wtorek, 20 października 2009

"Allah 2.0" Mieszko Zagańczyk

Nie sięgnęłabym sama po tę pozycję, gdyby mi jej nie pożyczono, bo tytuł jakiś dziwny i kontrastuje z imieniem autora. Nazwiskiem chyba też. Po przeczytaniu okazało się, że to jakiś rodzaj "political fiction", mnie słówko "political" trochę odrzuca, ale w przypadku tej książki uprzedzenia poszły w kąt. Rzecz cała opiera się w tej powieści na założeniu "co by było, gdyby". No i mamy rok 2072, kiedy to Europa modli się do Allaha, Watykan nie istnieje, Chiny są potęgą gospodarczą, a Polska trafia pod panowanie cara Rosji. Zagańczyk pokazuje świat poprzewracany do góry nogami i trochę przerażający, ale obserwujemy ten świat z fascynacją i zainteresowaniem, towarzysząc bohaterowi - Zakowi, hackerowi odsiadującemu wyrok za włamanie do sieci korporacyjnej. Jest jeszcze drugi świat, XIII-wieczny Damaszek, w którym drugi główny bohater, Muhammad Ibn al Charis, wyznawca Allaha, łowca, poluje na demony, sługi ciemności. Czy i jak połączą się ich losy? Nie zdradzę, powiem jedynie, że te dwa wątki są tak od siebie odmienne, iż wydaje się, że to dwie zgoła różne powieści. Na uwagę zasługuje wątek relikwii - dłoni Jana Pawła II - której poszukuje główny bohater książki. W świetle obecnych działań prowadzących do beatyfikacji tego papieża, a także tego (jak kiedyś czytałam w jakimś wywiadzie z autorem), że wątek ten powstał jeszcze za życia papieża, miałam niepokojące wrażenie jakiegoś... proroctwa? Sama nie wiem, mgliste to było uczucie. Autor pełnymi garściami czerpie z Gibsona i jego "Neuromancera". I to mu się, proszę państwa, chwali, bo robi to ładnie, po prostu. Bierze to, co mu jest potrzebne, ani grama więcej, i splata to przemyślnie z pisaną przez siebie historią. Książka ma zaskakujące zakończenie i bardzo mi się to spodobało. Śmiem nawet twierdzić, że dla samego zakończenia warto było ją przeczytać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza