wtorek, 24 listopada 2009

"Apokalipsa" Dean Koontz


Kolejny horror, który przeczytałam, bo był na półce i miał w miarę poręczny (jednoręczny) format.

Apokalipsa to koniec świata, świata nam znanego, zwyczajnego i przewidywalnego. Apokalipsa to zagłada, zniszczenie, klęska. Zaczyna się od deszczu pachnącego spermą (no co, tak to sobie autor wymyślił), potem idzie niebieski śnieg, następnie czerwone mgły. Ciemne, obce moce biorą Ziemię w posiadanie, parę głównych bohaterów ogarnia strach przed nieznanym i uciekają z położonego na uboczu domu do miasta, by być bliżej ludzi.

 I tutaj już chciałam pisać, co się dzieje dalej, ale ugryzłam się w palce, bo po co? Skupię się lepiej na problemie, czym jest zło w tej powieści. Otóż autor sprawia wrażenie, że nie wie, czy bardziej pasuje mu Szatan, czy też źli Kosmici. Ostatecznie połączył jedno z drugim i wyszedł z tego Szatan przybyły z Kosmicznej Otchłani. Należy więc bać się podwójnie! Ech, dowcipkuję sobie, bo znów nie bardzo mi podeszło, macam te horrory i macam, szukając jakiegoś, który mi podpasuje i nic. Ale muszę przyznać, że wachlarz okropności rozwijany przez autora jest szeroki: grzyby gluty, czarne porosty na drzewach, ludzie unoszeni w górę przez stropy, okaleczone twarze odbijające się w lustrach, gigantyczne jaszczurki na drzewach, zdejmowanie ludziom twarzy, gadające lalki, ożywione trupy... Sporo tego, nie?

Jedna jednakże okropność wzbudziła moją sympatię, bo mi przypomniała pewne opowiadanie, mianowicie stwory przypominające koszmarne małpy przypomniały mi triopsy z "Lotofagów" Weinbauma. Bardzo lubię "Lotofagi", bardzo.

Apokalipsa [Dean Koontz]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza