Podziwiam konsekwencję w tytułowaniu kolejnych części serii: Hildur, potem jej siostry, Rosa i Bjork, następnie współpracownik Jakob, a teraz matka, Rakel. Mam pewne podejrzenia, kto mógłby być następny, ale o tym potem.
Cóż dzieje się w "Rakel", jeśli chodzi o kryminalne klimaty? Sporo! Hildur ma co robić.
Zaczyna się od śmierci malutkiego dziecka - to nie zbrodnia, ale ten epizod będzie miał dalszy ciąg, taki ukłon dla wiernych czytelników serii. Następnie na karty książki wjeżdża temat statku wycieczkowego, jednego z wielu odwiedzających porty w Islandii, oraz człowieka, który z niego zszedł, a raczej wytoczył się, brocząc krwią. To oczywiście sprawa dla policji, więc Hildur ma masę roboty.
Jednocześnie policjantka nie zaniedbuje rodziny: odwiedza Bjork w więzieniu, wraz z Rosą remontuje dom po rodzicach, odwiedza Helgę (przyjaciółka jej matki) oraz regularnie wymienia smsy z Finem Antonem. Tyle dobrego, że ciotka Tinna wyjechała, bo inaczej Hildur nie miałaby kiedy w tyłek się podrapać. Zwłaszcza że do spraw policyjnych dochodzi nagły zgon Helgi, znalezienie ludzkich szkieletów przy domu rodziców oraz nieoczekiwane spotkanie z tajemniczą osobą z Interpolu.
Zręcznie to wszystko posplatane, gdzieniegdzie zostawione okruszki dla czytelnika, żeby sobie połączył kropki, zanim dotrze do ostatniej strony. Tajemnicze listy rozpalały moją ciekawość. Są wątki, które wydają mi się grubymi nićmi szyte, ale są i takie bardzo aktualne (jak choćby te wycieczkowce).
Całość bardzo dobra, serio.
Następny tytuł to będzie albo Tinna albo Matias. I nie zaglądałam do internetów, nie! Teraz już wiem, że Tinna i znów trzeba będzie wymyślać kolejny tytuł.
"Rakel" Satu Rämö, przełożyła Karolina Wojciechowska, Harper Collins Polska, Warszawa 2025.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz