środa, 25 listopada 2009

"Sprężyna" Małgorzata Musierowicz


Któż nie zna książek Małgorzaty Musierowicz, słynnej Jeżycjady, poznańskiej sagi rodzinnej, pełnej ciepła, spokoju i członków rodziny oraz krewnych-i-znajomych-królika? Ja osobiście poznałam kilka pierwszych książek pani Małgorzaty, jak "Ida sierpniowa" czy "Opium w rosole" (ale za to dogłębnie, prawie na pamięć), potem była dłuuuuuga przerwa, a teraz trafiła się "Sprężyna". No i mało się zmieniło, jeśli chodzi o klimat. Wciąż jest prorodzinnie (nie łączcie tego słowa z polityką), ciepło, z lekką dawką wariacji, szczyptą nieszczęścia i olbrzymią dawką optymizmu. Tylko teraz autorka, jako że rodzina się znacząco rozrosła (mój Boże, czytałam o Idzie nastolatce, a teraz ona ma nastoletnie dzieci!), rozkłada swój pisarski wachlarz bardzo szeroko, żeby objąć tylu członków rodziny, ilu się da. Nie ma skupiania się na konkretnej osobie, ale ja to rozumiem - to dla fanów sagi, którzy chcą wiedzieć, co dzieje się u jej ulubionej rodzinki. I wiecie co? Mimo że pojawiają się oznaki rzeczywistości, jak emigracja do Londynu, czy najnowsze gry na komórce, to i tak spomiędzy kartek subtelnie wznosi się magia miłości od pierwszego wejrzenia. Lubię to. Jak i pewność, że wszystko skończy się dobrze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza