piątek, 6 listopada 2009

"Na tropach jednorożca" Mike Resnick


To kryminał fantasy. Połączenie tych dwóch gatunków może wydawać się na pierwszy rzut oka ryzykownym pomysłem, ale po wczytaniu się stwierdziłam, że rezultat jest doskonały. Wyobraźcie sobie detektywa (taki na przykład, Lew Archer, albo Philip Marlowe), trochę zblazowanego, trochę gorzkiego, bez zleceń, z długami, ale za to z flaszką pod biurkiem. Aby kanonom kryminalnym stało się zadość - do biura puka gość. Oho - sprawa do wzięcia. Znajome, prawda?
Otóż od tego momentu to już wcale nie takie znajome, bo klientem nie jest piękna długonoga blondynka z rzęsami po sufit, tylko mały zielony elf. Sprawa zaś to nie żadne morderstwo, tylko zaginięcie jednorożca, bardzo ważnego jednorożca. A żeby było już całkiem ciekawie, zguby szukać należy nie w znajomym, (nie)przyjaznym środowisku szarego, deszczowego Nowego Jorku, tylko w czarodziejskim świecie, który widać tylko kątem oka. Drugi świat, tuż obok, kto by pomyślał? Z elfami, gnomami, czarodziejami, chimerami i tym podobnymi cudeńkami. Można by pomyśleć, że detektyw się pogubi w tej tak odmiennej rzeczywistości, tam są inne prawa, jakieś dziwne zawiłości. To prawda, pogubił się, zmiana światów jednak znacząco wpływa na percepcję. Ale pogubił się na krótko - prawa logiki są nieubłagane, na tym czy innym świecie, potęga myślenia raz jeszcze odniosła sukces.
Wartka akcja, nieoczekiwane zwroty, niespodziewane sytuacje nie pozwalają oderwać się od książki aż do rozwikłania zagadki.
Czego i wam życzę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza