niedziela, 2 sierpnia 2009

"Podróż wokół mojej czaszki" Frigyes Karinthy


Zadziwiające studium choroby. Przy czym nie myślcie sobie, że to jakiś podręcznik medycyny, absolutnie nie. Węgierski pisarz obserwuje u siebie niepokojące objawy: halucynacje, pogorszenie wzroku, bóle głowy. Początkowo je bagatelizuje, ba, uczy się z nimi żyć - uprzedza przyjaciół, co mają zrobić w razie ataku, na przykład w kawiarni. Cały czas jest aktywny zawodowo, pisze artykuły i książki, ale nasilające się dolegliwości zmuszają go do zajęcia się poważnie swoim zdrowiem, no i tu przeżywa wstrząs: badania wykazują guza mózgu.
To jak wyrok śmierci i prawie nim jest, gdyż śmiertelność w przypadku takiej choroby to 100%, po operacji - 80%. Pisarz poddaje się operacji, trochę przerażającej, bo przeprowadzanej tylko w znieczuleniu miejscowym, a więc pacjent podczas niej jest świadomy tego, co się z nim dzieje.
O tym właśnie jest cała książka, o chorobie, jej objawach, operacji, leczeniu. O stanie psychicznym i fizycznym pisarza. Pisana bez zadęcia i nadęcia, z autentyczną ciekawością stanu, w którym znalazł się autor. Plus nutka bólu i strachu, wszak kto z nas nie boi się śmierci?
Jeszcze ten aspekt, kiedy to autor, twórca pracujący głównie głową zdaje sobie sprawę, że z jego głową jest coś nie tak. Bolesne.
Czy tak właśnie czuje się teraz Terry Pratchett?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza