Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert M. Wegner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert M. Wegner. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 czerwca 2026
"Dusza pokryta bliznami" Robert M. Wegner
Będzie króciutko. Serię czytam od początku. Zarąbista. Cierpliwie czekałam na kolejne tomy, cieszyłam się z nagród. Jakoś tak się stało, że coraz dłużej trzeba było czekać na kolejne części. No trudno. Ale na "Duszę pokrytą bliznami" trzeba było czekać naprawdę długo i entuzjazm mi sklęsł. Ponadto już prawie nic nie pamiętałam z poprzednich części, a nie robię powtórek. Ech.
wtorek, 14 maja 2019
"Każde martwe marzenie" Robert M. Wegner
"Każde martwe marzenie" Roberta M. Wegnera to kolejna część
cyklu o Meekhanie. To książka, na którą bardzo czekałam, nerwowo przytupując nóżką, bo przecież w
poprzedniej, "Niebo ze stali" nic się nie wyjaśniło, a
bohaterowie tacy w rozsypce i co dalej, nie wiadomo.
Właściwie dalej nie wiadomo, co dalej. Jesteśmy o oczko dalej na skali osi czasu, jaki biegnie w imperium. Przed lekturą pieczołowicie ściągnęłam sobie ze strony wydawcy streszczenie wydarzeń z poprzednich tomów. Przeczytałam. Poczułam się dziwnie. Suche jak patyk, beznamiętne i bezosobowe wyliczanie, kto się gdzie przemieścił, kto z kim się bije, jaki bóg się pojawia i po co. Także kto ginie i kto zachodzi w ciążę (to pierwsze zdarza się zdecydowanie częściej, co za czasy). Mogłam sobie darować, choć oczywiście doceniam ten nowatorski gest wydawcy w stronę czytelników. Okazało się, że do książki przyciąga mnie magia, jaką słowami kreuje autor, nie skomplikowana fabuła.
Właściwie dalej nie wiadomo, co dalej. Jesteśmy o oczko dalej na skali osi czasu, jaki biegnie w imperium. Przed lekturą pieczołowicie ściągnęłam sobie ze strony wydawcy streszczenie wydarzeń z poprzednich tomów. Przeczytałam. Poczułam się dziwnie. Suche jak patyk, beznamiętne i bezosobowe wyliczanie, kto się gdzie przemieścił, kto z kim się bije, jaki bóg się pojawia i po co. Także kto ginie i kto zachodzi w ciążę (to pierwsze zdarza się zdecydowanie częściej, co za czasy). Mogłam sobie darować, choć oczywiście doceniam ten nowatorski gest wydawcy w stronę czytelników. Okazało się, że do książki przyciąga mnie magia, jaką słowami kreuje autor, nie skomplikowana fabuła.
środa, 5 sierpnia 2015
"Każdy dostanie swoją kozę" Robert M. Wegner
Ta krótka opowieść powstała dla tych wszystkich, którym w "Pamięci wszystkich słów" mało było Krwawych Szóstek. Tu Szóstek jest mnóstwo. Jest mój ulubiony rudy porucznik, Kenneth-lyw-Darawyt oraz jego zastępca, Varhenn, którego też lubię.
O co chodzi z tymi kozami w tytule? Otóż w miejscowości Terandyh ma się odbyć huczna impreza. Księżyc Złodziei Kóz - można wtedy kraść zwierzaki (kozy, owce, krowy), odkradać je sobie wzajemnie, podkradać, pilnować już ukradzionych i tak dalej. Masa zamieszania, do tego dołóżmy wędrownych kupców, budy, stragany, gliniane garnki, świecące paciorki i pszenne bułeczki. Dołóżmy też złodziejaszków, awanturników i pijaczków - i już wiadomo, że potrzebny jest ktoś do pilnowania porządku.
Pewnie by wszystko poszło gładko, gdyby nie fakt, że całkiem znienacka na głowy mieszkanców zaczęły spadać kozy, owce i nawet krowy. Z nieba! Dowódca kompanii szuka rozwiązania zagadki, pod nogami pałęta mu się przesympatyczna i megaruchliwa dziewczynka, czary i magia śmierdzą w powietrzu, jedyny obecny w Terandyh czarodziej nie może pomóc, bo złożony jest niemocą - dzieje się, oj, dzieje!
Robert M. Wegner pisze tak, jak lubię. Dynamiczne historie, wyraźnie zarysowane postacie. Wątek damsko-męski bardzo delikatny, wątek dziecięcy bardzo prawdziwy.
Bardzo dobrze mi się to czytało i polecam właścicielom czytników - opowiadanie ukazało się bowiem wyłącznie w wersji elektronicznej. Tutaj link http://meekhan.com/2015/06/01/wegner-na-dzien-dziecka/
"Każdy dostanie swoją kozę" Robert M. Wegner, Powergraph 2015.
środa, 10 czerwca 2015
"Pamięć wszystkich słów" Robert M. Wegner
Nie macie pojęcia, jak ja na to czekałam! A może i macie, bo czekaliście tak samo niecierpliwie jak ja.
Jednak jako że miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z wydawcą, czyli z ekipą Powergraphu na Polconie w B-B, dowiedziałam się co nieco o tym, jak się książki pisze, poprawia, sprawdza i redaguje. To procesy wymagające czasu, dokładności i staranności - warto więc poczekać, żeby dostać coś naprawdę dopracowanego.
Pamiętacie, o czym pisał autor w poprzednich częściach cyklu? Ja niestety nie bardzo. Trochę mi to przeszkadzało na początku, nie umiałam się odnaleźć w powieściowym świecie. Przez jakieś 100 stron. Potem machnęłam ręką i obiecałam sobie, że jak skończę "Pamięć...", to biorę się za cały cykl od początku - i wtedy wszystko, co niejasne, na pewno się wyjaśni.
Ten tom cyklu skupia się na dwóch wątkach i na bohaterach znanych nam już z poprzednich części. Pierwszym jest Altsin, kiedyś złodziej, obecnie mnich, kryjący się w klasztorze w mieście Kamana na wyspie Amoneria. Druga osoba to Deana z plemienia Issaram, która z powodu konfliktu musi udać się na (nieco przydługawą, jak się okaże) pielgrzymkę.
Altsin ma w głowie boga, który bardzo mu się w tej głowie rozpycha i w ogóle chciałby być głównodowodzącym w tej parze. Ale gospodarz mu na to nie pozwala i z całych sił szuka sposobu, by się nieproszonego gościa pozbyć. Ma mu w tym pomóc wiedźma, ale zdaje się, że jedna wiedźma to będzie za mało...
Deana opuszcza wioskę nie tyle z chęci odbycia pielgrzymki, ale by nie musieć wychodzić za mąż za zupełnie obcego jej faceta (ach, te wyroki starszyzny wioskowej czasem są niezbadane). Wędrówka przez pustynię przynosi jej kolejno: porwanie przez bandytów, ucieczkę z współtowarzyszami niedoli, pobyt w mieście w luksusowych warunkach, romans, znów ucieczkę oraz walkę. Plus, jak wisienka na torcie, obserwacja miasta i jego mieszkańców (bodaj najciekawsza część książki). Biblioteka w mieście, ach, cóż za piękna scena.
Pomiędzy Deaną i Atlsinem plączą się jeszcze bogowie i boginie i półbogowie... cała chmara. Och, jak mnie ten wątek irytował! Był taki mglisty, niejednoznaczny, wrr! Jak rozmawia bóg z bogiem, to tylko po to, żeby im szczęki nie zardzewiały, wiecie? I dlatego wypowiadają na głos (i do czytelnika) co trzecie zdanie, reszta jest nadawana telepatycznie.
Czy pod koniec tomu wyjaśnia się nieco sprawa z bogami? Trochę, ale nie do końca. Trzeba pamiętać, że to dopiero czwarty tom, nie można za wcześnie rozwiązywać wątków!
Czytam tak sobie i czytam, obserwuję zmagania Atlsina z bogiem i Deany z własnym sercem i coś mi spokoju nie daje. No właśnie, gdzie są Krwawe Szóstki i mój ulubiony rudy porucznik? Na szczęście, objawili się pod koniec, ale chyba tylko po to, żeby nie zawieść wiernych wielbicieli - i znikli.
A ty czekaj, człowieku, na następny tom!
Robert M. Wegner tak pisze powieści, że się w ten jego meekhański świat wpada i zostaje długo. To niebezpieczne. Kilka dni po skończeniu "Pamięci..." jeszcze tam siedziałam i nie umiałam się wydostać. Żadna inna książka, komiks, nic nie wchodziło, Meekhan i koniec! Zastanawiałam się, co mnie tak w tej książce przyciąga. Chyba najbardziej bohaterowie. Są w porządku. Mają czasami za uszami, ale przeważnie są z gatunku takich, co to znienacka nie wsadzą ci kosy pod żebro. Mają wątpliwości czy rozterki, to stan doskonale znany każdemu, ale wszelkie dylematy starają się uczciwie rozstrzygać, w zgodzie z sobą. Podoba mi się to.
Co innego bogowie, ale już od dawna (od greckiej i rzymskiej mitologii poczynając) wiadomo, że to podstępne i dwulicowe bestie. Za grosz nie można takim wierzyć.
Jeszcze malutkie słówko o języku. Nie ma udziwnień, nie ma wydumanych porównań, nie ma quasi-zabawnych powiedzonek, jest prosto. Przypomina to sposób pisania braci Strugackich, którzy też nie silili się na cuda wianki językowe, ale to, co napisali, dawało do myślenia.
Kończę te przydługawe wynurzenia, ale nie rozpaczliwym pytaniem "kiedy następny tom?", bo odpowiedź akurat na to pytanie znam. Byłam na spotkaniu autorskim i się dowiedziałam, że będzie, jak się napisze. Kończę apelem.
Panie Robercie, niech pan pisze! Znakomicie to panu wychodzi!
Kasiu, bardzo dziękuję za książkę. Wydajesz tak dobre i dobrze zredagowane książki, że tylko pozazdrościć.
"Pamięć wszystkich słów" Robert M. Wegner, Powergraph, Warszawa 2015
środa, 1 kwietnia 2015
Martin na emeryturę, Wegner pociągnie dalej "Pieśni Lodu i Ognia"! Hura!
Czyż to nie wspaniała wiadomość?
Ze strony Powergraphu:
Ze strony Powergraphu:
Powergraph podpisał umowę z George’em R.R. Martinem, w myśl której nasz drogi George przekazał odpowiedzialne zadanie kontynuacji Pieśni Lodu i Ognia naszemu wspaniałemu Robertowi M. Wegnerowi (który od dziś przyjął dwa nazwiska: Robert M.M. Wegner lub J.R.R. Wegner - w zależności od weny).Z niecierpliwością zacieram ręce.
niedziela, 11 maja 2014
"Nagroda im. Janusza A. Zajdla 2013" - antologia utworów nominowanych za rok 2012
Zamieszczone opowiadania:
1. Jakub Ćwiek "Będziesz to prać!"
2. Jakub Ćwiek "Co było, a nie jest"
3. Jakub Ćwiek "Kukuryku!"
4. Jacek Dukaj "Portret nietoty"
5. Tomasz Kołodziejczak "Czerwona mgła"
6. Robert M. Wegner "Jeszcze jeden bohater"
Powieści (fragmenty):
7. Jakub Ćwiek "Kłamca 4. Kill'em all"
8. Jarosław Grzędowicz "Pan Lodowego Ogrodu"
9. Anna Kańtoch "Czarne"
10. Robert M. Wegner "Niebo ze stali"
11. Andrzej Ziemiański "Pomnik cesarzowej Achai"
Zacznę od początku, czyli od opowiadań Ćwieka. Żaden z tych trzech tekstów nie przypadł mi do gustu. Dzwoneczek i Zagubieni Chłopcy w młodzieżowo-gangsterskich szatkach to nie moja bajka, jakoś Ćwiek nie trafia w moje klimaty.
Natomiast Dukaj - no, ten to wymaga od czytelnika więcej niż znajomość bajki o Piotrusiu Panie czy mitologii nordyckiej, to lubię (choć nie zawsze rozumiem).
"Ledwo stoi, uwieszona na pustej chitrynie, plama purpury na tle czarnego monumentu przebrzmiałego przemysłu.Krwawiąc obficie nieistniejącymi namiętnościami, spływając snami nie do wypowiedzenia.[...] Stary Zagreus złowił zwierzę i stworzył człowieka. Nietota wydała na świat - co?"[1]Kołodziejczak połączył zgrabnie "Mgłę" (film, którego nie lubię) z tolkienowskimi urka-hai, umieścił to wszystko na Kresach Wschodnich, w historii nieco odmiennej od tej, którą znamy. Wybornie się czytało.
Opowiadanie Wegnera wygryza dziury w czytelniczej pewności siebie - że wszystko się wie, że jak się nie wie, to można się domyślić... a tu volta za voltą, na zmianę traciłam i odzyskiwałam rezon.
"Byli tu sami, sami w opuszczonym bunkrze, on - przywiązany do łóżka żołnierz, i ona - zakonnica. Ciekawe, ile filmów dla dorosłych zaczynało się w ten sposób?"[2]No i znakomicie opisana walka: okropna, ostateczna, okrutna, bezlitosna, paskudna. Wegner to umie opisać walkę, trzeba mu przyznać.
Powieści dzielą się dla mnie na te, które znam (PLO i Meekhan) i pozostałe.
Wśród pozostałych jest Ćwiek, z którym (oprócz tego zbioru) miałam do czynienia jedynie w komiksowej formie i miło tego nie wspominam. Autor wziął na warsztat mitologię nordycką, a mnie ta akurat mitologia nie leży (ani "Agnus od snów", ani "Synowie boga" nie trafiły w mój gust)
O Grzędowiczu (no, ostatnim tomie) wypowiadałam się tutaj, a o Wegnerze tutaj.
Jeśli chodzi o Annę Kańtoch, to ze względu na czytane wcześniej powieści "Czarnemu" jestem skłonna dać kredyt zaufania. Kredyt, bo zamieszczony fragment powieści jest za krótki.
Andrzeja Ziemiańskiego "Achaję" mam od dawna na oku, ale to by trzeba było zacząć od początku, a nie od ostatniego tomu.
Całość znakomita, świetnie, że można w jednym tomie przeczytać komplet nominowanych tekstów. Niezależnie od przyznanych nagród, można przyznać osobiste medale. Ciekawe są też teksty towarzyszące, choćby historia nagrody, a także lista dotychczasowych laureatów, począwszy od 1984 r (wtedy Nagrodę Fandomu Polskiego "Sfinks" dostała "Paradyzja" Zajdla) aż do 2011 roku. Pff, na dwadzieścia trzy nagrodzone powieści czytałam jedenaście. Ależ mam do nadrobienia!
Jedyne zastrzeżenie, ale za to mocne, mam do wydania. Tragicznie ciasno sklejone, żeby przeczytać, trzeba użyć obu rąk i mocno trzymać. Przy czym broń Boże nie rozginać za mocno, bo strach, że się połamie. Kiedy przepisywałam fragmenty z książki, musiałam pomagać sobie łokciem.
Bardzo dziękuję Oli za pożyczenie książki!
Ach, dla porządku. Obie statuetki zgarnął Robert M. Wegner.
---
[1] "Nagroda im. Janusza A. Zajdla 2013" .Antologia utworów nominowanych za rok 2012, Związek Stowarzyszeń "Fandom Polski", Warszawa 2013, s. 31
[2] Tamże, s.169
sobota, 12 maja 2012
"Niebo ze stali" Robert M. Wegner - no nic, tylko się tłuką i tłuką
Czekałam na to z niecierpliwością, aż przebierałam nogami, bo pierwszy i drugi tom podobały mi się bardzo. Kupiłam "Niebo" jak tylko się ukazało, nieco ubolewając nad decyzją wydawnictwa Powergraph, by tom trzeci wydać tylko w twardej oprawie. Dwa pierwsze mam w miękkiej, jak to będzie wyglądało na półce? No trudno, w końcu bardziej liczy się treść.
Główne wątki w "Niebie ze stali" są dwa. Pierwszy to wielka wędrówka całego narodu do pewnego miejsca. Drugi zaś to walka tegoż narodu z drugim narodem, zastanym na owym miejscu. Ok, są jeszcze pomniejsze, jak dziwne miejsce pod niebem ze stali, gdzie można ześwirować, jeśli się nie ma rudego dowódcy, czy też wątek dwóch dziewczyn wojowniczek, które przekwalifikowały się i zostały szpiegami.
Nooo... jest też wątek dziewczynki męczenniczki, za który się o mało na autora nie obraziłam, bo kto to widział tak męczyć dziecko, serca trzeba nie mieć!
Powracając do meritum, pół tomu zajmuje opis trasy, którą przebywa naród Wozaków - na wozach, oczywiście. To nie takie w kij dmuchał przedsięwzięcie, potrzebne są drogi, mosty, tunele, no i ochrona. Ochronę zapewnia oddział Górskiej Straży pod dowództwem porucznika Kennetha, znanego nam już, między innymi z tego, że o swoich ludzi dba, a dowódców szanuje nad wyraz (tylko nie zawsze dowódcy o tym wiedzą). Czyta się o tym znakomicie. Ale każda podróż się kiedyś kończy, Wozacy docierają na płaskowyż, gdzie zamierzają osiąść i właściwie mogliby odetchnąć z ulgą, gdyby nie jeden drobiażdżek. O ten teren trzeba się bić z narodem koczowników, którzy dawno temu wygnali Wozaków z płaskowyżu. Koczownicy przypominają Tatarów, co to na koniu rodzą, śpią, jedzą, bawią, a zapewne i ten tego. Przybysze natomiast mają trudniej, bo religia zakazuje im dosiadać koni, mogą tylko je zaprzęgać, co na płaskich, równinnych terenach znacząco obniża ich szanse. Tak więc mamy bitwę. Jedną, drugą, trzecią...
Absolutnie nie potrafiłabym być strategiem czy innym taktykiem od wojny, bo to nudne. A na dłuższą metę to po prostu potwornie nudne - tak orzekłam, gdy musiałam czytać i czytać i czytać o wielkiej bitwie na równinie między Wozakami i koczownikami. Szarpią się, rąbią, podpalają, kłują i dźgają, giną w męczarniach, konie kwiczą... Nuda, panie, nuda. Albo przerosło to moją wytrzymałość. Albo dobiła mnie umęczona dziewczynka. Tak czy siak, musiałam na chwilę książkę odłożyć w okolicach sześćsetnej strony. Hm, właśnie przyszło mi do głowy, że to może być też oznaka nader silnego oddziaływania na czytelnika, nie wytrzymałam emocjonalnie, no!
Bo wiecie, książka bardzo, ale to bardzo mi się podobała i z niecierpliwością będę wyglądać kolejnych części.
"Niebo ze stali" Robert M. Wegner, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2012
środa, 7 września 2011
"Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Robert M. Wegner - ale dobre, mówię wam!
Przeczytałam to już ponad miesiąc temu, a do tej pory nie skrobnęłam ani słówka. Nie godzi się tak, nie godzi! To bardzo dobra książka, właściwie książki - dwa tomy są na razie, a ponoć w planach następny/następne, tylko ciekawe, jak się będą nazywać, bo dotychczasowe tytuły to "Północ - Południe" i "Wschód - Zachód", więc wyczerpane są wszystkie graniczne możliwości, chyba że autor rozdrobni się nieco pisząc "Północny Zachód - Północny Wschód", etc. (ok, żartuję:)
Meekhan - wielka kraina, bogata i różnorodna, sądząc z jej granic. Jedna granica: śnieżna, górzysta; druga gorąca i piaszczysta, pustynna; trzecia morska i rozhuśtana; czwarta zaś trawiasta i smagana wiatrem.
A wszystkie te granice wypełnione są po brzegi: przygodami, emocjami, magią, walką, miłością, rozterkami, bitwami, opowieściami, przywiązaniem, nienawiścią, zemstą, wybaczeniem, fantazją, rozpaczą, nadzieją, humorem, podstępem, wytrwałością, zwinnością, tajemnicami - oraz wszystkim tym, czym tylko istota ludzka oraz książka może być wypełniona. Czytałam z prawdziwą uciechą, tu odnajdując echa Malazu, tam znów łowiąc zapach Niecnych Dżentelmenów - żadna to ujma dla autora, nic nie zarzucam, mnie się kojarzą te utwory nader sympatycznie, a Meekhan jest absolutnie wyjątkowy i ciekawy.
Z niecierpliwością czekam na dalsze książki pana Wegnera (na przełomie października i listopada ma się ukazać), a jak tylko się pojawią, lecę i kupuję.
"Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Robert M. Wegner, tom 1 i 2, Powergraph, Warszawa, 2009, 2010.
![Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód [Robert M. Wegner] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE](http://cyfroteka.pl/images/BRD.png)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







