czwartek, 5 listopada 2009

"Pieśń łowcy" Tad Williams


Otóż - jest to książka o kotach. Jeśli jednak myślicie, że to jakiś nudny poradnik, grubo się mylicie. To po prostu opowieść o przygodach łowcy, rudego kota, który myśli, mówi, ma przyjaciół, przygody i w ogóle. To "w ogóle" to jest wszystko to, co mu się przytrafia, a przytrafia mu się dużo.
Łowca jest zwyczajnym kotem. Na początku tylko. Potem staje się kotem niezwykłym, trochę wymuszają to na nim okoliczności, a trochę jego charakter. Okoliczności to niepokojące zniknięcie (między innymi) jego przyjaciółki, kotki Cichej Łapy, a jego charakter nie pozwala mu przejść nad tym do porządku dziennego. Wyrusza więc na poszukiwania. Długie, wyczerpujące. Poznaje podczas wędrówki wielu przyjaciół, poznaje też nieprzyjaciół. I w tym momencie przestaje to być zgrabną opowieścią o dzielnym kotku, a zaczyna być powieścią fantasy. Trochę magii, dużo zmagań, nieoczekiwane zwroty akcji, walka dobra ze złem - to wszystko niesamowicie wciąga, aż mimowolnie zaczynamy trzymać kciuki za powodzenie Łowcy. Sekundujemy mu w jego poczynaniach, martwimy się klęskami i towarzyszymy mu w jego podróży aż do końca (nie, nie powiem, jakiego, ale to chyba nietrudno się domyślić).
Piękniutkie to wszystko, zgrabniutkie i wszystkomające. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że ja, jako posiadaczka kota (źle powiedziane, nie ja posiadam kota, a raczej kot posiada mnie) odbieram rzecz całą nieco subiektywnie, ale to już mój przywilej. I jako posiadaczka, a raczej osoba posiadana, stwierdzam, że autor bardzo dobrze zna się na kotach.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza