Znalazłam u siebie w bibliotece książki duetu Ribas i Hofmann! Jakiś czas temu przeczytałam "Wielki chłód" (bo lubię zimne książki), która była drugim tomem trylogii. Teraz przeczytałam pierwszy, czyli właśnie "Dar języków".
Ana Marti jest dziennikarką w Hiszpanii w latach 50. XX wieku, pisze notki do kroniki kryminalnej, ale chciałaby coś więcej, bo chciałaby dorównać ojcu, uznanemu dziennikarzowi, który obecnie jest w niełasce, bo trzymał stronę tych, którzy przegrali w wojnie domowej.
Dostaje szansę, bo bierze udział w dochodzeniu w sprawie śmierci kobiety z barcelońskiej klasy wyższej. Ana ma pisać zgrabne notki do prasy pod dyktando policji - tylko że to dla niej za mało, wściubia nos, gdzie tylko może i odkrywa drugie dno tego morderstwa. Razem z ciotką Beatriz, literaturoznawczynią, grzebią w listach znalezionych u denatki, odkrywają powiązania zbrodniarza z osobistościami z politycznej "góry" i są w prawdziwym niebezpieczeństwie, gdy te osobistości odkrywają ich poczynania. Trochę mogą liczyć na pomoc policji, a trochę nie.Książka to niby kryminał, ale nie tylko, jest w niej pewna głębia. Rozbudowana, z szerszym spojrzeniem - choćby na Beatriz i jej książki. Subtelnie zarysowane tło społeczne, wspominki o zamieszkach, represjach, wciąż obecne wspomnienie o rozstrzelanym bracie Any, rola kobiet w społeczeństwie, kwestie ekonomiczne. Wszystko!
Oraz coś, co mnie szczególnie ujęło: Ana, żeby podreperować budżet, pisze listy tym, którzy tego potrzebują. Bardzo szanuję.
"Dar języków" Rosa Ribas, Sabine Hofmann, tłumaczyła Patrycja Zarawska, Sonia Draga, 2016.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz