Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 maja 2023

"Zniknięcie Annie Thorne" C.J. Tudor - audiobook


Spodziewałam się thrillera psychologicznego z  krętą i zawikłaną fabułą, nieoczekiwaną zmianą miejsc i tak dalej.  Takie audiobooki lubię, takie umilają (hehe) mi kilometry pokonywane samochodem. Wszystko było prawie jak należy, tyle że doszedł dodatkowy czynnik, nieoczekiwany, groźny,  mrożący krew w żyłach, bo nieokreślony.

środa, 1 marca 2023

"Abominacja" Dan Simmons


 Książka o górach, o zdobywaniu Mount Everestu, z mocno sensacyjną historią w środku. Zaczyna się absolutnie fantastycznym wstępem, gdzie autor opisuje swoje spotkanie z Johnem Perrym, człowiekiem śniegu, lodu i gór. To górnolotne, ale tak jest, opisywany Perry uczestniczył w wielu wyprawach polarnych, w tym wyprawie ratowniczej, za którą został zesłany niemalże do więzienia. Muszę to  opisać, muszę, bo się uduszę. Admirał Richard Byrd, przebywając w małym lichym domku na stacji meteorologicznej Advance Base, niemalże się tam zaczadził. Perry i inni dotarli do niego z ratunkiem, zaś w "podziękowaniu" admirał nie mogąc znieść, że inni widzieli go w stanie wymagającym ratunku (chora ambicja?), skierował Perry'ego na wyprawę badawczą do tej samej chatki, z której go odratowali.  Cały wic polegał  na tym, że zadaniem Johna miała być obserwacja kolonii pingwinów, które właśnie się wyniosły. Mógł sobie obserwować kamienie.  

niedziela, 10 kwietnia 2022

"Zew nocnego ptaka" Robert McCammon

 


Powątpiewanie - oto co poczułam, gdy przyszła do  mnie przesyłka z książką. Ogromna cegła (ponad 900 stron), którą z powątpiewaniem zważyłam w ręce, po czym z powątpiewaniem stwierdziłam, że nie wiem, kiedy to przeczytam. Jak się okazało, wystarczyło zacząć, po czym doprawdy, nie mogłam się oderwać. 

McCammon z właściwą sobie maestrią kunsztownie buduje świat powieści, po czym natychmiast zagarnia czytelnika do środka. Czasem nawet wbrew jego woli - wbrew mojej woli, muszę to wyraźnie napisać. Broniłam się zażarcie, nie chciałam  tam się znaleźć, w Ameryce roku 1699, pełnej brudu, niebezpieczeństw, błota i niesprawiedliwości. Nie chciałam czytać o świecie, gdzie można spłonąć na stosie za to, że się jest piękną kobietą czy zginąć dlatego, ponieważ jest się posiadaczem kamizelki przetykanej  złotem, na którą padło łapczywe spojrzenie rzezimieszka.  Ach, pamiętacie scenę z kamizelką z filmu "Atlas chmur"? Aż mnie zakłuło, gdy uświadomiłam sobie podobieństwo. 

wtorek, 8 lutego 2022

'Horrorstör" Grady Hendrix


 Interesująca książka! Głównie ze względu na nietypowe połączenie formy z treścią.  Otóż Grady Hendrix napisał  książkę o straszliwych rzeczach  dziejących się w sklepie meblowym do złudzenia przypominającym sklep Ikea. Tu mamy jego amerykańską wersję Orsk - to właściwie cała sieć, ale w powieści skupiamy się na jednej placówce w Cleveland w stanie Ohio. Książka przypomina więc katalog produktów Ikea!

Zaczyna się też nieźle:

"Był świt. Zombie człapały przez parking w stronę wielkiego beżowego klocka na samym końcu".

I  wiadomo, już mamy przed oczami to:


A dalej:

czwartek, 13 stycznia 2022

"Poradnik zabójców wampirów klubu książki z Południa" Grady Hendrix


 Łatwo mnie skusić na książkę, jeśli okaże się, że to książka o książkach, choćby w niewielkim  stopniu. I przepadło, "Poradnik..." powędrował do  mnie. 

Na południu USA, w mieście Charlestown mieszka Patricia Campbell, mężata, dzieciata, nie pracująca zawodowo kobieta prawie czterdziestoletnia. Prowadzi dom, ogarnia męża,  drugie śniadania, zakupy, teściową z demencją i bunt nastoletnich dzieci. Oraz szalenie intelektualny klub książki "Literacka Gildia Mt. Pleasant", który staje się zbyt intelektualny dla Patricii i kilku jej koleżanek. Zaczynają się spotykać, by czytać,  co im się podoba, a nie co jest uznawane za dobre. Biorą na przykład "Dowód miłości: prawdziwa historia pasji i śmierci na przedmieściach", "Morderstwa w Michigan: prawdziwa historia rządów terroru Rozpruwacza z Ypsilanti", "Milczenie owiec", "Sny: umysł Johna Wayne'a Gacy'ego" aż po "Tytusa Andronikusa" Szekspira.

Zatrważające i zachwycające jednocześnie. W całym tym  gadaniu o książkach nie chodzi tylko o książki. Chodzi o poczucie wspólnoty i solidarności oraz przyjaźń łączącą pięć kobiet: Patricię, Slick Paley, Grace Cavanaugh, Kitty Scruggs i Maryellen. 

poniedziałek, 5 kwietnia 2021

"Letnia noc" Dan Simmons - audiobook


 Skusiłam się na audiobooka, zachęcona znanym mi nazwiskiem autora, no i trochę źle na tym wyszłam. Na szczęście tylko trochę. Simmons to niewątpliwie wyjątkowo utalentowany pisarz, rzecz w tym, że "Letnia noc" to rasowy horror, a więc gatunek mocno odległy od moich upodobań. Muszę jednak przyznać, że w miejscach, w których autor nie próbuje straszyć, jest po prostu znakomicie.  

sobota, 29 sierpnia 2015

"Terror" Dan Simmons. Wszyscy zginęli.


Dan Simmons umie pisać i to naprawdę dobrze - piszę to tak tytułem wstępu, jak ktoś nie ma ochoty na czytanie notki, może sobie odpuścić i przejść od razu do czytania książki.

Autor w "Terrorze" wziął na warsztat wyprawę badawczą z 1845 roku. Wyprawa ta miała na celu znalezienie drogi morskiej z jednego punktu na kuli ziemskiej do drugiego punktu.  Że spłycam? Ależ w gruncie rzeczy to do tego się sprowadzało. Tak samo zdobywanie biegunów: chodziło o to, żeby w pewien punkt wbić tyczkę z flagą, najlepiej przed wszystkimi innymi.

Wyprawa statków "Terror" i "Erebus" owiana była tajemnicą. Wypłynęli i zaginęli. Co się z nimi stało? Ze statkami i z załogą? Dan Simmons próbuje na to pytanie odpowiedzieć. Z posłowia (napisanego przez dr hab. Grzegorza Rachlewicza) dowiedziałam się, że przy pisaniu porządnie i rzetelnie podparł się najnowszymi odkryciami i niepodważalnymi faktami. To zaś, czego nie wiedział - wymyślił. Tym sposobem książka zupełnie naturalnie rozdzieliła się na dwie warstwy, wzajemnie się przenikające.

Pierwsza z nich to opowieść o żegludze wśród lodów, pełna dat, nazwisk i szczegółów. Nie twierdzę, że jestem podbiegunowym ekspertem, ale parę książek już czytałam o tych lodowych krainach - i muszę przyznać, że autor bardzo dobrze oddał realia tej wyprawy. Zimno, które zabija, głód, który zabija... chciałam tu rzucić jakimś przerażającym faktem z życia na lodzie, ale to nie tak. Trzeba przeczytać książkę, żeby to poczuć.

Druga płaszczyzna to warstwa nadprzyrodzona. Ludzie z obu statków wciąż mają do czynienia z groźną bestią. Myślałam na początku, że to strach tak wyolbrzymił białego niedźwiedzia. Simmons pewnie chciał, żeby czytelnik tak myślał (tak, ja też się dałam złapać), ale stopniowo pokazuje coraz więcej, sięga do prastarych wierzeń Eskimosów (dziś nazywanych Innuitami) i usiłuje nas przekonać, że to zły duch w cielesnej, namacalnej powłoce. Takie to było dziwne dla mnie, że czytałam z zapartym tchem, choć nie wierzyłam w to, co czytam.

Czy książka odpowiada na pytanie, co się stało z ludźmi ze statków? Właściwie to tak. Wszyscy zginęli. Czy wiadomo, w jaki sposób? Z zimna, głodu, od samobójczej kuli czy zjedzeni przez kamratów? Sprytnie autor pozostawił otwarte wszystkie te furtki. Do tego wymyślił wielką bramę, którą przeszedł jeden z bohaterów powieści, komandor Crozier, bramę równie efektowną, co nieprawdopodobną. Świetne zagranie.

Podobała mi się struktura powieści. Co i rusz narratorem jest ktoś inny z załogi statku. Dzięki temu można poznać punkt widzenia  i oficerów, i zwykłych majtków. Ich marzenia i pragnienia, różne, jak różni są ludzie. "Terror" nabrał dzięki temu głębi. Widzę tu pewne podobieństwo do opowieści  Księdza czy Uczonego czy Żołnierza z "Hyperiona".

Na tle wspaniałej, porywającej powieści jakże blado wypadło posłowie. Nudne i przegadane. Czytajcie je na początku, żeby potem było tylko lepiej. A na koniec (wisienka!) zostawcie sobie zdjęcia i ilustracje. Zwróćcie uwagę na notatkę z 25 kwietnia 1848 roku, podpisaną przez Croziera i Fitzjamesa. Jakby duchy odezwały się do mnie z głębi przeszłości. Przejmujące.

Bardzo dziękuję za książkę wydawnictwu Vesper!

P.S. Zaznaczyłam sobie cudny cytat, ale zamieścił go już zacofany w lekturze, więc dam może inny. Smakowity.
"- Czytałem tego amerykańskiego autora - powiedział Bridgens.
- Jakiego amerykańskiego autora?
- Tego, który podsunął biednemu Dickiemu Aylmore'owi pomysł na niezwykłą dekorację i przez którego Dickie zebrał potem baty. Nazywa się Poe, jeśli mnie pamięć nie myli. Pisze bardzo dziwne, melancholijne i ponure rzeczy, powiedziałbym, że miejscami wręcz makabryczne. W gruncie rzeczy niezbyt dobre, ale bardzo amerykańskie, jeśli wiesz, co mam na myśli. Nie czytałem jednak tego opowiadania, które sprowadziło na nas tyle nieszczęść".*

---
* -  "Terror"  Dan Simmons, przełożył Janusz Ochab, Wydawnictwo Vesper, Czerwonak, 2015, s. 313.


niedziela, 8 września 2013

"Zagłada domu Usherów" Edgar Allan Poe - nie dla mnie te frykasy


Litości, litości, po trzykroć litości. Myślałam sobie, że wstyd nie znać niczego autorstwa tego słynnego pisarza, więc sięgnęłam po "Zagładę domu Usherów". Niestety, doczytałam z trudem opowieść o tym, jak do Rodericka Ushera przyjeżdża jego przyjaciel z dzieciństwa.

Usher jest bliski szaleństwa, a co najmniej rozstroju nerwowego; jego siostra, lady Magdalena, stoi nad grobem, dom ich jest posępny jak czarna noc listopadowa, a przyjaciel przygląda się temu wszystkiemu w osłupieniu i ze zgrozą w oku. Dalej jest jeszcze gorzej. Trupy, wichury, złowrogie krypty, straszliwe wycia, dreszcze, chorobliwe uśmiechy, niewytłumaczony i nieznośny strach - od tego wszystkiego aż się roi na kartach opowieści. Brr.

Całkiem i zupełnie nie dla mnie, rzekłam. No, ale przynajmniej nie mogę już powiedzieć, że Poego nie znam.

P.S. A ta wesolutka, kolorowa okładeczka to niezły żarcik, hehe. 

Zagłada domu Usherów [Edgar Allan Poe]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

środa, 31 sierpnia 2011

"Biała wiedźma" Adam Zalewski - nie przeczytałam, oddam, loteria!


Jedna z niewielu książek, która mnie pokonała. Doczytałam do 85 strony i dalej nie chciałam. Nie chodzi o to, że nudna, że źle napisana, że bez intrygi - nic z tych rzeczy, absolutnie!

Zaczyna się od przedstawienia czytelnikom głównego bohatera, architekta Johna Adamsa, człowieka, który po niejasnej chorobie psychicznej przenosi się wraz z żoną z miasta na wieś. I proszę, od razu niesamowite sceny straszące czytelnika: dziwne odcięte nieistniejące ręce, wycie w lesie wywołujące gęsią skórkę. A tuż potem morderca psychopata zarąbujący w barze Erniego, przyjaciela Johna. Za mało krwi?  Nie za mało, bo zarąbane są też dwie przypadkowe klientki baru.

Wytrzymałam to, wytrzymałam pogrzeb (pamiętajcie, że morderca zawsze przychodzi na pogrzeb swojej ofiary), ale kiedy już nie wiedziałam, czy spodziewać się bardziej kryminału, czy horroru, przerwałam czytanie. Otworzyłam na chybił trafił książkę w środku i przeczytałam fragment o dręczeniu Indian przez okrutnych osadników (dawno temu).Klątwa? Więc horror. Nie chcę horroru, toteż oddam w dobre ręce.

Kto chciałby przygarnąć "Białą wiedźmę", niech da znak w komentarzu. Czas jest do końca piątku, życzę powodzenia :)

"Biała wiedźma" Adam Zalewski , RedHorse 2008.

środa, 19 stycznia 2011

"Najgłupszy anioł" Christopher Moore (ale kicha)

Po "Baranku" byłam pełna optymizmu co do pozostałych pozycji tego autora, toteż bez wahania sięgnęłam po "Najgłupszego anioła". No i to był błąd. I wcale nie chodzi mi o to, że to jest zła książka, tylko że to książka kompletnie nie dla mnie.

Anioł nie grzeszący rozumkiem, za to wyglądający jak superbohater kina akcji, zostaje zesłany czy tam powołany na Ziemię, by naprawić swój błąd sprzed dwóch tysięcy lat. rzeczona naprawa ma polegać na tym, że anioł spełni życzenie dziecka, wybranego... eee... dowolnego dziecka. Jakie się akurat napatoczy aniołowi.
Problem polega na tym, że to konkretne dziecko widziało, jak ktoś łopatą zatłukł Mikołaja (swoją drogą, w Ameryce przed świętami jest stanowczo za dużo Mikołajów) i bardzo by chciało, żeby ów Mikołaj ożył. Anioł spełnia życzenie i Mikołaj wstaje z martwych, a wraz z nim wstaje cały cmentarz (anioł nie zawracał sobie głowy precyzją) - wesoła gromadka żywych trupów rusza na miasteczko, by wysysać mózgi mieszkańcom. Mieszkańcy, przywiązani do swoich mózgów, stawiają opór i tak dalej.
Nie lubię horrorów. Bywa. Niestety, wiąże się to z tym, że nie lubię horrorowatych komedii. Przyszły mi na myśl filmy Tarantino: "Death Proof" świetny, a pastisz kina żywych trupów "Planet Terror" mnie odrzucał. To kwestia mojego osobistego podejścia. Trudno.

Ocena: 1,5/6.

czwartek, 8 lipca 2010

"Anima Vilis" Krzysztof T. Dąbrowski

Z zasady unikam książek opatrzonych etykietką "horror" czy "opowiadania grozy". Nie lubię tego gatunku, nie lubię się bać, unikam krwi wylewającej się z kart książki czy lodowatych tchnień zza grobu. Do "Anima Vilis" podchodziłam więc trochę jak pies do jeża. Okazało się, że niepotrzebnie. To się nawet da czytać! Krew nie chlapie na czytelnika, a straszenie odbywa się na subtelnym poziomie lodowatego tchnienia na plecach po spojrzeniu w ciemność za oknem.

Jednakowoż nie podoba mi się (jako młodej mamie) wciąganie małych dzieci w rozgrywki ciemnych mocy walczących o odrobinę władzy nad światem. To takie przygnębiające. Podoba mi się różnorodność: trochę westernu, trochę siermiężnej wsi, trochę wycieczek w przeszłość, trochę ufo i kosmitów. Nie podoba mi się, że tak bardzo wiele zapomniałam z tej książki kilka tygodni po jej przeczytaniu. A podoba mi się autor, który w opowiadanie grozy wplata takie coś:
"Lubił te ciche samotne poranki, gdy wszyscy jeszcze spali. Cała wieś wyglądał wtedy, jakby ją ktoś pięknie namalował. A za każdym razem był to inny malarz. Jeden ciągnł mlecznobiałą smugę, tworząc zawiesistą w swej gęstości mgłę. Inny rozmywał wszystko drobnym kapuśniaczkiem, sączącym się z burego nieba. Od czasu do czasu do głosu dochodził frywolny wesołek, oblewając okolicę złocistymi promieniami słońca. I żaden się nie powtarzał - każde dzieło było oryginalne, jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne". *

To całkiem niezła książka, szkoda, że nie przełamała mojej niechęci do słowa “horror”.


Ocena: 3,5/6.

---
* - Krzysztof T. Dąbrowski “Anima Vilis”, wyd. Initium, Kraków 2010, s. 48

niedziela, 28 marca 2010

"Uczniowie Dantego 1: Piekło jest miejscem bardzo intymnym" antologia

Ta jedynka w nazwie to oznaczenie tomu pierwszego, polski wydawca bowiem podzielił oryginał (jednoczęściowy) na dwie części i wydał tylko pierwszą część. Zabieg jak dla mnie bezcelowy, ale może jakieś tam powody były, może autorzy drugiej części mniej są w Polsce znani albo co?.

Tekst na okładce obiecuje wiele, bo nawiązania do piekła znanego nam z utworu Dantego "Boska komedia". Łasa jestem na takie porównania, myślę sobie - o, jeśli podstawą jest taki znany utwór, pewnie coś fajnego z tego wyjdzie. I nie szkodzi, że mam braki w klasyce (tak, nie czytałam "Boskiej komedii"), można je nadrobić, a tymczasem poczytam sobie, myślę, wariacje na temat.
Po przeczytaniu nie dziwię się już, że drugiej części nie wydano. To zlepek opowiadań bądź to fantastycznych (ale mało ich), bądź horrorów, bądź po prostu niewiadomojakichgatunkowo. Nie podobało mi się, nie widziałam tam specjalnych nawiązań do klasyki. Oczywiście w posłowiu, przedrukowanym z oryginalnego wydania, śpiewają pochwalne pieśni o antologii, ochy i achy. Już mniejsza z tym, że w tymże posłowiu odnoszą się też do opowiadań, których nie miałam szansy przeczytać (te z drugiej części), i tak bym nie sięgnęła.
Ciekawostka - jestem pierwszą osobą w biblioNETce, która oceniła tę książkę. Aż szkoda, że taka niska ta pierwsza ocena, ale trudno.

Ocena: 2/6 (byłoby 1, ale podniosłam ze względu na opowiadanie "Topielec" Briana Herberta i Marie Landis, jedyne, które jako tako utrzymało mi się w pamięci).

P.S. Na allegro chyba znalazłam drugą część, pod tytułem "Epifania". Czyli jednak wydano? Nie, nie jestem zainteresowana.

I jeszcze cytat (zaznaczyłam podczas czytania, niech nie zginie w mrokach niepamięci):
Bóg jest jak kompania telefoniczna; płacisz abonament, a czasami i tak nie możesz się dodzwonić. Jeśli jednak zmienisz sposób myślenia, obywasz się bez telefonu. Kiedy indziej zmieniasz kompanię. *
 
---
* "Uczniowie Dantego", opowiadanie "Rozdarta słodycz późnego popołudnia", Douglas Clegg, tłum. Andrzej Ledwożyw, Wydawnictwo SR, 1997, s. 41.

wtorek, 24 listopada 2009

"Apokalipsa" Dean Koontz


Kolejny horror, który przeczytałam, bo był na półce i miał w miarę poręczny (jednoręczny) format.

Apokalipsa to koniec świata, świata nam znanego, zwyczajnego i przewidywalnego. Apokalipsa to zagłada, zniszczenie, klęska. Zaczyna się od deszczu pachnącego spermą (no co, tak to sobie autor wymyślił), potem idzie niebieski śnieg, następnie czerwone mgły. Ciemne, obce moce biorą Ziemię w posiadanie, parę głównych bohaterów ogarnia strach przed nieznanym i uciekają z położonego na uboczu domu do miasta, by być bliżej ludzi.

 I tutaj już chciałam pisać, co się dzieje dalej, ale ugryzłam się w palce, bo po co? Skupię się lepiej na problemie, czym jest zło w tej powieści. Otóż autor sprawia wrażenie, że nie wie, czy bardziej pasuje mu Szatan, czy też źli Kosmici. Ostatecznie połączył jedno z drugim i wyszedł z tego Szatan przybyły z Kosmicznej Otchłani. Należy więc bać się podwójnie! Ech, dowcipkuję sobie, bo znów nie bardzo mi podeszło, macam te horrory i macam, szukając jakiegoś, który mi podpasuje i nic. Ale muszę przyznać, że wachlarz okropności rozwijany przez autora jest szeroki: grzyby gluty, czarne porosty na drzewach, ludzie unoszeni w górę przez stropy, okaleczone twarze odbijające się w lustrach, gigantyczne jaszczurki na drzewach, zdejmowanie ludziom twarzy, gadające lalki, ożywione trupy... Sporo tego, nie?

Jedna jednakże okropność wzbudziła moją sympatię, bo mi przypomniała pewne opowiadanie, mianowicie stwory przypominające koszmarne małpy przypomniały mi triopsy z "Lotofagów" Weinbauma. Bardzo lubię "Lotofagi", bardzo.

Apokalipsa [Dean Koontz]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

czwartek, 19 listopada 2009

"Julia" Peter Straub


Dałam tej książce biblionetkową jedynkę po przeczytaniu, czyli "beznadziejna". Po pierwsze dlatego, że to jest horror, ja wiem, może i jestem trochę uprzedzona do horrorów, może ich nie lubię... ale jestem pewna, że dobry horror potrafiłabym docenić! A po drugie za całokształt. Julia jest o kobiecie, która po utracie dziecka odchodzi od męża, kupuje wielki dom i próbuje w nim mieszkać. Wybitnie niestabilna emocjonalnie, znosi z pokorą wybryki męża, potem ducha brykającego w jej domu. Nie wiadomo dlaczego, uznaje, że zgłębienie historii domostwa w jakiś sposób przyniesie jej ukojenie. Zaplątana w dziwne układy pomiędzy mężem, jego siostrą i przyrodnim bratem miota się bez ładu i składu przez blisko trzysta stron powieści, walcząc z duchem, złośliwie gorącymi grzejnikami i lustrami. Nie wiadomo, o co chodzi tak naprawdę w tej książce. A wiadomo, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. No i nie wybaczę autorowi, że każe bohaterce szukać suchych miejsc na sukience, której kawałek namaczał się w umywalce do prania przez cały dzień.

niedziela, 11 października 2009

"Zew Cthulhu" H. P. Lovecraft


Ze smutkiem pragnę napisać, że do nielicznych książek, których mimo chęci nie dałam rady przeczytać, nalezy też wyżej wymieniona.
Ze smutkiem, bo nie lubię zostawiać niedoczytanych książek. Ale nie dałam rady, niestety. Budowanie nastroju grozy(?), okropności (?) i ogólnie czarnego nastroju za pomocą określeń "odrażająco brzydka", "cuchnące i straszne miasto", "wynaturzone osobliwości" i inne tego typu wydaje mi się mało subtelne i generalnie do bani. A już zdanie: "Na widok nieskończenie długich ulic świecących obłędną pustką i śmiercią i na myśl o ciągnących się bezkreśnie, spowitych mrokiem mieszkaniach, które wypełniały tylko pajęczyny i wspomnienia i nad którymi zawładnęło teraz robactwo, ogarniał człowieka lęk i odraza, i chyba nawet najwymyślniejsza filozofia nie byłaby w stanie się im oprzeć." rozłożyło mnie na łopatki. I poległam. Na 124 stronie, więcej nie będzie.

Jest ktoś, kto to przeczytał i mu się podobało, bądź znalazł w tym coś ciekawego i interesującego?

(?) - znaki zapytania, bo ani w tym grozy, ani okropności nie było.