee nieingerencji? A, to lemowe idee...


Tak czy siak, wielkie istoty są jak myślące oceany Lema w "Solarisie". Tak trochę.

Ocena: 3,5/6.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza