Powątpiewanie - oto co poczułam, gdy przyszła do mnie przesyłka z książką. Ogromna cegła (ponad 900 stron), którą z powątpiewaniem zważyłam w ręce, po czym z powątpiewaniem stwierdziłam, że nie wiem, kiedy to przeczytam. Jak się okazało, wystarczyło zacząć, po czym doprawdy, nie mogłam się oderwać.
McCammon z właściwą sobie maestrią kunsztownie buduje świat powieści, po czym natychmiast zagarnia czytelnika do środka. Czasem nawet wbrew jego woli - wbrew mojej woli, muszę to wyraźnie napisać. Broniłam się zażarcie, nie chciałam tam się znaleźć, w Ameryce roku 1699, pełnej brudu, niebezpieczeństw, błota i niesprawiedliwości. Nie chciałam czytać o świecie, gdzie można spłonąć na stosie za to, że się jest piękną kobietą czy zginąć dlatego, ponieważ jest się posiadaczem kamizelki przetykanej złotem, na którą padło łapczywe spojrzenie rzezimieszka. Ach, pamiętacie scenę z kamizelką z filmu "Atlas chmur"? Aż mnie zakłuło, gdy uświadomiłam sobie podobieństwo.

