poniedziałek, 9 listopada 2009

"Julita i huśtawki" Hanna Kowalewska


To nie jest książka o moim pokoleniu, tylko o pokoleniu ciut starszym niż ja, ale nie przeszkodziło mi to pochłonąć ją w mgnieniu oka. Coś jest w niej takiego, że trudno się oderwać od czytania. Zabieg literacki, polegający na złożeniu w jedną całość mnóstwa małych opowieści, czyli epizodów z życia kilku głównych bohaterów, sprawdził się znakomicie. Chciałam porównać to do puzzli, albo do witrażu, ale w tym porównaniu traci się gdzieś czynnik czasu, następstwo zdarzeń. Lepsze jest przyrównanie do gry w domino, gdzie kostki kładzie się jedną po drugiej i nie można ani skoczyć w bok, ani pominąć jakiegoś etapu w układaniu.

Opowieść o Julicie, Metce, Medyku, Bazylim, Róży, Bąku toczy się zgrabnie od ich narodzin aż do wieku średniego - nie wszyscy doczekają co prawda tego wieku. Opowiada zaś Kola - jeden z nich, tylko że o sobie on milczy, albo napomyka bardzo skąpo (głównie o swojej miłości do Metki).

 Urzekły mnie dwie rzeczy w tej książce: jedna to te zwyczajne wydarzenia, urodziny, szkoła, młodzieńcze miłości, problemy w domu, w szkole... czy ja wiem zresztą, czy tak do końca zwyczajną jest anoreksja czy kazirodztwo, a zdarza się przecież, wcale nie tak rzadko. Drugim promyczkiem w powieści jest magia. Słodka magia dwóch aniołów Julity, dziewczyny, która wyczuwa cudze cierpienie i potrafi pomóc, pocieszyć, wysłuchać. Magiczna Julita nawet po śmierci posyła swoje anioły na ziemię, do swoich bliskich.

Pozazdrościłam jej tych aniołów, ale z drugiej strony, czyż nie mam własnego anioła? Na pewno mam. Pomijając już tego, który właśnie śpi w łóżeczku w pokoju obok, bo ten na pewno ma swojego małego aniołka stróża.

Julita i huśtawki [Hanna Kowalewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza