środa, 29 lipca 2015

"Piotruś Pan" James Matthew Barrie. Kto chce pocztówkę z Nibylandii?


Dorwałam kiedyś super książkę: "1001 filmów, które musisz zobaczyć". Z ciekawości zaczęłam liczyć, ile z tego tysiąca mam obejrzane. I, o dziwo, natknęłam się na takie tytuły, co do których wcale nie byłam pewna, czy film oglądałam. Tytuły tak znane, że aż stały się ikonami stylu czy epoki, czy też nakręcone na podstawie książek, które znam, czy też oglądane fragmentami, a nigdy w całości. Czemu o tym piszę? Ponieważ "Piotruś Pan" należy do tego samego gatunku. Jest tak znany, że aż nie wiadomo, czy się go czytało.
Doczekał się mnóstwa adaptacji filmowych, animowanych i  teatralnych. Były też przeróbki tekstu na książeczki dla dzieci - takie wiecie, żeby było leciutko, króciutko i nie za krwawo, bo się dzieci wystraszą.
Nie mogę nie wspomnieć też o "syndromie Piotrusia Pana" obecnym w psychologii.

Jak widać, sporo narosło na tej książce. Może warto więc czasem sięgnąć do źródła, czyli do oryginalnego tekstu, żeby zobaczyć, co to za żyzna gleba, na której urosło tak wiele?  Wydawnictwo Media Rodzina wypuściło na rynek nowe wydanie klasycznej opowieści, z nowym przekładem i pięknymi ilustracjami, nad którymi się później pochylę.

Historia o Piotrusiu w wielkim skrócie wygląda tak: żyje sobie Piotruś Pan na wyspie Nibylandii, towarzyszą mu zagubieni chłopcy, a oprócz nich na wyspie mieszkają jeszcze piraci, czerwonoskórzy  oraz elfy (w tym Dzwoneczek). Do całej tej gromady dołącza Wendy z braćmi.
Piraci z kapitanem Hakiem wciąż zagrażają chłopcom i w końcu dochodzi do konfrontacji - walkę może przeżyć tylko jeden z przywódców. Oczywiście ten dobry (tylko że, hm, po przeczytaniu książki miałam pewne wątpliwości, czy naprawdę Piotruś Pan był lepszy od Jakuba Haka). Potem rodzeństwo wraca do stęsknionych rodziców, zabierając ze sobą zagubionych chłopców, żeby się wreszcie odnaleźli. Piotruś Pan zostaje w Nibylandii, przylatując od czasu do czasu do Wendy, później do jej córki Jane, później córki Jane - Margaret - i tak to się kręci.

To bardzo ciekawa powieść. Prowokuje do myślenia o istocie dzieciństwa i o potrzebie dorastania. O odpowiedzialności i jej braku. A dzieciom podoba się Nibylandia. Niestety, ja jestem dorosła i mimo największych chęci nie jestem już w stanie spojrzeć na tę opowieść inaczej niż z dorosłego punktu widzenia. Jestem panią Darling, drżącą o losy swoich dzieci - i nic już tego nie zmieni. Podejrzewam, że macierzyństo zmienia trochę połączenia neuronowe w mózgu.

Nie potrafię znaleźć w sobie zbyt wiele przychylności dla Piotrusia Pana: zarozumiałego, bezdusznego i aroganckiego chłopaka. Oczywiście, są okoliczności łagodzące, ale co tam takie okoliczności (z okazji "Pachnidła" pisałam, że nie uznaję trudnego dzieciństwa za okoliczność łagodzącą). Może więc bezpieczniej będzie potraktować Piotrusia Pana jako symbol? Czegoś, co drzemie w każdym z nas, płytko lub głęboko zakopane; czegoś co każe nam puszyć piórka i domagać się pochwał za zasługi; czegoś, co każe nam piać z zachwytu.

Tęsknota za Nibylandią, krainą wyobraźni chyba gdzieś w nas drzemie, inaczej po co czytalibyśmy książki? W powieściach szukamy jej śladów. Tylko że coraz trudniej jest ją znaleźć albo rozpoznać. Przyznam się, że jak byłam mała, podczas czytania potrafiłam tak totalnie zagłębić się w powieściowy świat, że głuchłam i ślepłam na wszystko inne. Rodzina się ze mnie śmiała, że odleciałam. Może właśnie wtedy odlatywałam na trochę do Nibylandii? Teraz, jak czytam, zawsze mam obie nogi na ziemi, zawsze jedno oko rozgląda się i jedno ucho nadsłuchuje i sprawdza poprawność świata wokół.

Teraz o ilustracjach. Autorem jest Quentin Gréban. Pięknie rysuje i znakomicie operuje kolorem, światłem, głębią ostrości i perspektywą. Jego ilustracje, te całostronicowe, to tak naprawdę małe obrazy. Wcale nie obraziłabym się, gdyby na ścianie zawisła mi w pięknych ramach Wendy patrząca na Dzwoneczka.

s. 27
Elf się wykrzywia i pokazuje język. Wendy jest zaciekawiona i zdumiona jednocześnie.
Gréban ma delikatną kreskę, którą zaznacza kontury postaci czy przedmiotów, potem wypełnia te kontury kolorem i domalowuje tło. Kolory ma nieco zgaszone, a może rozproszone, zero nachalności. Nie mam pojęcia, co to za technika, ale przypomina nieco pastele.

Piękne są te ilustracje, choć nieco przeszkadza mi to, że Gréban rysuje twarze prawie wszystkich w dziecięcy sposób: duże oczy, wysokie czoła, zadarte noski. Czerwonoskóry z zadartym nosem? Dziwne.

s. 51
Dorosła pani Darling z dziecięcą buzią? Dziwne.

s. 15
Ale mniejsza z tym, ilustracje są naprawdę piękne i jest ich tak wiele, że można sporo czasu spędzić tylko na ich oglądaniu.

Piękna książka w pięknym wydaniu.

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz powieści.

Ach, do książki miałam jeszcze dołączone dwie pocztówki z ilustracjami z książki. Są tak cudne, że wzdech. Są tak cudne, że warto pokazać je jeszcze komuś. Czy ktoś chce pocztówkę?  Jeśli tak, napiszcie o tym w komentarzu. W niedzielę wylosuję dwie osoby i pocztówki z wakacji w Nibylandii pofruną właśnie do nich.

"Piotruś Pan" James Mteehew Barrie, ilustracje Quentin Gréban, tłumaczył Andrzej Polkowski, Media Rodzina, Poznań 2015.

10 komentarzy:

  1. Z Nibylandii, jak z Nibylandii, ale z Dowolnika, wykaligrafowaną piórem przez Agnieszkę - marzy mi się baardzo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie liczcie na kaligrafię! Jeszcze nie umiem. Ale przyłożę się, żeby napisać starannie :)

      Usuń
    2. hahahaha Aine, właśnie przeczytałam Twój komentarz - oj chyba mamy podobne pragnienia ;)

      Usuń
    3. :)))
      Moje marzenie spełnione - dzięki Aga, a jeśli to nie kaligrafia, to cóż nią jest?? :)

      Usuń
  2. Oj tak, tak. Czytałam, uwielbiam, chcę pocztówkę :). W moim wydaniu (Zysk, też piękne ilustracje) Dzwoneczek jest Brzęczynką, a Nybylandia Nigdylandią, co jest zresztą bliższe prawdy, choć pewnie nigdy się nie przyjmie, jak przemianowanie Kubusia Puchatka na Fredzię Phi Phi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzęczynka. Przedziwnie. :)

      Usuń
    2. Poproszę o adres pocztowy!

      Usuń
  3. Pragnę! Pocztówki z Nibylandii skreślonej ręką Agi! Piórem! O rety! To by było spełnienie marzeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, niestety miałam tylko dwie pocztówki do rozdysponowania. Ale będę o tobie pamiętać przy najbliższej pocztówkowej okazji, dobrze? :)

      Usuń