niedziela, 11 października 2009

"Zew Cthulhu" H. P. Lovecraft


Ze smutkiem pragnę napisać, że do nielicznych książek, których mimo chęci nie dałam rady przeczytać, nalezy też wyżej wymieniona.
Ze smutkiem, bo nie lubię zostawiać niedoczytanych książek. Ale nie dałam rady, niestety. Budowanie nastroju grozy(?), okropności (?) i ogólnie czarnego nastroju za pomocą określeń "odrażająco brzydka", "cuchnące i straszne miasto", "wynaturzone osobliwości" i inne tego typu wydaje mi się mało subtelne i generalnie do bani. A już zdanie: "Na widok nieskończenie długich ulic świecących obłędną pustką i śmiercią i na myśl o ciągnących się bezkreśnie, spowitych mrokiem mieszkaniach, które wypełniały tylko pajęczyny i wspomnienia i nad którymi zawładnęło teraz robactwo, ogarniał człowieka lęk i odraza, i chyba nawet najwymyślniejsza filozofia nie byłaby w stanie się im oprzeć." rozłożyło mnie na łopatki. I poległam. Na 124 stronie, więcej nie będzie.

Jest ktoś, kto to przeczytał i mu się podobało, bądź znalazł w tym coś ciekawego i interesującego?

(?) - znaki zapytania, bo ani w tym grozy, ani okropności nie było.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza