czwartek, 2 czerwca 2016

"Enklawa" Ove Løgmansbø


Wyobraźcie sobie kryminał skandynawski, w którym brak nazwiska tłumacza. Czy to błąd, przeoczenie czy celowe opuszczenie (pozdrawiam tu zacofanego w lekturze)? Otóż nie. Autor ma rodziców z dwóch krajów - matkę Polkę, ojca Farera. Ove Løgmansbø dzieli swój czas pomiędzy Polskę a Wyspy Owcze, gdzie spędził dzieciństwo. Swoją książkę wydał w Polsce, podejrzewam, że ze względu na potencjalnie większe grono odbiorców. Wyspy Owcze mają około 50 tys. mieszkańców, a Polska blisko 40 milionów, nawet jeśli założyć, że Polacy czytają mało, to i tak chyba przelicznik wychodzi na naszą korzyść.



Vestmanna to takie odosobnione miejsce, gdzie mieszkańcy trzymają się razem, a grzeszki skrzętnie są zamiatane pod dywan. Gdy dochodzi do zniknięcia młodej dziewczyny, do śledztwa zostaje skierowana policjantka z Danii, oczywiście oprócz miejscowych funkcjonariuszy. Nie uwikłana w miejscowe zależności ma (w założeniu) być bardziej bezwzględna i konsekwentna.

Tu się zaczyna robić ciekawie, bo autor fantastycznie opisał Wyspy, mieszkańców, ich zwyczaje, nawyki, punkt widzenia. Ach, ta małomiasteczkowość, dręcząca zwłaszcza młodzież, wyzierająca z każdego zakątka. Ach, te bary z drogim alkoholem i meliny z tańszym, nielegalnym bimbrem. Drobni przemytnicy, drobne i większe grzeszki. Do tego krajobrazy (choć do nich można było bardziej się przyłożyć dla zbudowania klimatu): smutne niby i surowe, ale magnetycznie przyciągające. Bardzo lubię takie scenerie.
Bardzo mocną stroną jest też wyjaśnienie antagonizmów między Farerami i Duńczykami.

Jednak jeśli chodzi o intrygę kryminalną, to efekt jest wybitnie niezadowalający (to takie ładne powiedzenie "do bani"). Za nic nie uwierzę, że funkcjonariuszka policji udając się na wyspę w celu przeprowadzenia śledztwa, weźmie sobie do pomocy (jako przewodnika? tłumacza?) miejscowego faceta i będzie się z nim dzielić kluczowymi informacjami uzyskanymi podczas dochodzenia. Na dokładkę wskoczy mu do łóżka. A gość jest mocno podejrzany, związany ze sprawą i nie ma alibi. Więc co, ta Dunka jest bezdenną kretynką czy co?

Do tego zakończenie. Deux ex machina to nie jest najlepszy sposób na rozwiązanie zagadki kryminalnej. Nie i już. Czytelnik powinien mieć choć cień szansy na samodzielne rozwiązanie zagadki na podstawie śladów, które mu autor podsuwa.  Tu zaś mam wrażenie, że pan Løgmansbø naoglądał się serialów CSI, gdzie śledztwo sobie, ale tak naprawdę decydują ślady DNA. Nie tędy droga!

Autorze, napisz książkę obyczajową, Wyspy Owcze chyba będą znakomitą scenerią, a umiejętności obserwacji ludzkich charakterów, mam wrażenie, Ci nie brakuje. Kryminałów już nie pisz. Albo pisz, ale lepsze.

Bardzo dziękuję za książkę Wydawnictwu Dolnośląskiemu.
Enklawa [Ove Løgmansbø]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Dopisek z dnia 5 marca 2017: http://remigiuszmroz.pl/ove-logmansbo/

"Enklawa" Ove Løgmansbø, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, 2016. 

8 komentarzy:

  1. Jeśli jest coś, czego nie cierpię w kryminałach, to rozwiązanie zagadki, które spada z nieba i nijak się ma do wcześniejszych moich prób ustalenia czegokolwiek - nie dlatego, że to mnie zabrakło umiejętności dedukcji, ale że zabrakło ich autorowi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czegoś tam istotnie zabrakło. A jeszcze Ci powiem, że z ciekawości obejrzałam sobie fragmenty videorecenzji Olgi z Wielkiego Buka. Ona twierdzi, że wątek kryminalny należy w tej książce traktować tylko jako pretekst do pokazania Wysp.
      Myślę, że Wyspy są na tyle ciekawe, że nie potrzebują pretekstu, zwłaszcza tak kiepskiego.

      Usuń
  2. Katastrofa - takie zakończenie to najgorsze, co autor kryminału może zrobić czytelnikowi. Pal pies, że jest to lenistwo fabularne, ale jedną z głównych przyjemności płynących z lektury kryminałów są właśnie próby odgadnięcia "tego złego".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, uparcie podejmuję te próby, choć rzadko udaje mi się odgadnąć :)

      Usuń
  3. Z opisu przywodzi mi na myśl "Księżyc myśliwych", chyba pewne motywy stały się ostatnio bardzo modne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Księżyca..." ale obejrzałam sobie tekst na stronie wydawcy i... czy ja wiem? Zniknięcia na wyspie są same w sobie kopalnią inspiracji, że wspomnimy "Dziesięciu małych Murzynków" Christie.

      Usuń