Akcja powieści toczy się w dalekiej przyszłości, ale niestety - wcale nie zaawansowanej technologicznie, tylko cofniętej w rozwoju do etapu średniowiecza. Po drodze pojawił się kataklizm i skutecznie unicestwił wszelkie zdobycze cywilizacji. Zostały księgi w niewielkiej ilości (zawsze byłam zdania, że książka przetrwa wszystko, tysiące lat to pestka).
Ludzie żyją w małych państewkach i jakoś sobie radzą, a raczej radzili, bo pojawia się coś, z czym nie mogą sobie poradzić. Virion, zielona mgła, zła energia, czar, urok - jak zwał, tak zwał - źle wpływa na ludzi. Trzeba ją jakoś zwalczyć i zabierają się za to mieszkańcy jednego z państwek, Thymeńczycy. Mają neutralizatory. Mają księgi. A przede wszystkim mają świadomość zagrożenia.
Rusza więc drużyna pierścienia w podróż, do społeczności Archenów. Krępe, przysadziste istoty bardziej przypominają hobbitów niż ludzi, tyle że są bardziej uduchowieni, dysponują telepatią i telekinezą. Archenowie nie bardzo są w stanie pomóc w walce z virionem, ale ochoczo włączają do drużyny dwóch swoich przedstawicieli i wszyscy wędrują dalej, do księżniczki sąsiedniego państewka. Walczyć z virionem? Nie. Księżniczka prosiła o pomoc, względy państwowe nie pozwalają odmówić.
Drużyna dociera na miejsce, po czym natychmiast dziedzic tronu Thymenu zakochuje się w księżniczce, a księżniczka w nim. Virion idzie w odstawkę, teraz drużyna będzie szukać zaginionego ojca księżniczki, toteż wędrują dalej...
Jakoś mi nie leżała ta powieść. Osadzenie w dalekiej przyszłości z jednoczesnym wprowadzeniem zjawisk nadprzyrodzonych - to mi się gryzło. I jeszcze: tysiąc lat temu był sobie kataklizm, co to zmiótł z powierzchni ziemi absolutnie wszystkie zdobycze cywilizacji, że tylko kilka książek zostało?
Ok, przypuśćmy, że tak. W takim razie spójrzmy inne zagadnienie: virion jest zagrożeniem dla całego świata i ludzkości, a ci, którzy zdają sobie sprawę z zagrożenia skupiają się na wędrówkach po państwach ościennych w celach niemalże towarzyskich? Ech. Tak, na koniec okazuje się, że to miało cel i sens, wszystkie te wizyty miały znaczenie, ale... autorka jakoś tak niezręcznie podchodzi do sprawy.
Choćby to zadurzenie księcia w księżniczce. Zero finezji, ich charaktery i upodobania nie mają nic do rzeczy, mają tylko na siebie spojrzeć i zakochać się na zabój, bo ta miłość będzie potem potrzebna.
Niestety, nie mogę także nic dobrego powiedzieć o języku powieści. Bo ta historia napisana jest kompletnie bez dynamiki, bez akcji, bez iskry, aż mi szkoda. Skupiła się autorka mocno na opisach postaci, mijanych miejsc, okolicznościach przyrody, a gdy przychodzi do pogłębienia rysu charakterologicznego jednego czy drugiego bohatera - klęska. Gdy trzeba jakąś walkę czy potyczkę opisać - też bez werwy, nijako. Z całą pewnością styl wymaga dopracowania.
I trzeba, autorko, nieco przyjrzeć się szczegółom tekstu, żeby uniknąć nieścisłości w stylu:
"[...] kręcone włosy opasywała złota opaska, w której nad czołem połyskiwał błękitny diadem" [s. 25]Diadem czy diament?
"[...] ze szczeliny wysuwał się [...] pergamin"Albo jedno, albo drugie!
"Saul [...] przytrzymywał wysuwający się papier" [s. 36]
Rany, wyszło, że czepiam się wszystkiego. Trudno. Ale to się po prostu nie czyta. Nie wciąga, nie porywa, nie zaciekawia.
Nad książką trzeba by jeszcze popracować. Mocno.
![Virion [Joanna Patrzylas] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
"Virion" Joanna Patrzylas, Novae Res, Gdynia 2015.
Haha, co by tu innego powiedzień o twórczości polskich autorów :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Patty z bloga pattbooks.blogspot.com
Otóż o twórczości polskich autorów można powiedzieć wiele, nie tylko "haha". Szkoda, że tego nie umiesz.
UsuńPozdrawiam jednak serdecznie.
Oj, pani Patty chyba czyta tylko książki z Novea Res.
UsuńOj szkoda, liczyłam na ciekawą fantastykę :)
OdpowiedzUsuńMoje-ukochane-czytadelka
A polecić Ci coś ciekawego?
UsuńPoleć moją ;-)
UsuńPoleć, bo jestem ciekawa co masz na myśli i może skusisz mnie na fajna lekturę :)
UsuńTo polecam książkę Tomka!
Usuń:)
Antipolis