wtorek, 13 października 2009

"Historia piękna", "Historia brzydoty" Umberto Eco, Girolamo de Michele

Te dwie pozycje aż się proszą, by stać razem na półce, po to, by móc sięgać na przemian to po jedną, to po drugą. Ja tak nie zrobiłam, najpierw sięgnęłam po piękno, potem po brzydotę.To wydania typowo albumowe, duże, ciężkie, drukowane na pięknym, kredowym papierze, z olbrzymią ilością ilustracji. Szczerze powiedziawszy, nie przeczytałam tych książek dokładnie, moje pierwsze podejście do obu tomów było czysto wizualne, nie treściowe. Oglądałam po prostu obrazki: reprodukcje obrazów, szkice, grafiki i zdjęcia. Pogrupowane jest to wszystko z grubsza chronologicznie na przestrzeni dziejów, a wybierane według klucza znanego tylko autorom. Omawiane jest piękno i brzydota (o ile mogłam to zauważyć) językiem jakby filozoficznym, a na pewno nieprostym. Na moje szczęście jest też mnóstwo cytatów z literatury przeróżnej i to (zdaje mi się) trudno dostępnej. Przy drugim podejściu będę delektować się więc czytelniczo. Odautorskie komentarze zostawię sobie na koniec, to będzie trzecie czytanie. Uprzedzam lojalnie co wrażliwszych czytelników: nie bierzcie się do "Historii brzydoty" przed snem. Miałam nieszczęście tak uczynić, a potem męczyły mnie koszmary. Co dowodzi siły wyrazu obrazów zamieszczonych w książce, nieprawdaż.

2 komentarze: