Trzeci tom cyklu o islandzkiej policjantce Hildur słusznie nosi tytuł "Jakob", bo praktykant z Finlandii zyskuje na znaczeniu (jeśli nie wiecie, o co chodzi, zerknijcie do tekstu o "Hildur" i "Rosa i Bjork").
Zacznijmy jednak od zbrodni, jak na uczciwy kryminał przystało. Policjanci znajdują w morzu zwłoki, nietypowe, bo naszpikowane woreczkami z białym proszkiem. Okej, zaczyna się śledztwo. Potem mnożą się przypadki napadów i pobić - tym też policjanci muszą się zająć. Potem jedno z drugim zaczyna się zazębiać. A potem Jakob musi wyjechać do Finlandii, bo czeka go rozprawa sądowa z byłą żoną, a Hildur ma radzić sobie sama. I radzi sobie. Prawie.









